Dzieła zebrane, t. 1, Recenzje, Szkice, Rozprawy literackie 1935-1946
Gustaw Herling-Grudziński
zebrał Zdzisław Kudelski, opr. Włodzimierz Bolecki, Justyna Chłap-Nowakowa, Adam Fitas, Maciej Urbanowski, Mirosław Wójcik
Wydawnictwo Literackie, Kraków
W nocy z 16 na 17 maja 1944 r. 25-letni radiooperator Gustaw Herling-Grudziński został przydzielony do patrolu do "wysuniętego obserwatora artylerii" na wzgórze 593 nieopodal klasztoru Monte Cassino. Na pożegnanie jego dowódca, major Józef Stojewski-Rybczyński (miał zginąć następnego dnia) powiedział: "Nie wiem, chłopcze, czy wrócisz, ale pamiętaj, ile od ciebie zależy".
Te słowa "zachowa na pewno autor tej książki jako wiatyk na całe życie i na każdą pracę, którą podejmie" - pisał kilka lat po bitwie w przedmowie do "Żywych i umarłych" Józef Czapski.
Czapski miał, oczywiście, rację. Czytając pierwszy tom wydanych właśnie "Dzieł zebranych" Herlinga-Grudzińskiego - publicystykę z lat 1935-46 (całość jest obliczona na 14 tomów, w tym wywiady i wybór korespondencji; następny tom wydawca zapowiada na jesień) - można obserwować, jak kształtowała się osobowość pisarza i jak rozwijało się jego zainteresowanie refleksją moralną i metafizyczną, które były fundamentem jego późniejszej twórczości.
Wczesna publicystyka Herlinga pozwala także zrozumieć polityczne wybory pisarza - zwłaszcza moralny sprzeciw wobec totalitaryzmu. "Choć tego nie mówimy zbyt często i zbyt głośno, wiemy już i czujemy, że być emigrantem to dzisiaj taka sama godność moralna, jaką nosili w sobie żołnierze w latach 1939-45. Ale zaczynamy rozumieć coś więcej: że jest to także wysoka godność polityczna uczestniczyć w tej fazie drugiej wojny światowej, która ma najwięcej danych, aby zarysować ostatecznie linię podziału pomiędzy ideologią z ducha i treści europejską i zagrażającym jej ze Wschodu niszczycielskim podmuchem" - pisał w artykule "Emigracja polityczna" z 1946 r.
"W klasach wyższych [w gimnazjum] - wspominał w ankiecie "Jak się uczyli współcześni pisarze polscy" wydrukowanej w emigracyjnych "Wiadomościach" - "interesowałem się literaturą, komunizmem, zagadnieniami religijnymi, rybołówstwem i sportami wodnymi. Po kolei rozstałem się ze wszystkimi zainteresowaniami - z wyjątkiem literatury". Urodzony w 1919 r. pisarz debiutował bardzo młodo - tom otwiera publicystyczny tekst wydrukowany w warszawskim międzyszkolnym piśmie "Kuźnia Młodych" z 15 czerwca 1935 r., podpisany: "Gustaw Herling, uczeń VI klasy gimnazjum im. S. Żeromskiego w Kielcach". Tuż po maturze, w latach 1937-39, kierował działem literackim warszawskiego pisma "Orka na Ugorze", w którym drukowali m.in. Jan Strzelecki, Kazimierz Koźniewski czy Jerzy Drewnowski.
Publicystą był płodnym: znajdziemy tu m.in. recenzje książek Andrzejewskiego, Dąbrowskiej czy Gombrowicza (o "Ferdydurke" pisał: "Stała się sensacją dnia. Poświęcono jej wieczór w Zw. Zaw. Literatów Polskich z prelekcją Brunona Schulza, jest tematem ściśle zakonspirowanych rozmów kawiarnianych, przedmiotem namiętnych sporów, obiektem pełnych bezkrytycznego zachłystywania się zachwytów, rozpiera się dumnie i prowokuje ze szpalt periodyków literackich i pism codziennych"). Świadectwo czasu, w którym literatura była w centrum ideowych i politycznych sporów; dziś tylko nieliczne książki wywołują taką debatę, a literatura stała się raczej dziedziną rozrywki.
Herling już jako 20-latek pisał świetnie: ostro i przenikliwie. Czytana dziś, publicystyka ta jest jednak spojrzeniem w bardzo już odległą przeszłość - w stronę kraju, który wydaje się niemal obcy. Herling publikuje np. obszerne rozważania nad literaturą ludową i "literackim ruchem chłopskim", w których pyta: "Jaka jest wartość literatury ludowej (można to rozszerzyć: kultury ludowej) z punktu widzenia interesów kultury narodowej?". Dziś nie tylko można mieć zasadną wątpliwość, czy "kultura ludowa" jeszcze w ogóle istnieje, ale nikt by nie postawił takiego pytania. Kiedy - podczas wojny, na Bliskim Wschodzie - Herling przekonuje: "Droga do odrodzenia kultury polskiej prowadzi przez umiejętne i rozsądne zorganizowanie tego wspaniałego pędu do czytania i pisania, jaki ogarnął dwudziestomilionową przeszło rzeszę polskich chłopów", czytelnikowi wypada się tylko uśmiechnąć nad idealizmem tamtych czasów. Dziś wszyscy Polacy potrafią czytać i pisać, ale mało kto sądzi, że prowadzi to do "odrodzenia kultury polskiej".
Z punktu widzenia czytelnika dzisiejszych gazet najbardziej charakterystycznym rysem publicystyki Herlinga-Grudzińskiego jest całkowity brak cynizmu. Wierzył w sens uprawiania publicystyki i wierzył w sens uprawiania polityki. W jednym i w drugim chodzi o coś znacznie więcej niż przepychanki w grze o władzę i wpływy uprawiane przez specjalistów od PR.
Nad wydaniem "dzieł zebranych" Herlinga-Grudzińskiego czuwają najlepsi znawcy jego twórczości - m.in. Zdzisław Kudelski i Włodzimierz Bolecki. Teksty opracowane są znakomicie, a obszerne przypisy (blisko 200 stron!) wprowadzają w kontekst epoki i pozwalają przybliżyć jej klimat.