Na formułę festiwalu wpadł René Martin, który postawił udowodnić, że muzyki poważnej można słuchać w inny sposób. Pomysł wydawałoby się banalny - w siedmiu salach, od rana do północy, odbywają się równolegle koncerty (przeważnie nie dłuższe niż 50 minut). Słuchacz sam konstruuje sobie program dnia, zmienia koncerty, żyje festiwalem i z Centrum Kongresowego praktycznie nie wychodzi, bo w środku zapewniono mu obsługę gastronomiczną. W tym roku 16. edycję festiwalu poświęcono Chopinowi. Słuchaliśmy kompletu jego utworów na fortepian solo w porządku chronologicznym, rekonstrukcji fragmentów koncertów, które polski kompozytor dał w Wiedniu, Warszawie i Paryżu, słuchaliśmy dzieł jemu współczesnych - Schumanna, Liszta, Mendelssohna, zabrzmiała też Symfonia Fantastyczna Berlioza zagrana na dawnych instrumentach. W programach odnalazłem wiele ciekawostek, rarytasów repertuarowych, utworów rzadko przypominanych. Nie obeszło się także bez wycieczek w przeszłość, bo przecież Chopin uwielbiał Bacha.
Aby zorganizować taką imprezę jak ta, trzeba mieć odpowiednie miejsce. Centrum Kongresowe w Nantes dysponuje siedmioma salami - największa mieści blisko 2 tys. osób, najmniejsza - 80. Wszystkie one w tym roku otrzymały swojsko brzmiące nazwy: audytorium Fontany, sale Mickiewicza i Kwiatkowskiego, kawiarnia Żelazowa Wola.... Polscy artyści w Nantes robili furorę - zwłaszcza zapracowana, grająca nawet cztery koncerty dziennie Sinfonia Varsovia, ale także Zespół Polski, Motion Trio, Jacek Kortus.
Na festiwalu panuje ogólny entuzjazm. Tutaj każdy jest gwiazdą: i słynna Barbara Hendricks, i młody izraelski pianista Iddo Bar-Sha. Każdy może liczyć na bardzo ciepłe przyjęcie, nawet jeśli nie wszystko mu wyjdzie, bo to festiwal pasjonatów. I perfekcyjnej organizacji (przy której pracowało 400 osób) - przy tak napiętym planie o opóźnieniach nie może być mowy. Kilkanaście koncertów tuż po zakończeniu można było kupić na płytach w specjalnym sklepie. To stąd wszystkie stacje publicznego Radia Francuskiego nadawały swe weekendowe programy, a France Musique zarejestrowało 70 koncertów. Na festiwal można było dostać się także darmowym autobusem - prowadzonym przez wystylizowanych na XIX-wieczną modę szoferów - w którym rozbrzmiewał Chopin.
Szaleństwo w liczbach
Statystyka tegorocznego festiwalu wypada imponująco. Łącznie zorganizowano 241 koncertów, na których wystąpiło 1500 artystów. Do kas trafiło 130 tys. biletów, choć długo w nich nie poleżały. 93 tys. wejściówek poszło w ciągu 48 godzin! Podczas otwarcia kasy przeżyły prawdziwe oblężenie. Ogólnie sprzedano 128 tys. biletów, co oznacza, że frekwencja na koncertach wynosiła 98 proc. Zainteresowanie pobiło to sprzed roku i ciągle wzrasta - przychodzi coraz więcej uczącej się młodzieży. Liczby są ogromne, zwłaszcza że mówimy o festiwalu muzyki poważnej. Jednak na sukces trzeba było sobie zapracować. Pierwsze Folle Journée, poświęcone Mozartowi, odbyło się w 1995 r.: podczas dwóch dni zorganizowano 37 koncertów, na które przyszło nieco ponad 18 tys. osób. Sale były wypełnione w połowie. Dziś przez gmach Centrum Kongresowego trudno się przecisnąć. Ponieważ lubimy mówić o pieniądzach, więc proszę.
