http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chicken street, Sthers, Amanda

Paweł Smoleński
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 14:00

Niewielka książeczka, za to smaczna, intrygująca, może nawet - jakoś stylowa

ZOBACZ TAKŻE
Dzieje się na dwóch kontynentach, a na dodatek w światach tak odległych jak noc i dzień. Tyczy dwóch mieszkańców kabulskiej ulicy - ostatnich Żydów w stolicy Afganistanu - tuż po upadku talibów.

Pierwszy, Szymon, przybył tu z Iranu, gdzie wiódł życie pośród elity reżimu szacha, żonaty z piękną aktorką. Byłoby mu lekko i przyjemnie (jeszcze nie było rewolucji Chomeiniego), gdyby nie rogi, zbyt często przyprawiane mu przez aktorkę. Uciekł więc do kraju, który jawił mu się kamienną pustynią. Został szewcem amatorem. Zgorzkniały, choć nie do końca. Z Kabulu też będzie musiał wiać.

Drugi, Alfred, Żyd rumuński i ocalony z Holocaustu. Opiekun kluczy do synagogi. Zna wiele języków i alfabetów, więc zarabia na życie pisaniem listów. Samotny od zawsze, dobry, choć zablokowany w uczuciach. Że też akurat teraz będzie musiał się zakochać.

Jest też i oś intrygi. List z prośbą o ocalenie wysłany do amerykańskiego dziennikarza przez młodą Afgankę. Nigdy nie dotrze do adresata, więc ocalenia nie będzie. Sprowadzi za to dramatyczne skutki na Alfreda (napisał go w zastępstwie niepiśmiennej dziewczyny) i na rodzinę dziennikarza, zamieszkałą w Los Angeles.

Nie zdaje mi się, by jednonocny romans między Amerykaninem a nastoletnią Afganką okutaną w bezkształtną burkę był w ogóle możliwy. Trochę znam inne kraje islamu i również nie wydaje mi się, by intryga zarysowana w książce była nadto prawdopodobna. Lecz to w końcu literacka fikcja, więc rzecz nie w prawdopodobieństwie zdarzeń, ile w nastroju i emocjach. Przeczytamy więc o ludziach podłych i szlachetnych. O namiętnościach wynikających z obyczaju i z ludzkiej natury, zwłaszcza gdy wokół głód, poniżenie i strach. O umarłych pasjach, które nagle się odradzają, o szczęściu, chyba pozornym, gdyż zbyt szybko zamienia się w szaleństwo.

Happy endu nie będzie, bo w kabulskich ruinach nie ma miejsca na szczęśliwe zakończenie. Ani - a może tym bardziej - w kalifornijskim życiu zbudowanym z póz, masek, zimnych kalkulacji i przekonania, że nieważne, co się czuje i myśli, a ważne - dowcipkować i żeby generalnie było milutko. Bo co sąsiedzi powiedzą?

Chicken street, Amanda Sthers, przeł. Anna Michalska, Noir sur Blanc, Warszawa

  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów