To była największa powojenna kradzież w Poznaniu. We wrześniu 2000 r. pracownicy muzeum przyglądają się "Plaży" i widzą, że wystaje z ramy. Oryginał zniknął, a w ramie tkwi nieudolna kopia. Szok tym większy, że to jedyny obraz Moneta w Polsce! Policja powołuje specjalną grupę, by odzyskać warte kilka milionów dolarów płótno i złapać złodzieja. Nikt nie przypuszcza wtedy, że to zadanie na dziewięć lat.
Nadzieję dawały znalezione na ramie odciski palców. Policja postawiła trzy hipotezy: obraz ukradli mężczyźni starający się o pracę ochroniarzy albo pracownicy muzeum, albo za kradzieżą stał tajemniczy mężczyzna w jasnym golfie.
Kilka dni przed kradzieżą w muzeum pojawił się młody człowiek podający się za studenta malarstwa. Usiadł przy obrazach, tuż obok Moneta, i rysował. Policjanci założyli, że w teczce na rysunki mógł przynieść ze sobą kopię i w odpowiednim momencie wstawić ją w ramy, zabierając oryginalne płótno, którym owinął się pod golfem. Szybko wyszło, że "człowiek w golfie" podał w muzeum fałszywe dane. Rozesłano więc po Polsce portret pamięciowy: 30-35 lat, ponad 175 cm wzrostu, jasna cera i blond włosy. Bez skutku.
Jedyny ślad prowadził do Olkusza koło Krakowa. To stamtąd "student" wysłał prośbę o możliwość wykonania szkiców. Ale jego dane na liście również były fałszywe. Nic nie dało przeszukanie antykwariatów i aukcji, przesłuchania paserów i kolekcjonerów.
Dla osoby lub instytucji, która przyczyni się do odzyskania obrazu, ufundowano łącznie 100 tys. zł; 40 tys. nagrody przeznaczyło na ten cel
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a 60 tys. firma Polkomtel SA.
W 2001 r. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu umorzyła śledztwo ze względu na "wyczerpanie możliwości znalezienia sprawcy i obrazu". Dopiero dwa miesiące temu nastąpił przełom. Za sprawą... alimentów. Bo w Olkuszu
policja zatrzymała mężczyznę, który nie łożył na swoją rodzinę. Zdjęto mu odciski palców i założono kartotekę. A w grudniu poznańscy policjanci wrócili do sprawy i wrzucili odciski palców z ramy obrazu do systemu AFIS. To program, który w kilka sekund porównuje miliony odcisków. I wyrzucił Roberta Z.
Policjanci z Poznania pojechali na południe Polski i w ścisłej tajemnicy, nie informując nawet miejscowych policjantów, zaczęli obserwować Roberta Z. Po kilku dniach zapadła decyzja: zdejmujemy go. Zaskoczony mężczyzna przyznał się do kradzieży i oddał płótno. Grozi mu kara do 10 lat więzienia.
Złodziej to 41-letni technik budownictwa. Wbrew podejrzeniom policjantów obrazu nie wywiózł za granicę ani go nie sprzedał. "Plaża w Pourville" przeleżała dziewięć lat w specjalnie zbudowanej skrytce w domu jego rodziców. Okazało się, że wiele lat temu zakochał się w impresjoniście, gdy zwiedzał europejskie muzea. Obraz ukradł w Poznaniu, by czasami wyjąć go zza szafy i ponapawać się nim w samotności.
Agnieszka Lewandowska, główny konserwator Muzeum Narodowego, była pierwszym ekspertem, któremu policja pokazała odzyskany obraz. - Na oko nie mogę z całą pewnością stwierdzić, że mamy do czynienia z oryginałem. Ale jestem prawie pewna, tym bardziej że pasuje do płótna, które pozostało w ramie. Zbadamy to dokładnie w ciągu kilku dni.
Dobry humor ma też poznański reżyser Maciej Odoliński, który latem rozpoczyna zdjęcia do filmu o kradzieży obrazu. - Po prostu dodam happy end - zapowiada. I ma nadzieję, że w końcu dostanie dotację od miejskich urzędników. Składając poprzedni wniosek, Odoliński miał usłyszeć, że skoro obrazu nie odzyskano, to w złym świetle stawia to Poznań.
Monet namalował "Plażę w Pourville" w 1882 r. Olej na płótnie o wymiarach 60 x 73 cm należy do cyklu obrazów z tej nadmorskiej miejscowości. "Plaża" od 1990 r. wisiała w poznańskim Muzeum Narodowym, wcześniej - w muzeum w Kórniku. Nie była specjalnie strzeżona. Według rzeczniczki Muzeum Narodowego Aleksandry Sobocińskiej płótno zostało zakupione do zbiorów poznańskich w 1906 r. Wcześniej należało do prywatnego kolekcjonera z Berlina, który z kolei zakupił obraz w Paryżu.