W podobne proroctwa bawią się na początku roku media na całym świecie. Sprawdzają się rzadko - organizowany od kilku lat przez BBC plebiscyt "Sounds of..." warto jednak traktować poważnie. W głosowaniu bierze udział armia ludzi najlepiej zorientowanych w tym, co dzieje się w show-biznesie. W "Sounds of 2010" - ponad 150 dziennikarzy muzycznych, radiowych didżejów i producentów.
Każdy z nich wskazał trzy nowe nazwiska, które jego zdaniem mają największe szanse na dołączenie do grona gwiazd. Nie można oddawać głosu na nikogo, komu udało się już wprowadzić choć jeden singel do TOP 20 brytyjskiej listy przebojów. Z gry wykluczeni są również uczestnicy telewizyjnych show promujących talenty.
Nazwiska, które powtarzają się najczęściej, trafiają do finałowego zestawienia 15 wykonawców. Z niego - również na podstawie liczby głosów - BBC na początku roku wyłania TOP5 swojej listy. Tegorocznego zwycięzcę poznamy pod koniec tygodnia.
Lista nie zawsze trafnie typuje największą gwiazdę nowego roku. W 2009 wygrała Little Boots, a Lady Gaga - niewątpliwa bohaterka (przynajmniej pod względem medialnego szumu i nakładów sprzedanych płyt) załapała się ledwie do piętnastki. BBC może mylić się co do kolejności, ale rzadko kiedy wyniki plebiscytu bywają przypadkowe jako całość. Dość powiedzieć, że w 2009 r. obok dwóch wspomnianych artystek do szerokiego finału dostali się również Florence & The Machine oraz White Lies. W latach poprzednich - Duffy, MGMT, Mika, Klaxons, Bloc Party, 50 Cent, Franz Ferdinand i Joss Stone.
Czy plebiscyt to samospełniająca się przepowiednia? - Większość z nas, żeby nie wyjść na idiotów, stara się grać bezpiecznie. Zamiast pisać o jakichś dzieciakach, których znaleźliśmy na MySpace, stawiamy na wykonawców, co do których wiemy, że lada moment ukażą się ich płyty - ironizowała kilka lat temu dziennikarka gazety "Guardian" Kitty Empire. Mimo to - a może właśnie dlatego - przepowiednia BBC zwykle się sprawdza. Co wróży na rok 2010?
W finałowej piętnastce dominują zespoły łączące muzykę niezależną z elektroniką oraz kobiece głosy. Wśród tych pierwszych zwraca uwagę manchesterski duet Hurts. Ich elegancki synthpop inspirowany estetyką lat 80. (ze wskazaniem na twórczość zespołów typu Pet Shop Boys) ma szansę zawojować listy przebojów. Po piętach depczą im krajanie z Manchesteru Everything Everything, którzy niby powołują się w wywiadach na inspiracje Beatlesami i Radiohead, ale brzmieniem i melodyką przywołują na myśl raczej grupy w rodzaju Talk Talk czy
Tears For Fears.
Kolejna na liście manchesterska formacja (czyżby to miasto znów miało stać się stolicą nowych brzmień?) o nazwie Delphic łączy synthpop z gitarami spod znaku indie. Amerykanin Adam Young ukrywający się pod pseudonimem Owl City gra bezpretensjonalny elektroniczny pop. Na liście BBC znaleźć można co prawda wykonawców związanych z muzyką klubową (Gold Panda i Joy Orbison) oraz posiłkujących się elektronicznymi brzmieniami raperów (Gigs i Devlin), ale proporcje wskazują, że 2010 będzie raczej rokiem dominacji popowego mainstreamu niż bardziej niszowych gatunków.
Wśród wykonawców dominują kobiece głosy. Nie grozi nam wprawdzie inwazja kopii Lady Gaga, spodziewać możemy się jednak debiutów artystek podążających drogą Florence & The Machine. Bliska jej estetyce jest Ellie Goulding, która miesza elementy stylu Kate Bush czy Björk z popem i elektroniką. Jeszcze ciekawiej prezentuje się Marina and The Diamonds - urodzona w Walii Greczynka Marina Diamandis. Ma kojarzący się z
Tori Amos niski głos, który zapada w pamięć, umiejętność pisania świetnych melodii i skłonność do teatralnej przesady. Dodajmy do tego grona prezentującą ugrzeczniony
punk rock Daisy Dares You oraz soulową Rox.
A gdzie
muzyka gitarowa? Na "Sounds of 2010" prawie jej nie ma. Niezależną scenę rockową reprezentuje nowojorski The Drums, który w świetnym stylu miesza brzmienia garażowego rocka i popu z lat 60. z klimatami w stylu Joy Division i The Cure. Jest jeszcze północnoirlandzki Two Door Cinema Club, ale to trio równie chętnie jak po gitary sięga po instrumenty elektroniczne. A zamykający listę oksfordzki Stornoway to bardziej kapela folkowa niż rockowa - brytyjska odpowiedź na Fleet Foxes i Arcade Fire.
Czy 2010 będzie tylko rokiem kontynuacji? Dominacja kobiecych głosów i brzmień z lat 80. oraz swobodne mieszanie stylów i konwencji były już na liście "Sounds of 2009". A może faktycznie to tylko gra krytyków, którzy nie chcą się skompromitować zbyt odważnymi prognozami.