http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Efekt Langa Langa

Jacek Hawryluk, Polskie Radio
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-11 14:37

To była wymarzona inauguracja Roku Chopinowskiego. W czwartek i w piątek w Filharmonii Narodowej zagrał Lang Lang, jeden z największych pianistów naszych czasów

Chiński artysta, 27-latek z Shenyang, student pekińskiego konserwatorium i Curtis Institut w Filadelfii, od kilku lat robi zawrotną karierę. Występuje w największych salach, nagrywa dla renomowanej wytwórni Deutsche Grammophon, jest jedną z najbardziej rozpoznawanych postaci świata muzyki poważnej, forpocztą nowej fali chińskich artystów, którzy z powodzeniem podbijają świat. A przy okazji gwiazdą mediów, które chętnie wykorzystują wizerunek młodego, nieco zbuntowanego pianisty.

Na inaugurację Roku Chopinowskiego Lang wybrał koncerty Fryderyka Chopina: f-moll (zagrał w czwartek) i e-moll (w piątek). Pomysł to znakomity. Lang udowodnił, że nie jest wyłącznie muzykiem, który uwielbia czarować publiczność wirtuozerią i sztuczkami technicznymi (co często mu się zarzuca). Potwierdził, że jest rasowym pianistą i wielkim artystą.

Piątkowy wieczór rozpoczęło Andante spianato i Wielki Polonez Es-dur op. 22. We wstępie Chińczyk prawdziwie się rozmarzył, traktując, i słusznie, Andante jak nokturn, po czym ze znaną sobie energią zagrał Poloneza - porywająco, choć szczególny był to rodzaj tańca chodzonego. Za to wykonanie Koncertu e-moll okazało się wręcz perfekcyjne. Gdy słuchałem Langa w lutym ubiegłego roku grającego Koncert f-moll z Wiedeńskim Filharmonikami i Zubinem Mehtą w Carnegie Hall w Nowym Jorku, urzekł mnie wyłącznie częścią środkową, a zagonioną pierwszą wręcz znudził. Tym razem było zupełnie inaczej.

W Warszawie chiński pianista dał interpretację doskonale przemyślaną, zachwycającą proporcjami, szczegółami, najdrobniejszymi niuansami i smaczkami. Najbardziej podobało mi się, jak artysta zmienia, "modeluje" swój dźwięk - potrafił być delikatny, wręcz ulotny, ale nawet w forte nie tracił nic ze swej szlachetności. Inną sprawą jest to, w jaki sposób Lang słuchał siebie i orkiestry. Był skupiony na dźwięku, wybrzmieniach, cały czas wsłuchiwał się w - wyjątkowo przyzwoicie grającą - Orkiestrę Filharmonii Narodowej pod batutą Antoniego Wita. Dialogował z instrumentami (zwłaszcza dętymi), oplatał je swoją partią i cały czas cieszył się jak dziecko z każdej zagranej nuty, pasażu, trylu. Część środkowa (Larghetto) była popisem delikatności i wewnętrznego, podskórnego słuchania, zaś piękny taneczny finał (Vivace) lśnił wręcz zjawiskowo.

Pierwsze występy Langa Langa w Polsce w 2007 roku postawiły wiele znaków zapytania. Po ostatnich koncertach wątpliwości zniknęły. Lang to osobowość z krwi i kości - kontrowersyjna, mocno przerysowana, kłująca w oczy. Chińczyk jest pianistą głodnym grania, chwilami wręcz nieokrzesanym, pochłaniającym muzykę całym sobą. Lubi przesadzać, prowokować, grać pod publiczkę, ale gdy trzeba, pokazuje klasę wirtuoza z pierwszej ligi. Nic dziwnego, że mówi się o "efekcie Lang Langa", którego naśladują już miliony młodych Chińczyków pragnących grać tak jak on.

O sile jego interpretacji Koncertów Chopina długo będziemy pamiętać. To świetny punkt odniesienia dla oczekujących nas koncertów jubileuszowych. Poprzeczka została jednak ustawiona bardzo wysoko. Ciekawe, kto w 2010 roku dorówna w Warszawie Chopinowi Langa?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':