Wiersze niewszystkie, Edward Balcerzan, Instytut Mikołowski, Mikołów
Balcerzan - poznański poeta, prozaik, tłumacz, eseista, pedagog - urodzony koło Charkowa w 1937 r. autor "Pereheni i słoneczników", generacyjnie o dekadę wyprzedza poetów Nowej Fali. To wyprzedzenie dotyczy również twórczości, bo w liryce podobną problematykę później mieli podjąć Stanisław Barańczak czy Julian Kornhauser.
Debiutujący w 1960 r. książką "Morze, pergamin i ty" poeta stale proponuje refleksję nad "stanem języka" - jego możliwościami, pojemnością przestrzeni między słowem a rzeczą, wreszcie relacją między światem poetyckim a światem realnym. O ile Nowa Fala nieco instrumentalnie podjęła tę problematykę, zaprzęgając wiersz do walki z nowomową PRL, o tyle sam Balcerzan pozostał wierny swojemu "poetyckiemu laboratorium" - prowadził namysł nad naturą języka, przemyśliwał Mickiewiczowski passus z "Dziadów": "język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie". Sporo jego wierszy opartych jest właśnie o koncept, figurę stylistyczną oraz pastisze klasyków, jak w cyklu "Wierszy uzależnionych", gdzie Balcerzan "bawi się" w Leśmiana, Różewicza, Herberta, Białoszewskiego. Nie dziwi więc, że oryginalność i rozpoznawalność tych tekstów polega przede wszystkim na humorze i lekkości. Żeby być oryginalnym, trzeba najpierw kogoś przypominać, a potem go przekroczyć.
Te wpływy nigdy nie są beztroskie. Balcerzan o tych twórcach pisał, kładł podwaliny pod odczytania kanoniczne. Czytelnik "Wierszy niewszystkich" otrzymuje więc książkę wyrafinowaną - tropienie dyskretnych dialogów, jakie poeta prowadzi z polską poezją, okazuje się ekscytującą przygodą. Balcerzan nawiązuje dialog z Wittgensteinem, swoim filozoficznym patronem, i jego głośną maksymą: "Granice mojego języka są granicami mojego świata". Jeden z tomów Balcerzana nosi tytuł "Granica na moment". Jego cały dorobek liryczny jest właśnie rodzajem przesunięcia granic poezji w rejony tajemnicy, która trwa zdecydowanie dłużej niż lektura, czasami dłużej niż życie.
Wojna jako echo dzieciństwa spędzonego w ukraińskim i rosyjskim żywiole językowym, młodość w "wielojęzycznym" Szczecinie. Balcerzan należy do generacji pisarzy, którzy znaleźli się pomiędzy łatwą identyfikacją. Za młody na pokolenie Kolumbów, za stary na "nowofalowca", pozostaje w polskiej literaturze zjawiskiem osobnym. Trudno jest wyobrazić sobie "kontynuatorów" jego poetyki: hermetycznej, domkniętej. Jest to wyzwanie pokrewne "prywatności" Białoszewskiego.
Jak ognia unika poklasku. Jest piewcą "wielojęzyczności", poszerza polszczyznę o nowy wyraz, zmusza ją do wysiłku mówienia na przekór banalności potocznego, współczesnego żargonu.
Biorąc pod uwagę ogrom dorobku naukowego, należy zastanowić się, skąd jeszcze bierze czas na pisanie wierszy. W grę musi wchodzić praca po godzinach, kiedy ma czas tak napisać o "strumieniu nieskończoności": "On się nie ogląda / poza siebie, gdzie tak stromo / wyłzawiły się w nim ślepe śniegi / po czarnoziem... // nie kończy się nigdzie? A myślisz / że w tobie, na pewno, do dna".
Źródło: Gazeta Wyborcza