Budżet tegorocznej imprezy wyniósł 4 mln euro, z czego 1 mln przekazało Nantes. 200 tys. region - Kraj Loary - i ledwie 100 tys. Ministerstwo Kultury. 850 tys. wyłożyli partnerzy prywatni. Ale dochód z biletów też jest niebagatelny. To 1,75 mln.
Folle Journée jest machiną, która "infekuje" także region, w którym odbywały się koncerty. René Martin stara się dotrzeć do nowych odbiorców. Oprócz młodzieży szkolnej sprowadza osoby z domów starców, propaguje idee "innego słuchania" w uboższych dzielnicach, organizuje specjalne programy edukacyjne. Na ostateczny kształt festiwalu pracuje się przez cały rok. Unikalna formuła znalazła uznanie w świecie. W tym roku festiwal przeniesie się do Bilbao (marzec), do czterech miast Japonii - Niigata, Tokio, Kanazawa, Biwako (maj, mówi się o 1 mln biletów!) i do Rio de Janeiro (czerwiec). Tournée zakończy się w Warszawie.
Szaleństwo w Warszawie
Warszawa na tej mapie nie jest miejscem przypadkowym. Od pierwszego festiwalu w 1995 r. w Nantes gra Sinfonia Varsovia. I to ona wraz z fundacją Ogrody Muzyczne podjęła się organizacji imprezy w Polsce. Oczywiście temat chopinowski był najlepszym bodźcem, aby sprawdzić tę formułę. W Warszawie festiwal zaplanowano od 11 do 13 czerwca. Miejscem imprezy będzie "system naczyń połączonych" obejmujący Teatr Wieki - Operę Narodową (Sala Moniuszki, Sala Kameralna, Sale Redutowe), Teatr Narodowy oraz olbrzymi namiot, który stanie na placu Teatralnym, który spełni funkcję muzycznego Hyde Parku, gdzie publiczność będzie się mieszać, wchodząc i wychodząc z koncertów. Mówi się o stu koncertach. Budżet polskiej wersji festiwalu wynosi 3,2 mln zł, z czego miasto przekazało 2 mln. Ryszard Kubiak, koordynator Programów Zagranicznych Chopin 2010, wstępnie szacuje liczbę biletów na 20 tys. To byłby z pewnością sukces, choć René Martin - dyr. art. także edycji polskiej, z natury entuzjasta - wierzy, że liczba ta będzie większa. Wszystko zależy od promocji i zainteresowania młodych ludzi. A ceny biletów na pewno przeszkoda nie będą; ustalono je na 5, 7 i 10 zł.
W Warszawie zagra oczywiście Sinfonia Varsovia, być może przyjedzie jej szef muzyczny Marc Minkowski, aby dać koncerty ze znakomitą rosyjską śpiewaczką Julią Leżniewą. Wystąpią: Ensemble Vocale z Lozanny, belgijski zespół muzyki dawnej Ricercar Consort i Maria Keohane, klawesynista Pierre Hantai oraz liczne grono pianistów, wiernych FJ, m.in. Anne Queffélec, Boris Berezovsky, Philippe Giusiano. Zagrają Zespół Polski i Motion Trio - gwiazdy z Nantes. Reszta szczegółów właśnie jest ustalana. Obecny w Nantes Waldemar Dąbrowski, przewodniczący Komitetu Obchodów "Chopin 2010", nie krył dużych oczekiwań związanych z tą imprezą, jak mówił: "Nie tylko artystycznych, ale i socjologicznych, bo festiwal proponuje formułę, która otwiera muzykę klasyczną przed ludźmi, którzy dotąd nie mieli z nią kontaktu". Czy uda się w Warszawie zewrzeć szyki i poddać zbiorowemu chopinowskiemu szaleństwu?
Źródło: Gazeta Wyborcza