Ukraina z Jarosławem Hrycakiem
rozmawia Iza Chruślińska
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa
"Szcze ne wmerła Ukrajina...". Słowa hymnu ukraińskiego i polskiego są podobne. W obu tych hymnach tkwi upór narodu, który decyduje się przetrwać jako naród wbrew wszystkim okolicznościom; wbrew zaborcom, okupantom i wrogom.
Ten upór mimo niedoli czyni nasze narody podobnymi mentalnie.
Wiele lat temu opowiadał mi Jerzy Giedroyc, że - szukając środków na publikację w języku ukraińskim antologii "Rozstrzelane Odrodzenie" - spotkał się z przedstawicielem ważnej fundacji amerykańskiej. Amerykański rozmówca odmówił wsparcia finansowego i zapytał półżartem: - Ile pan chce pieniędzy, by tej książki nie wydawać?
Amerykanin gotów był wspierać publikację polskich autorów w emigracyjnym wydawnictwie; także węgierskich bądź czeskich, ale Ukraina była obszarem sowieckim. Na Ukrainie amerykańskie fundacje miały nie ingerować w czasach pokojowej koegzystencji.
Przypomniałem sobie tę rozmowę, czytając fascynujący wywiad rzekę Izy Chruślińskiej z Jarosławem Hrycakiem. Iza Chruślińska to autorka wielce zasłużona dla dialogu polsko-ukraińskiego, zaś Jarosław Hrycak, znakomity historyk ukraiński, nie jest dla polskiego czytelnika osobą nieznaną - niedawno ukazał się w Polsce tom esejów Hrycaka "Nowa Ukraina. Nowe interpretacje", a przed laty jego "Historia Ukrainy XIX i XX wieku". Tym razem rozpoznajemy Hrycaka, autora pasjonujących szkiców o węzłowych problemach historii i polityki ukraińskiej, gdy opowiada Izie Chruślińskiej o sobie i swoim widzeniu świata.
Wołodymyr Wynnyczenko, ukraiński pisarz i polityk, miał twierdzić, że "do czytania historii Ukrainy niezbędny jest brom", gdyż "jej historia to nieprzerwany ciąg nieustannych powstań, wojen, pożogi, głodu, najazdów, przewrotów wojskowych, intryg, kłótni, spisków".
Przyznam, że podobnie myślałem o historii Ukrainy, gdy trzydzieści kilka lat temu napisałem, że Ukraińcy to najbardziej nieszczęśliwy naród Europy. Jarosław Hrycak nie podziela tego poglądu. Pisząc swoją historię Ukrainy, zaczął od deklaracji, że będzie to "historia bez bromu".
„Podstawowa teza książki - mówi Hrycak Chruślińskiej - opierała się na założeniu normalności historii Ukrainy. Uważam, że ukraińska historia nie jest ani lepsza, ani gorsza niż dzieje innych narodów. Oczywiście, ma swoją specyfikę, ale nie jest wyjątkowa. Można ją spokojnie czytać, poznawać i uczyć jej. Mnie się wydaje, że ta potrzeba bromu wynika z poczucia niedowartościowania Ukraińców, przekonania, że jesteśmy gorsi od innych, gdyż nie mieliśmy własnego państwa i byliśmy ofiarami cudzych rządów. Nie sądzę, abyśmy musieli czuć się z tego powodu gorsi czy potrzebowali powoływać się na naszą historię, aby takie poczucie usprawiedliwiać. Wystarczy spojrzeć na historiografię polską, białoruską, litewską, ormiańską czy żydowską, aby znaleźć tam podobną tendencję. Nawet Austriacy stworzyli bardzo wygodny mit »Austrii, pierwszej ofiary niemieckiego nazizmu «. Każdy z tych narodów przekonany jest o tym, że jego historia jest bardziej tragiczna niż innych. Nie widzę sensu w pisaniu historii Ukrainy, zwłaszcza po 1991 r., jaka by szła w takim właśnie kierunku, akcentowania tragizmu i złożoności ukraińskiej historii”.
Czytam te słowa ukraińskiego historyka z podziwem. Hrycak w swej praktyce pisarskiej wierny jest swoim deklaracjom. Zastanawiając się nad świadomością historyczną współczesnej Ukrainy, zauważył: "Młodsze pokolenie Ukraińców raczej nie jest zainteresowane radykalną rewizją historii swego narodu. Ukraińcy raczej nie będą w stanie w prosty sposób uporać się z własną historią. Sądzę także, że w przypadku Ukrainy sama rewizja historii nie rozwiązałaby problemu, dekonstrukcja bez zaproponowania nowej konstrukcji graniczyłaby z brakiem odpowiedzialności. Ludzie potrzebują identyfikować siebie z historią własnego narodu, ponadto w sytuacji braku zbiorowej pamięci tracą podstawy swojej tożsamości. Dlatego z historią należy obchodzić się bardzo ostrożnie i odpowiedzialnie".
Hrycak tak właśnie obchodzi się z historią. Pisze bez osłonek o czarnych plamach historii własnego narodu, o strasznym dramacie zabijania Polaków na Wołyniu, o udziale w zagładzie Żydów. Objaśnia okoliczności, wskazuje na kontekst dziejowy, ale nie relatywizuje win i zbrodnię nazywa zbrodnią. Taka postawa godna jest najwyższego szacunku.
