W kryzysowym roku 2009 sprzedano w Wielkiej Brytanii 117 milionów singli. Według British Phonographic Industry - organizacji skupiającej wszystkie liczące się na brytyjskim rynku wytwórnie płytowe - to najlepszy roczny wynik od chwili, gdy single w ogóle pojawiły się na rynku. A przecież przedświąteczny szał zakupowy jeszcze trwa. Według szacunków BPI do końca grudnia wyspiarze przekroczą nieprawdopodobną liczbę 150 milionów sprzedanych singli!
O co w tym wszystkim chodzi? Przedstawiciele wielkich koncernów nieustannie narzekają na zżerający branżę kryzys. Sklepy płytowe padają jeden za drugim. A sam singel jeszcze niedawno miał podzielić los takich zapomnianych już wynalazków, jak singiel kasetowy czy minidisc.
"Obecny rok obfitował w znakomite płyty" - tłumaczy w rozmowie z "The Times" Adam Liversage z BPI i wskazuje na Lady Gagę, La Roux czy Robbiego Williamsa. To pewnie część prawdy. Ale prawdziwa przyczyna singlowego boomu leży gdzie indziej.
Ponad 98 proc. utworów kupionych przez Brytyjczyków w tym roku trafiło do nich za pośrednictwem sklepów internetowych oferujących pliki muzyczne. A singiel - po pierwsze - jest znacznie tańszy od albumu, co ma znaczenie zwłaszcza dla najmłodszych wielbicieli muzyki (w tym tkwiła również siła winylowego singla, bo za przystępną cenę pozwalał mieć nagranie z najnowszym hitem). Po drugie, dzięki powszechności internetu single w formacie elektronicznym ściągnąć można dziś nieomal wszędzie i zawsze. Równie łatwo ich słuchać - można wrzucić je na twardy dysk komputera, wypalić na płycie, wgrać już nie tylko do przenośnego odtwarzacza, ale i telefonu komórkowego z rozbudowaną pamięcią (na rynku są modele komórek specjalnie dostosowanych do potrzeb fanów muzyki), czy wreszcie pendrive'a, którego można połączyć z dowolnym urządzeniem wyposażonym w port USB.
Dzięki plikom cyfrowym piosenka oderwała się od mało poręcznych nośników fizycznych i zajmujących jeszcze więcej miejsca odtwarzaczy. Może i ginie gdzieś dawna magia słuchania, przepada towarzyszący longplayom specyficzny rytuał, który nakazywał - zwłaszcza pierwszy raz - puszczać je w ciszy i skupieniu, najlepiej w samotności. Może i
muzyka jest dziś bardziej konsumowana niż przeżywana. Ale konsumpcja tworzy ogromne zapotrzebowanie na nowe piosenki. Tegoroczny wynik brytyjskiej fonografii jest tego dowodem.
Dla nas w Polsce to zupełna egzotyka. Nigdy nie mieliśmy rynku singlowego z prawdziwego zdarzenia. W czasach siermiężnego PRL-u największe
przeboje krążyły na pirackich pocztówkach muzycznych, w latach 80. małe płytki - z miernym powodzeniem rynkowym, choć dużym artystycznym, bo na singlach ukazywały się często debiutanckie nagrania wielu ówczesnych ważnych wykonawców - próbowała wprowadzić firma Tonpress. Nawet listy przebojów, w "normalnym" świecie ustalane na podstawie sprzedaży singli, u nas były układane dzięki głosowaniu fanów na konkretne piosenki.
Poza tym w Polsce w zasadzie wciąż nie sprzedaje się muzyki w sieci. Wielkie światowe sklepy muzyczne typu iTunes w swoich planach biznesowych wciąż ignorują Europę Wschodnią - mieszkańcy tej części świata mają w nich po prostu zablokowaną możliwość kupowania plików muzycznych. Lokalne przedsięwzięcia - muzykę w postaci cyfrowej próbują sprzedawać sieci telefonii komórkowej (np. Muzodajnia powiązana z Plusem) czy oddziały firm płytowych (sklep mp3 uruchomiło niedawno
Sony Music Poland) to wciąż bardziej przyczółki do lepszego startu w przyszłość niż projekty przynoszące już teraz realne zyski.
Jesteśmy przyzwyczajeni, że ulubioną piosenkę - jeśli już w ogóle chcemy mieć ją w formacie cyfrowym - najłatwiej po piracku i za darmo ściągnąć z sieci lub przegrać na dysk z kupionej w sklepie płyty. Co innego jednak Brytyjczycy czy Amerykanie - tam potężny rynek singli to tradycja trwająca od wielu dekad, a biblioteki sklepów internetowych oferują miliony muzycznych plików.
Kupowanie muzyki w internecie to nie tylko zmiana trendu na rynku, to także zmiana kulturowa. „Kiedyś chodziłem do lokalnego sklepu płytowego. Rozmawiałem ze sprzedawcami, którzy polecali mi nowe zespoły, a zanim coś kupiłem, całymi godzinami słuchałem z nimi płyt. Sklep jednak upadł, a ja dziś kupuję w internecie, kierując się generowanymi przez strony listami typu »osoby, które kupiły tę piosenkę, polubiły również... « - mówi w rozmowie z „The Times” czterdziestoletni fan.
W tym samym "The Times" Tim Wheeler, lider popularnej w latach 90. kapeli Ash, zwraca uwagę na coś, co nazywa "mentalnością playlisty" - młodsi słuchacze przestają kojarzyć konkretne piosenki z tytułami płyt, wolą korzystać w swoich odtwarzaczach z funkcji "shuffle", która umożliwia losowe dobieranie utworów z całej zapisanej na dysku muzycznej biblioteki. Album staje się reliktem przedcyfrowej epoki.
Dochód ze sprzedaży muzyki w sieci to wciąż tylko 14 proc. brytyjskiego rynku. Reszta wciąż należy do nośników fizycznych - albumów kompaktowych i winylowych. Specjaliści szacują jednak, że najpóźniej za kilka lat ta proporcja się odwróci. Już dzisiaj z albumów rezygnują największe gwiazdy. Pionierem okazała się formacja
Pixies. Legenda amerykańskiej alternatywy po reaktywacji zamiast nagrywać nowy album, przygotowała kilka nowych piosenek, które sprzedawała za pośrednictwem sklepów internetowych.
"Nikt z nas nie jest zainteresowany nagrywaniem kolejnego longplaya" - mówił w "New Musical Express" wokalista Radiohead Thom Yorke. Po wydanym dwa lata temu w sieci albumie "In Rainbows" zespół opublikował w formacie cyfrowym dwie nowe piosenki. Prasa spekuluje o przygotowywanych przez Radiohead cyfrowych minialbumach. Tymczasem Amerykanie ze Smashing Pumpkins pracują nad zestawem ponad 40 piosenek, które będą udostępniane w sieci w miarę ich powstawania. Pierwsza z nich trafiła do internetu kilka dni temu.
Koniec z kontekstem, jaki jeszcze niedawno dla każdej zamieszczanej na płycie kompozycji tworzyło kilkanaście innych utworów. Po niemal półwieczu triumfów kultowych albumów nadchodzi dominacja pojedynczych piosenek. Podobnie wyglądał rynek muzyczny do połowy lat 60., gdy singel, a nie longplay, był dominującym nośnikiem muzyki. Czy historia popkultury zatoczyła właśnie koło?