Tlen
scen. i reż. Iwan Wyrypajew
Rosja 2008, dystr. Era Nowe Horyzonty
Wyrypajew (rocznik 1974) należy do ostatniego pokolenia pionierów i komsomolców poparzonych przez komunizm, a zarazem do pierwszej generacji, która weszła w dorosłe życie po upadku Związku Radzieckiego. Upadku komunizmu doświadczył na własnej skórze. Dorastał w prowincjonalnym Irkucku w latach 80., kiedy heroina dziesiątkowała tam nastolatków. Przeżył, bo zamiast dawać w żyłę, pił alkohol. Był sądzony za napad i rozbój, dostał wyrok w zawieszeniu.
Uratował go teatr. W ostatniej klasie liceum trafił do
studia teatralno-muzycznego, później zdał do irkuckiego instytutu teatralnego. Pracował jako aktor w Magadanie i Pietropawłowsku Kamczackim. W Irkucku wystawił swoją pierwszą sztukę "Sny" o młodych narkomanach. Kiedy miejscowe władze niezadowolone z wydźwięku spektaklu odebrały teatrowi lokal, wyjechał do Moskwy, gdzie związał się z nowym Teatrem.doc specjalizującym się w spektaklach dokumentalnych.
Dojrzewanie na krawędzi dwóch epok odcisnęło piętno na jego twórczości. Z jednej strony Wyrypajew w swoich sztukach i filmach mówi o plagach nowej Rosji: narkomanii, pijaństwie, przemocy, młodocianej prostytucji. Z drugiej - tkwi w kręgu tradycyjnych pytań, z którymi zmaga się od 200 lat rosyjska literatura: o granice ludzkiej wolności, sens ofiary i odkupienia, relację między człowiekiem a Bogiem. Chociaż na bohaterów swoich sztuk wybiera pacjentów klinik psychiatrycznych, narkomanów i morderców, to nie chodzi w nich o analizę problemu społecznego, jakim jest narkomania, przemoc czy choroba psychiczna. Głównym tematem "Snów", "Księgi Rodzaju 2", "Lipca" czy debiutanckiego filmu "Euforia" jest człowiek, który znalazł się na krawędzi. Jego relacja z innymi ludźmi, Bogiem, z samym sobą.
O tym mówi także "Tlen", sztuka z 2002 roku, na podstawie której powstał film wchodzący właśnie na polskie ekrany. Na pozór jest to jeszcze jedna opowieść o przemocy w postsowieckiej Rosji. Bohaterami są Aleksander i Aleksandra (w oryginale Saniek i Sasza). On - bandyta z podmoskiewskiego Sierpuchowa (przystanek na linii kolejowej Moskwa - Pietuszki, którą kursował bohater słynnej powieści Wiktora Jerofiejewa), pewnego dnia łopatą zabija żonę w ogrodzie, bo pokochał inną. Ona - rudowłosa dziewczyna z wielkiego miasta, za dnia pali trawę i słucha muzyki przy pomniku Gribojedowa na Czystych Prudach, gdzie gromadzi się moskiewska młodzież, nocą idzie do łóżka z przygodnie poznanymi mężczyznami za szklankę rumu z coca-colą.
Znamy takich bohaterów choćby ze sztuk Nikołaja Kolady, dramatopisarza z Jekaterynburga, który pokazuje ciemną stronę postsowieckiej prowincji. Zagubieni i samotni poszukują rozpaczliwie miłości i zazwyczaj w finale giną, jeśli nie samobójczą śmiercią, to jako ofiary przestępstw. Jednak sposób, w jaki Wyrypajew opowiada o miłości Sańki i Saszy, zmienia melodramat we współczesny moralitet.
Otóż sztuka, a za nią także i film, zbudowane są z dziesięciu monologów zwanych kompozycjami, które wykonuje dwoje aktorów . Widać tu odwołanie zarówno do konwencji albumu muzycznego czy koncertu, jak i do Dekalogu. Każdy numer rozpoczyna bowiem cytat z Biblii, są to przykazania Mojżeszowe (nie będziesz zabijał, nie będziesz cudzołożył), cytaty z Księgi Kapłańskiej (nie będziecie sobie czynili bożków) i fragmenty Ewangelii wg św. Mateusza.
Twarde, surowe prawa (nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, ale w niebie, poznacie drzewo po owocach jego) pękają w zderzeniu z postsowiecką rzeczywistością. Bohaterowie łamią je i naginają do swoich potrzeb, zabijają, cudzołożą, mówią fałszywe świadectwa, przysięgają na niebo i ziemię i łamią przysięgi. A wszystko dlatego, że brakuje im tytułowego tlenu, który w sztuce jest metaforą zarówno miłości, jak i wolności. Dla tlenu gotowi są zrobić wszystko, nawet zabić. "Głód tlenu odczuwają ludzie, którzy wiele lat oddychali powietrzem ubogim w tlen" - mówi w pewnej chwili narrator i trudno nie pomyśleć w tym momencie o przeszłości wschodniej Europy.
Mocną stroną sztuki teatralnej był innowacyjny język przypominający rapową improwizację. Kompozycje ze zwrotkami i z refrenami wykonywane były do muzyki, którą miksował na żywo DJ, aktorzy zwracali się bezpośrednio do widowni. W wersji filmowej ta warstwa oddziałuje słabiej, głównie z powodu bariery językowej. Nieznający rosyjskiego widz z trudem nadąża za lawiną tekstu wyświetlanego na ekranie. Świetnie działa za to warstwa wizualna. Wyrypajew sięgnął po estetykę wideoklipu i VJ-ingu, czyli sztuki wizualizacji - zdjęcia są fragmentaryczne, czasami nieostre, przetykane animacjami, skreczami i zapętleniami. Znakomicie oddają atmosferę płynnej, chaotycznej rzeczywistości, o której opowiada film. Karolina Gruszka i Aleksiej Filimonow występują tu w podwójnych rolach - bohaterów historii, a zarazem aktorów, którzy całą historię opowiadają czy raczej "nagrywają" w studiu. Ich naturalna, bezpretensjonalna gra przykuwa uwagę, a kiedy w jednej ze scen Saniek i Sasza wypływają na powierzchnię wody i łapczywie oddychają, chce się razem z nimi zaczerpnąć tchu.
Wyrypajew nie próbuje usprawiedliwiać swoich bohaterów, nie stara się ich także napiętnować. "Tlen" jest moralitetem bez morału. To poruszający portret pokolenia nowego wieku, które "szuka tlenu w zatrutym powietrzu", nie zdając sobie sprawy, że jego nadmiar może zabić. Obok historii Sańki i Saszy pojawiają się nawiązania do religijnych wojen początku nowego tysiąclecia, na dokumentalnych zdjęciach płoną wieżowce WTC, islamscy terroryści zabijają zakładników, amerykańscy żołnierze zabijają islamskich terrorystów. Świat napędzany fanatyczną miłością do Boga wylatuje w powietrze. Naiwne? Zapewne. Ale tak widzi świat pokolenie poparzonych.