1. W dzieciństwie był rozpieszczany przez kobiety. Matka, która pracowała jako recenzentka w lokalnej gazecie w Akron, w stanie Ohio, co sobota zabierała go do kina State Road na podwójny albo potrójny seans. Zwykle były to filmy typu "Atak monstrualnych krabów". Do czytania książek zachęcała go babcia.
2. Starszemu rodzeństwu podkradał książki Jacka Kerouaca i Williama S. Burroughsa, poza tym on i jego kumple sfałszowali swoje dokumenty, żeby w weekendy móc chodzić do barów i odwiedzać lokalne kina wyświetlające undergroundowe filmy z duża dozą seksu, np. "Chelsea Girls" (1966) Andy'ego Warhola.
3. Studiując w latach 70. w Columbia University literaturę i historię sztuki (chciał wtedy zostać poetą), wyjechał na semestr do Paryża. Pracując tam w galerii sztuki, jako kierowca dostawca, wolny czas spędzał w salach Cinématheque Française, gdzie oglądał filmy Japończyków Ozu i Mizoguchiego, Francuza Bressona i Duńczyka Dreyera.
4. Na ostatnim roku Szkoły Filmowej na Uniwersytecie Nowojorskim (tuż przed nią chciał być muzykiem, grał na klawiszach) został asystentem reżysera Nicholasa Raya ("Buntownik bez powodu" z Jamesem Deanem), który tam wykładał. Gdy pokazał mu swój scenariusz, Ray zarzucił tekstowi brak akcji. Wtedy Jarmusch scenariusz poprawił - teraz akcji było jeszcze mniej. Ray pochwalił go za niezależność i wziął do pracy nad dokumentem "Lightning Over Water" (1980) o własnym umieraniu na raka.
5. Pieniądze otrzymane z fundacji z przeznaczeniem na czesne wydał na swój debiutancki film na taśmie 16 mm - kosztujące 12 tys. dol. 75-minutowe "Nieustające wakacje" (1982), o kilku dniach z życia 16-letniego Aloysiusa Parkera (Chris Parker) snującego się po Nowym Jorku. Władze uczelni nie chciały uznać dzieła za dyplomowe. Dyplom, zresztą honorowy, przyznano mu dopiero po latach, gdy się o niego upomniał, widząc, że zaczęto używać jego nazwiska w reklamówkach szkoły.
6. „Na poły neorealistyczna czarna komedia w stylu wyimaginowanego reżysera z Europy Wschodniej, który ma obsesję na punkcie Yasujiro Ozu i bliski jest mu amerykański serial z roku 1955 - »The Honeymooners « (polską wersją tego serialu są „Miodowe lata”)” - tak Jarmusch nazwał swoje „Inaczej niż w raju” (1984). Filmie kosztował 125 tys. dol., a zarobił 2,5 mln i zdobył Złotą Kamerę w Cannes.
"Inaczej niż w raju" byłoby tylko krótkim metrażem, gdyby Jarmusch nie dostał więcej taśmy od Wima Wendersa, której ten nie wykorzystał przy własnym projekcie.
7. Jarmusch powiedział kiedyś: "Zrobię raczej film o facecie wyprowadzającym swego psa niż o cesarzu Chin". A charakter jego fabuł najlepiej określa zdanie Eddiego z "Inaczej niż w raju": "Wiesz, to śmieszne, jedziesz w jakieś nowe miejsce i wszystko wygląda dokładnie tak samo".
8. Robiąc w 1986 r. pierwsze nowelki do filmu "Kawa i papierosy", Jarmusch przestał pić kawę. Papierosy pali nadal.
9. Upierając się, że elementy komediowe w jego filmach są niezwykle ważne, bo śmiech jest zdrowy dla ducha, Jarmusch cytuje Oscara Wilde'a: "Życie jest czymś dalece zbyt poważnym, żeby brać je serio". W "Ghost Dog: Drodze samuraja" (1999) powołał się na XVIII-wieczny samurajski tekst "Hagakure" mówiący, że rzeczy o wielkim znaczeniu należy traktować lekko, a te o mniejszym poważnie.
10. Jarmusch uważa, że można kraść pomysły ze starych filmów, książek, obrazów, a nawet z kształtu drzew i chmur. Ważne jest tylko, by to, co kradniesz przemawiało wprost do twojej duszy. Wtedy to, co robisz, z tego, co ukradłeś, będzie autentyczne. Autentyczność jest bezcenna, oryginalność nie istnieje. W tej kwestii Jarmusch chętnie cytuje Jean-Luca Godarda: "Rzecz nie w tym, skąd coś weźmiesz, rzecz w tym, gdzie to umieścisz".
11. Gdy Jarmusch próbuje z aktorami, używa scen, których nie ma w scenariuszu, albo tych, które nie wejdą do filmu. To pomaga im w zbudowaniu ról, ale nie pozbawia ich spontaniczności reagowania. Jarmusch mówi, że nie przepada za teatrem, bo tam w scenie z czterema aktorami siedzącymi przy stole, wszyscy wiedzą, kto po kim mówi, a w życiu tak nie jest. A u niego w filmie ma być jak w życiu. Ale i tak aktorzy potrafią go zaskoczyć. Na planie "Broken Flowers" (2005) Jeffery Wright - grający Winstona, czarnoskórego sąsiada głównego bohatera (Bill Murray) - przed ujęciami bez przerwy gdzieś dzwonił. W końcu zapytano go: "Jeffrey, czy wszystko jest okej?". Okazało się, że Wright dzwonił do ambasady Etiopii, i zadawał jakieś pytania, żeby usłyszeć od urzędnika etiopski akcent w angielskim, który chciał wykorzystać do roli.
Źródło: Gazeta Wyborcza