http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wreszcie mamy e-papier!

Wojciech Orliński
2009-12-31, ostatnia aktualizacja 2009-12-30 20:38

Wojciech Orliński
Wojciech Orliński

Rok 2009 zapamiętamy jako rok debiutu przenośnego czytnika dokumentów na polskim rynku (wcześniej była dostępna tylko Amerykanom, którzy jako pierwsi mogli kupić czytnik Amazon Kindle)

Amazon Kindle 2. E-papier ma przyszłość?
fot. mobileread.com
Amazon Kindle 2. E-papier ma przyszłość?
ZOBACZ TAKŻE
Gdy próbuję sobie przypomnieć dzień, w którym wysłałem pierwszego maila, pierwszego SMS-a lub wysłuchałem pierwszej empetrójki, mam z tym kłopoty - w najlepszym wypadku potrafię takie chwile odtworzyć z dokładnością do roku, czasem dwóch. Nie popełnię tego błędu z cyfrowym gadżetem, który za parę lat stanie się równie nieodłączny jak dziś komórka: przenośnym czytnikiem dokumentów. Rok 2009 zapamiętamy jako rok debiutu tej technologii na polskim rynku (wcześniej była dostępna tylko Amerykanom, którzy jako pierwsi mogli kupić czytnik Amazon Kindle).

Panie i panowie, czas się oswoić z nowym słowem: epapier. To nazwa technologii wyświetlania obrazu, z której chętnie korzystają te urządzenia. Typowy laptop czy komórka mają ekran, który generuje obraz, zapalając poszczególne piksele (w uproszczeniu: maleńkie lampki). Skutkiem ubocznym jest zmęczenie oczu oraz trudności z korzystaniem z urządzenia w słoneczny dzień. Epapier tak jak zwykły papier nie świeci, przeciwnie, warto zapalić sobie lampkę do czytania. Urządzenie sprytnie wytwarza i usuwa kropeczki "elektronicznego atramentu". Nie da się na takim czymś grać w grę komputerową ani oglądać filmu, ale do czytania to jest rozwiązanie doskonałe.

Elektroniczne dokumenty mogliśmy dotąd - i nadal możemy - czytać na ekranie laptopa bądź komórki. Porównanie z epapierem jest jednak miażdżące: to jakby porównywać wygodę obsługi nowoczesnego iPoda do kasetowego walkmana. Choćby dlatego, że czas pracy na bateriach laptopa mierzy się w godzinach, a czasem nawet minutach - a czas pracy wyspecjalizowanego czytnika w dniach, a nawet tygodniach.

Na polskim rynku wybór sprowadza się do trzech opcji. Po pierwsze, możemy już kupić Kindle, choć obcowanie z nim w Polsce wiąże się z frustracją, bo wiele funkcji jest dostępnych wyłącznie dla klientów amerykańskich i "starounijnych" (np. podłączanie do internetu!).

Po drugie - od początku grudnia dostępny jest czytnik wyprodukowany specjalnie z myślą o polskim rynku, eClicto firmy Kolporter. Ma on tę przewagę nad innymi, że producent uruchomił polską księgarnię, z której w cenach nieco niższych od cen papierowych książek możemy "ściągać" książki polskich wydawców.

Po trzecie wreszcie - na polskim rynku dostępny jest czytnik BeBook niepowiązany z żadną "wirtualną księgarnią", za to umożliwiający samodzielne zapełnianie urządzenia na wiele sposobów. BeBook odczytuje praktycznie wszystkie pliki tekstowe (Microsoft Office, RTF, PDF...), współpracuje z internetowym systemem automatycznego uaktualniania treści o nazwie RSS, można więc na niego "zaprenumerować" ulubionego bloga lub np. artykuły z "Gazety Wyborczej".

Wszystkim, którzy wzruszą ramionami i powiedzą "to nie dla mnie", proponuję wrócić do tego tematu za dziesięć lat. Są ludzie, którzy zarzekali się, że nigdy nie będą potrzebować żadnego internetu. A dziś nie da się ich odkleić od Naszej-klasy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':