Donata Subbotko: Wróciła pani do TVP po blisko czterech latach przerwy. Pani odejście odbyło się w nieprzyjemnej atmosferze? Stanisława Ryster: Nie najsympatyczniej, ale nie pluję na nikogo. Uważam, że każdy prezes ma prawo zwolnić pracownika. Ważny jest sposób, w jaki to zrobi. O tym, że schodzę z anteny, dowiedziałam się - po 40 latach pracy w TVP, w tym po 31 latach prowadzenia "Wielkiej gry" - z mediów. O to mam pretensje.
Do Bronisława Wildsteina? - Nie znam tego nazwiska. Mam złą pamięć widocznie.
Dlaczego panią zwolniono? Bo kojarzyła się z PRL i nie miała 20 lat? - Teraz jest kult młodości, a młodość kończy się na trzydziestce. Pod takich ludzi robi się w telewizji program. Dział reklamy szalał. Bolało ich, że mój program trwał najpierw godzinę, a potem 50 minut, bo przez tyle czasu nie mogli puszczać reklam. Była nawet propozycja, żeby dzielić "Wielką grę" na 20-minutowe programy, ale powiedziałam, że na taką agonię nie pozwolę. Jeśli to jest taki fatalny program, to najlepiej go zdjąć.
Z czyjej inicjatywy pani wróciła? - TVP Polonii, która emituje powtórki "Wielkiej gry" z moimi komentarzami. Mam nadzieję, że będą mnie oglądać nie tylko Polacy za granicą, bo przecież wiedza prezentowana w "Wielkiej grze" się nie przeterminowała. Nie zapomnę wypowiedzi jednej z moich szefowych, która stwierdziła, że nie chciałaby, aby jej dziecko wkuwało na pamięć tak jak do "Wielkiej gry". Woli, by kojarzyło fakty. Ale przecież żeby kojarzyć fakty, trzeba je znać. Jeden z dyrektorów powiedział też, że po co komu taka wiedza w telewizji, skoro wszystkiego można się dowiedzieć z internetu. Nie potrafię z takimi argumentami dyskutować.
Byłam pełna podziwu dla zawodników. To nie jest tak, że jak ktoś startował z tematu życie i twórczość jakiegoś pisarza, to znał na pamięć tylko jego życiorys i to, co on napisał. On musiał znać całą epokę. Albo weźmy jakiś temat z muzyki poważnej. Tego nie można było się nauczyć, ale trzeba było jeszcze słuchać i słyszeć. Czasem zawodnicy musieli po 35-sekundowych fragmentach uwertur - a nie arii - rozpoznać, z której opery pochodzi. To byli prawdziwi hobbyści.
Któregoś szczególnie pani zapamiętała? - Z wieloma jestem niemal zaprzyjaźniona, bo dzwonią do mnie, opowiadają o sobie - a to, że komuś się bliźniaki urodziły, a to, że ktoś kogoś poznał. Mam nawet małżeństwo "wielkogrowe" - poznali się na eliminacjach i potem dzwonili, że się pobrali. Śmieję się, że dla niektórych jestem takim "konfesjonałem", choć podczas nagrywania programów zażyłości nie było. Nikt mnie nie namawiał, żebym dawała łatwe pytania. Zawsze im tłumaczyłam: "Nie masz się czego wstydzić, że czegoś nie wiesz, bo to nie jest twoje wykształcenie, tylko dodatkowa pasja". Przychodzili na nagrania zestresowani. Kiedyś jeden mi powiedział: "Niech mnie pani nawet nie pyta, jak ja się nazywam, niech pani sama mnie przedstawi".
Coś panią śmieszy, gdy ogląda archiwalne nagrania? Z uśmiechem patrzy się dzisiaj na te kabiny i pani pytania do zawodników w słuchawkach: "Czy pan mnie słyszy?". - Jakie kabiny?! Jak tylko przyszłam do "Wielkiej gry" w 1975 r., zlikwidowałam kabiny - one były tam wcześniej, bo program istniał już kilkanaście lat. Nic się nie przeżyło. Czy archaiczne jest to, że nie czytałam z komputera? Nie może być wszystko jednakowe. Teraz w programach telewizyjnych kamera jest umieszczana pod sufitem i lata po studiu. Dlaczego? Dlaczego prowadzący wrzeszczą i nie mogą stać spokojnie? Emocji nie buduje się na wrzasku.
Co pani lubi oglądać w telewizji? - A co mam do oglądania? Tylko filmy. Nawet Teatru TV nie ma. Telewizję zdominowali politycy. Wypowiadają się na wszystkie tematy, ciągle odmieniając zwrot "zamiatać pod dywan" - "nie będziemy tego zamiatać pod dywan", "oni zamietli to pod dywan". Lubią jeszcze: "na dzień dzisiejszy". Króluje też: "nie posiadam takiej wiedzy". Żadnej wiedzy nie posiadasz - myślę wtedy - skoro powtarzasz to, co inni, a nie potrafisz się wypowiedzieć w swoim własnym stylu.
Politycy wytwarzają duszną atmosferę. Do dzisiaj nie mogę pojąć, dlaczego np. panią Blidę - która była mi zupełnie obca - aresztowali o 6 rano? Przecież można było to załatwić po cichu o godz. 10. Wtedy mówiono, że by "mataczyła" - to słowo też było popularne. Albo ten lekarz, co miał więcej nikogo nie pozbawiać życia - jego osoba guzik mnie obchodzi, ale dlaczego skuto go w kajdany? Bo będzie uciekał, skakał po dachu i strzelał z biodra? Od czasu, kiedy
telewizja wałkowała te tematy, postanowiłam mniej ją oglądać. Miałam poczucie, że żyję w państwie
policyjnym. Mnie się to nie podoba. Nie chcę żyć tylko polityką.
A popiera pani parytety? - Pomińmy to milczeniem.
Dlaczego? - Żeby kobiet było w polityce tyle samo, co mężczyzn, trzeba im najpierw stworzyć warunki, np. wybudować wspaniałe żłobki, bo jak młode kobiety wezmą się za politykę, to kto się zajmie ich dziećmi? Przecież nie chodzi o to, żeby do polityki weszły tylko panie w moim wieku, ale i te 30-letnie. Poza tym uważam, że płeć nie jest tak ważna, a kobiety, które mówią, że wszyscy faceci to durnie, pytam: czy jest wam miło, jak oni mówią, że baby są głupie?