http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawie jak Leonardo Di Caprio

Katarzyna Surmiak-Domańska
2010-01-25, ostatnia aktualizacja 2010-01-25 08:10

Publiczność w Sundance bardzo ciepło przyjęła "Wszystko, co kocham" Jacka Borcucha - pierwszy polski film zakwalifikowany do konkursu najsłynniejszego na świecie festiwalu kina niezależnego, który w czwartek rozpoczął się w amerykańskim stanie Utah

ZOBACZ TAKŻE
Sobotni seans w wypełnionym do ostatniego miejsca Egyptian Theatre opóźnił się, bo wszyscy czekali na reżysera, który przyleciał do Salt Lake City nad ranem i przez zaspy śnieżne miał kłopot z dotarciem na pokaz do kurortu narciarskiego Park City.

Ostatecznie wśród gromkich oklasków wszedł na scenę po projekcji, a towarzyszyła mu część ekipy, w tym trójka młodych aktorów grających główne role. - Świetny, taki podobny do Leonarda DiCaprio - mówiła o Mateuszu Kościukiewiczu jedna z dziewczyn wychodzących z seansu. Publiczność pytała reżysera o wątki autobiograficzne. - Gdy wybuchł stan wojenny, miałem 12 lat. Nie interesowałem się polityką, ale muzyką. Dla mnie to film nie o historii, ale o cudownej krainie mojego dzieciństwa. O moich rodzicach i przyjaciołach - mówił Borcuch.

- Najbardziej podobało mi się to, że film nie pokazuje komunistycznego żołnierza, tak jak sobie go odruchowo wyobrażamy, jako złego, zimnego drania i despotycznego ojca - powiedziała pewna studentka z Park City. - Właśnie w Polsce to mi zarzucano: że komuniści za łagodni, że nie ma pałowania - skomentował Borcuch.

Tegoroczny Sundance pod nowym kierownictwem Johna Coopera ma ambicje powrócić do swoich korzeni - festiwalu filmów stricte artystycznych. - W ostatnich latach czuliśmy, że zaczynamy się ślizgać po powierzchni - mówił na konferencji prasowej współtwórca Sundance Robert Redford. - Potrzebowaliśmy świeżej krwi, żeby stawić opór biznesmenom, którzy, przebijając czterokrotnie ceny w Park City, zawładnęli tym miejscem, ścigając tu supergwiazdy i tworząc przestrzeń reklamową dla swoich marek. Zapewniam, że to, iż możecie dziś spotkać tutaj Paris Hilton, nie ma z nami nic wspólnego - zastrzegł Redford.

Paris Hilton rzeczywiście spaceruje po Park City. Dziś ulicę przed kafejką, gdzie się pojawiła, natychmiast zatarasował tłum ciekawskich.

Oczyszczonego ducha festiwalu ma podkreślać m.in. nowa sekcja: NEXT, dla filmów realizowanych jak najniższym kosztem. Wśród nich "Armless" Habiba Azara o agencie ubezpieczeniowym, którzy marzy o tym, aby nie mieć rąk.

Wśród 200 filmów tegorocznego festiwalu coraz więcej jest nieamerykańskich, w tym tych z tak odległych zakątków świata jak Korea, Estonia, Gruzja, Indie i Bangladesz. Z drugiej strony jest też m.in. "Lourdes" Austriaczki Jessiki Hausner o słynnym maryjnym sanktuarium (wkrótce ma wejść na ekrany w Polsce, wygrał już Warszawski Festiwal Filmowy).

Już po raz drugi zostanie wybrany specjalny pakiet dziesięciu filmów fabularnych dla naszego festiwalu Off Plus Camera, który jak zwykle odbędzie się w kwietniu w Krakowie. Będzie można je tam zobaczyć w specjalnej sekcji Sundance. Mogą się w niej znaleźć np. "Blue Valentine" Dereka Ciangrance, "Hesher" Spencera Sussera, "Happythankyoumoreplease" Josha Radnera, "Howl" Roba Epsteina i Jeffreya Friedmana, "Please Give" Nicole Holofcener czy opowieść o Johnie Lennonie "Nowhere Boy" Sama Taylora Wooda.

Festiwal Sundance, gdzie jurorami są tu filmowcy kina niezależnego, to święto dla kinomanów, którzy nie chcą oglądać wielkich hollywoodzkich produkcji, ale wyróżnienie tutaj jest dla artysty często przepustką do międzynarodowej kariery. Tu zabłysnęli po raz pierwszy Tarantino, bracia Cohen czy Jarmusch ze swoim "Inaczej niż w raju".

Mocną stroną festiwalu są filmy dokumentalne. Dziś widziałam świetny "Grzechy mojego ojca". Autor Nicolas Entel odszukał ukrywającego się na emigracji syna potężnego w latach 80. kolumbijskiego króla narkotykowego, bajecznie bogatego i brutalnego Pabla Escobara. "Ojciec miał oszustwo we krwi. Kiedy umawialiśmy się, że gramy wieczorem w trójkę z mamą w Monopoly, on wcześniej wykradał z pudełka do gry pieniądze i chował w kieszeni. Potem gramy, tata ciągle przegrywa, a pieniądze ma i tak". Reżyser doprowadza do spotkania i filmuje przejmującą rozmowę Sebastiana z synami ludzi zamordowanych na zlecenie jego ojca.

Powstały w 1978 r. festiwal swą dzisiejszą nazwę zawdzięcza postaci granej przez Redforda w filmie "Butch Cassidy i Sundance Kid". To Redford - mieszkaniec Utah - po sugestii Sydneya Pollacka postanowił też, że festiwal będzie odbywał się w zimie. Uznał, że kino niekomercyjne przyciągnie do ich stanu więcej publiczności, jeśli zapewni się jej dodatkową atrakcję w postaci jazdy na nartach. Dziś stoki w okolicy Park City podczas festiwalu są prawie puste. I choć specyfika górskiego miasteczka, zwłaszcza podczas nieustającej śnieżycy, nie ułatwia wędrówek między salami projekcyjnymi, na filmy często trudno się dostać nawet z akredytacją, a komplety w salach są normą. Samych wolontariuszy, którzy zgłosili się do obsługi festiwalu, jest 1,5 tys. Stoją nawet na przystankach. Cierpliwie pomagają w dotarciu darmowymi autobusami do festiwalowych kin tłumom dziennikarzy i widzów, którzy przybyli tu z całego świata.

Zakończenie festiwalu i ogłoszenie werdyktu jury w niedzielę 31 stycznia.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':