http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ciemna strona kina

Tadeusz Sobolewski, Berlin
2010-02-10, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 16:50

''The Killer Inside Me'' Michaela Winterbottoma, przerażający film o psychopatycznym mordercy kobiet. Na zdjęciu Casey Affleck
''The Killer Inside Me'' Michaela Winterbottoma, przerażający film o psychopatycznym mordercy kobiet. Na zdjęciu Casey Affleck
MATERIAŁY ORGANIZATORÓW

W czwartek początek 60. Berlinale, z Wernerem Herzogiem jako szefem jury. W piątek w konkursie światowa premiera "Ghostwritera" Romana Polańskiego

Jubileuszowe Berlinale - największy po Cannes festiwal filmowy - rozpocznie się jutro pokazem chińskiego filmu "Apart Together" Wang Quan'ana, laureata Złotego Niedźwiedzia 2007 za "Małżeństwo Tui". Przed 1989 r. polityczną rolą tego festiwalu było przerzucanie pomostu między Wschodem a Zachodem - dziś ten pomost prowadzi w stronę Chin.

Festiwal odbywający się w najbardziej newralgicznym punkcie Europy, jaką była enklawa Berlina Zachodniego, przechodził różne fazy. Powstał w 1951 r. w amerykańskiej strefie okupacyjnej. W czasach zimnej wojny miał być dla berlińczyków, także tych ze wschodu, oknem na wolny świat. Od połowy lat 70. w konkursie brały udział filmy enerdowskie i radzieckie.

Słynny skandal wywołał w 1978 r. pokaz "Łowcy jeleni" Cimino, z którego wyszła delegacja radziecka. W proteście przeciw konformizmowi jury, które ze strachu zrezygnowało z obrad, powstała wtedy istniejąca do dziś niezależna sekcja Forum, ostoja kontestacji. W latach 60. triumfowało tu nowe kino europejskie: Bergman, Antonioni, Nowa Fala z Godardem i Truffautem. W czasach gdy istniał mur, Berlinale podawało rękę młodym filmowcom z krajów socjalistycznych. Tu zwyciężali Skolimowski (1967), Meszaros, Szepitko.

Młody Polański otrzymał Złotego Niedźwiedzia w 1966 r. za "Matnię", a rok wcześniej Srebrnym Niedźwiedziem nagrodzono jego "Wstręt".

Teraz, na piątkowej premierze "Ghostwritera", będzie obecny duchem (nie są przewidziane żadne nagrania wideo z wypowiedziami reżysera przebywającego w areszcie domowym w Szwajcarii). - Film znalazł się na festiwalu dlatego, że jest wybitny - mówi dyrektor Berlinale Dieter Kosslick. - Będzie wydarzeniem politycznym, choć znalazł się tu z powodów artystycznych.

Pasjonujący thriller Roberta Harrisa, który sfilmował Polański, rzeczywiście może być okazją do stworzenia filmu o tym, jak wolny świat w świadomości ludzi przechodzi na "ciemną stronę mocy", gdzie - jak uważa bohater "Ghostwritera" - "zasady moralne nie są tak jasne i sztywne jak kiedyś". Jak można dziś przeciwstawić się zwyrodniałemu światu, w którym "metody wykluczone nawet w walce z Hitlerem - na przykłąd tortury - stały się akceptowalne i uznaze za cywilizowane", a "głupota stała się taka modna"? Ile procent społeczeństwa - pyta bohater "Ghostwritera" - przejmie się takimi rzeczami?

Przeglądając opisy konkursowych filmów zapowiadających się w tym roku wyjątkowo ciekawie, pomyślałem, jakim szokiem byłoby pokazanie ich uczestnikom dawnych powojennych festiwali.

Oto "Na drodze", nowy film Bośniaczki Jasmili Zbanić, reżyserki nagrodzonej "Grbavicy": niby zwykła, współczesna historia miłosna z Sarajewa, w której dochodzi do głosu motyw - może po raz pierwszy w kinie od tej strony poruszony? - szerzącego się islamizmu salafijskiego, wiary w radykalne oczyszczenie świata ze zła.

Jak egzotyczna widzom sprzed dziesięcioleci wydałaby się komedia Amerykanki Lisy Cholodenko "Dzieci są w porządku" - o nietradycyjnej rodzinie: dorastające dzieci wychowywane przez dwie lesbijki poznają swego biologicznego ojca.

Dyrektor Berlinale zapowiada przewagę filmów o rodzinie i dojrzewaniu - m.in. "Submarino" Thomasa Vinterberga, jednego z twórców duńskiej Dogmy. Ale kiedy przegląda się program głównej sekcji (26 filmów), dominuje kryminał. Austriacki "Rabuś" Benjamina Heisenberga odtwarza historię kryminalisty, współczesnej parodii Robin Hooda, słynnego maratończyka Johanna Kastenbegera, który włamywał się do banków, bo - jak twierdził - potrzebował adrenaliny. Jako szybkobiegacz łatwo uciekał policji.

Michael Winterbottom, reżyser kameleon zmieniający gatunki, nagrodzony Złotym Niedźwiedziem za paradokument o emigrantach "In This World", pokaże w Berlinie adaptację powieści Jima Thompsona o psychopatycznym mordercy kobiet - "The Killer Inside Me". O tym filmie mówi się, że przerazi nie tylko widzów, ale nawet dystrybutorów, jako kolejne przekroczenie granic w ukazywaniu okrucieństwa i przemocy. Slogan reklamowy mógłby wyglądać tak: "Wydaje wam się, że wiecie z kina wszystko o seryjnych mordercach. Winterbottom wyprowadzi was z błędu".

Martin Scorsese pokaże poza konkursem "Wyspę skazańców" - adaptację powieści Dennisa Lehane'a o poszukiwaniu uciekiniera z zakładu dla obłąkanych przestępców, z Leonardo DiCaprio w roli prowadzącego dochodzenie. Film ten ma być dla Scorsesego próbą ekspresjonistycznej estetyki, wejściem w świat "Procesu" Kafki.

Ciekawie zapowiada się austriacki film Oskara Roehlera o aktorze Ferdynandzie Marianie, który w 1939 r. bez świadomości konsekwencji wpadł w pułapkę, przyjmując rolę "Żyda Suessa" w filmie Veita Harlana będącym szczytem antysemickiej kampanii Goebbelsa.

Reżyser japoński Koji Wakamatsu, autor głośnych w latach 60. kontrkulturowych filmów, dawny zwolennik Guevary, przywozi do Berlina antywojenną "Gąsienicę" o weteranie II wojny światowej, który wraca do domu jako bohater - pozbawiony kończyn. "Chciałem powiedzieć, że wojna to tylko zabijanie. Wojny o sprawiedliwość, wojny o honor narodu, wojny w obronie demokracji - nie ma czegoś takiego; wojna to tylko zabijanie". Do początków kontrkultury sięga "Skowyt" - film Roberta Epsteina i Jeffreya Friedmana o "ojcu hipisów", Allanie Ginsbergu i narodzinach jego słynnego poematu, za który w 1957 r. w Ameryce wytoczono mu proces. W konkursie berlińskim chętnie widziane są autorskie filmy pokazywane wcześniej na festiwalu Sundance. Obok "Skowytu" francuski "Mamut" Benoit Delepine'a i Gustava de Kerverna z Gerardem Depardieu jako 60-letnim pracownikiem rzeźni, który nie może przejść na emeryturę, bo ktoś zapomniał mu naliczyć zarobki...

Gdzie wśród tych filmów ukrywa się Złoty Niedźwiedź? Jury pod przewodnictwem Wernera Herzoga ogłosi to 20 lutego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':