Ten film jest adaptacją trzech tomów z tetralogii (z lat 1998-2001, po polsku wydał ją w 2008 i 2009 r. Videograf II) Jana Guillou, rozpoczynającej się w połowie XII w. na ziemiach dzisiejszej Szwecji.
Za bohatera ma szlachetnie urodzonego Arna Magnussona z Arnas (Joakim Nätterqvist), który jako pięciolatek trafia do klasztoru cystersów w Varnhem. Uczą go tam nie tylko łaciny i teologii, ale też jazdy konnej, władania mieczem i łukiem. Dlaczego? Bo jeden z braci - Guilbert de Beaune (Vincent Perez) - to dawny templariusz, obrońca Grobu Chrystusa.
Gdy Arn opuści klasztor, wpadnie prosto w wir walki o królewską koronę, toczonej przez Karola Sverkerssona i Knuta Erikssona (Arn popiera tego drugiego, pamiętanego ze wspólnych dziecięcych zabaw). Ale będzie miał też romans z powabną Cecylią Algotsdotter (Sofia Helin). Dziewczyna, przeznaczona przez rodzinę na żonę dla kogoś innego, zajdzie w ciążę. Gdy rzecz się wyda, na skutek intrygi jej zazdrosnej siostry grzesznym kochankom zostanie zadana pokuta: Arn 20 lat spędzi na Ziemi Świętej jako członek zakonu templariuszy, a Cecylia znajdzie się w klasztorze w Gudhem (tam urodzi syna, którego jej odbiorą), surowo traktowana przez oschłą matkę przełożoną - Rikissę (Bibi Andersson, wielka aktorka Bergmana).
Z powodu owej dwójki bohaterów film, w głównej swej części, ma narrację równoległą: dostajemy trochę Arna w roli templariusza, potem trochę Cecylii w klasztorze, później znów jest Arn wśród niewiernych. I tak aż do momentu, gdy ponownie się połączą.
"Templariusze" Petera Flintha to skandynawska superprodukcja. Film kosztował 30 mln dol. Są tu ładne plenery, dobrze rozwiązane sceny masowe, zwłaszcza pustynna bitwa, są porządne kostiumy, a na ekranie, nawet w epizodach, migają markowi skandynawscy aktorzy, ze Stellanem Skarsgardem ("Ronin") na czele.
Jaki jest więc główny problem z tym filmem? Ano taki, że trzy książki Guillou liczą sobie 1200 stron (czwarta traktuje już o wnuku Arna), zaś film ujmuje tę fabułę w niewiele ponad dwie godziny. Musi więc być komiksowo uproszczony, pozbawiony finezji literackiego pierwowzoru. To uproszczenie wielokrotnie i dotkliwie boli.
Dam przykład. Film zaczyna się od tego, że Arn na Ziemi Świętej ratuje życie trzem Arabom, podającym się za kupców (w książce jest to początek tomu drugiego). Najważniejszy z tych kupców to w rzeczywistości sułtan Kairu i Damaszku - Saladyn (Milind Soman). Arn go demaskuje, ale odbywają przyjacielską rozmowę, bo między chrześcijanami i wyznawcami islamu panuje akurat rozejm.
Tyle film. W książce to spotkanie ubarwiają smakowite szczegóły. Arn wiesza na drzewie, pod którym siedzą, swą tarczę templariusza, by dla wszystkich stało się jasne, że osoby pozostające w tym miejscu są pod ochroną zakonu. Podczas rozmowy piją mokkę (w Europie wówczas napój nieznany) przygotowaną przez Arabów. Ponieważ Arn zgodnie z regułą templariuszy rzadko się myje, śmierdzi. Gdy wiatr wieje tym smrodem na jego wymytych rozmówców (ludzie Orientu znacznie bardziej dbali o higienę), templariusz prosi, by zamienili się miejscami.
Nie dość jednak, że film Flintha odpuszcza takie detale, to jeszcze wykłada się na innych. Klasztorną przyjaciółką Cecylii Algotsdotter jest Cecylia Blanka, zwana tak dlatego, że jest blondynką. W "Templariuszach" gra ją aktorka ciemnowłosa, gdyż blondynką jest tu Cecylia Algotsdotter (w powieści ruda), a musimy przecież łatwo je rozróżniać. Kreująca ją Sofia Helin ma leciuteńko zdeformowaną twarz - z prawej strony, między nosem a ustami - czym operator przejmuje się na tyle, że w sposób sztuczny wciąż ustawia kadry tak, byśmy widzieli Helin z lewego profilu. Ta operatorska sztuczność wprost zmusza widza do ciągłego patrzenia na defekt urody aktorki.
Duńczyk Peter Flinth nakręcił wg książek Guillou film dwuczęściowy (część pierwsza trwa 139 min, druga 128 min). My ponoć oglądamy w kinach część pierwszą, choć mnie się zdaje, że to raczej jakiś wyciąg z obu, ich wersja skrócona (przekonuje o tym zwłaszcza finał, którego nie mogę tu zdradzić). Jakkolwiek by jednak było, i tak najbardziej pocieszającą informacją jest to, że w 2010 r. ukaże się serial telewizyjny o Arnie. I być może on, przez swą wieloodcinkową szczegółowość, najlepiej obejdzie się z wyrafinowaną prozą Guillou.
Jacek Szczerba
"Templariusze. Miłość i krew", reż. Peter Flinth,
Dania/Finlandia/Norwegia/Szwecja/Niemcy/Wlk. Brytania, 2007