Ale taka postawa wzbudza też zaciekawienie: kim jest ten człowiek, który w sposób nowy, odważny i odkrywczy pochyla się nad dziejami i kondycją własnego narodu? I oto poznajemy tego człowieka, a wraz z nim poznajemy nowy sposób widzenia Ukrainy. Poznajemy umysł Hrycaka, umysł wolny od zaślepienia doktryną bolszewicką czy etnicznym nacjonalizmem; umysł trzeźwy i dociekliwy. Poznajemy też zarazem złożone losy ukraińskiego narodu, jego fascynującą walkę o przetrwanie i odrodzenie.
Hrycak jest znakomicie obeznany z najlepszą historiografią ukraińską; prowadzi dialog ze światem współczesnej nauki z elegancją profesora z Bostonu. Imponuje erudycją. W rozmowie z Chruślińską niejeden raz pada nazwisko Jerzego Giedroycia. I chyba to nie jest przypadkowe. Wydaje się bowiem, że Hrycak należy przez swą wrażliwość i mentalność do tej samej szkoły myślowej co redaktor paryskiej "Kultury". Tak jak Giedroyc myślał o Polsce, która przełamie tradycyjne schematy myślenia i okaże się gotowa do pojednania z Niemcami i Litwinami, z Ukraińcami i Rosjanami, tak Hrycak kreśli wizerunek Ukrainy wolnej i niepodległej, demokratycznej i europejskiej, tolerancyjnej i wolnej od strachu przed prawdą o własnej historii. W ten sposób poznajemy historię Ukrainy niejako od wewnątrz ukraińskich sporów o Ukrainę. Poznajemy innego Bohdana Chmielnickiego i innego Mazepę. Lepiej rozumiemy fenomen Petlury i Machno, Doncowa i Bandery, UPA i ruchu dysydenckiego. Poznajemy wreszcie Ukrainę w tragicznych kleszczach między Hitlerem a Stalinem.
Hrycak mówi wszystko co najważniejsze o złożonych i wieloaspektowych relacjach polsko-ukraińskich, rosyjsko-ukraińskich, ukraińsko-żydowskich. Podzielamy radość Hrycaka, gdy pisze, że "biorąc pod uwagę wydarzenia, jakie miały miejsce w relacjach polsko-ukraińskich w latach 1939-47, ilość przelanej krwi, tragedii i ofiar, to, co stało się po 1989 r. w naszych relacjach, można by nazwać prawdziwą pokojową rewolucją".
Żałuję, że tych słów nie mogą przeczytać ci z Polaków, którzy tak wiele uczynili dla dialogu polsko-ukraińskiego: Jerzy Giedroyc i
Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski i Paweł Jasienica. Myślę, że ze względu na tych ludzi Jarosław Hrycak jest dyskretnym polonofilem, co polskiemu czytelnikowi sprawia radość, a jednak nie rzutuje na jasność i precyzję jego historycznych wywodów. Także o Rosji mówi nasz autor kompetentnie i subtelnie.
"Stosunek do Rosji był przyczyną powstania dosyć silnego zróżnicowania w łonie ukraińskiego ruchu. I tak w Kijowie, aż do1914 r. ukraiński ruch narodowy pozostaje pozytywnie nastawiony, nie tyle do Imperium Rosyjskiego, ile do Rosji. Panowało bowiem przekonanie, że w przyszłości można będzie zmienić Rosję w demokratyczny kraj, w którym Ukraińcy i Rosjanie będą żyć razem. W Galicji na odwrót, panowało silne przekonanie, że Ukraińcy nigdy nie będą w stanie żyć razem z Rosjanami, gdyż chodzi nie tylko o różnicę między dwoma odrębnymi narodami, ale o różnicę między odmiennymi cywilizacjami. Nawet Taras Szewczenko mimo tworzenia wierszy o antyrosyjskiej wymowie uważał, że Ukraina i Rosja są sobie bliskie, podobnie inni działacze z centralnej Ukrainy. Takiego przekonania byli Mychajło Drahomanow, Wołodymyr Antonowycz, Mychajło Hruszewśkyj. Dla nich wszystkich nie ulegało wątpliwości, że Ukraina w przyszłości miała być związana z Rosją. Dla galicyjskich Ukraińców natomiast ten typ myślenia był nie do przyjęcia. Różnice w podejściu do Rosji doprowadziły później, podczas rewolucji ukraińskiej w 1917-18 r., do poważnych kłótni w łonie ukraińskiego ruchu narodowego. Wówczas wielu działaczy z Galicji znalazło się w Kijowie, aby tam kontynuować walkę, ale ich antyrosyjskie nastawienie często było niezrozumiałe dla Ukraińców z Kijowa".
Inaczej mówiąc - Polakom niełatwo zrozumieć złożone dzieje narodu ukraińskiego, gdyż ten naród miał w swojej historii problem ze zrozumieniem siebie.
Jarosław Hrycak jest Ukraińcem ze Lwowa, Galicjaninem. Galicjanin to taki szczególny rodzaj Ukraińca, który uważa się za Europejczyka, w odróżnieniu od tych z Doniecka. Ale prawdziwe marzenie Hrycaka Galicjanina to Ukraina w Europie z Lwowem, Kijowem i Donieckiem.
Chcecie zrozumieć taką Ukrainę? Czytajcie znakomitą rozmowę Izy Chruślińskiej z Jarosławem Hrycakiem.
Tekst jest wstępem do książki "Ukraina. Przewodnik Krytyki Politycznej"