http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czarownice 30 lat później

Wojciech Orliński
2009-12-15, ostatnia aktualizacja 2009-12-14 21:34

Czy można się zestarzeć piękniej niż John Updike? Do końca życia zachować pogodę ducha i bystrość umysłu, które przebijają z jego ostatniej powieści

Znając już wyrok lekarzy - rok wcześniej wykryli u niego nowotwór niedający szans na terapię - pisarz wrócił do trzech bohaterek swojej bodaj najgłośniejszej powieści "Czarownice z Eastwick" z 1984 r.

Większość ludzi zna je głównie z filmu, czeka ich więc podczas lektury porcja zaskoczeń. W filmie znacznie uproszczono fabułę, skupiając się na wątku romansu trzech czarownic z demonicznym Darrylem van Hornem (jedna z najlepszych kreacji Jacka Nicholsona).

Książkowe czarownice były postaciami znacznie mniej sympatycznymi. Updike odwołał się do mizoginicznych legend, wciąż żywych w Nowej Anglii, gdzie w 1691 r. doszło do straszliwej serii prześladowań rzekomych czarownic z Salem.

Napisałem "rzekomych", bo tak mi nakazuje to postrzegać światopoglądowy kanon współczesnego cywilizowanego człowieka. Ale prawda jest bardziej skomplikowana. W Nowej Anglii zawsze można było - do dzisiaj można! - spotkać kobiety naprawdę wierzące w to, że są wiedźmami mogącymi sprowadzać lub leczyć choroby.

Updike znał takie opowieści z własnego otoczenia - z mglistych małych miasteczek blisko Atlantyku, w których spędził kawał życia. Te miasteczka zwykle mają w swoim folklorze opowieść o zdziwaczałej starej kobiecie mieszkającej w na poły zrujnowanym domku na uboczu, do której dzieci zakradają się w Halloween, a dorośli w inne dni roku zwracają się o pomoc w beznadziejnych przypadkach nieuleczalnych chorób lub ciąży - niepożądanej bądź upragnionej.

Te kobiety zarówno w wieku XVII, jak i dzisiaj często są przekonane o tym, że mają nadprzyrodzone moce. Czy ktoś, kto wykonuje rytualne czynności w celu sprowadzenia choroby na sąsiadów, przestaje być zły tylko dlatego, że to zabobony? Przecież na moralną ocenę osoby pociągającej za spust nie może wpłynąć to, że zapomniała o odbezpieczeniu pistoletu.

Pisząc "Czarownice", Updike przyjął założenie, że to jednak nie są tylko ludowe zabobony, że magia czarownic faktycznie działa. W powieści jego bohaterki robią więc rzeczy, których nie pokazano w ekranizacji - m.in. ściągają śmiertelną chorobę na młodszą rywalkę, która odebrała im van Horna. W finale zaś za pomocą magii przywołują sobie idealnych mężów i razem z nimi opuszczają Eastwick, by zacząć nowe życie z dala od przeklętego miasteczka.

Druga część ukazuje te same bohaterki trzy dekady później. Idealni mężowie już odeszli, za sprawą dziwnego zbiegu okoliczności niemal równocześnie. Wszystkie trzy stają więc przed podstawowym problemem starszych ludzi - samotnością.

Główną bohaterką jest Alexandra (w filmie grana przez Cher). Wyprowadziła się z Eastwick aż do Arizony, gdzie żyje dość skromnie. Przyjmuje zaproszenie swoich przyjaciółek Sukie i Jane (w filmie odpowiednio Michelle Pfeiffer i Susan Sarandon), by wrócić do Eastwick i wyrównać dalsze rachunki.

Szybko okazuje się, że dla Alexandry oznacza to co innego. Jako jedyna z tej trójki odczuwa autentyczne wyrzuty sumienia w związku ze złem wyrządzonym w tym miasteczku trzy dekady temu. Jej przyjaciółki bagatelizują sytuację, mówiąc, że to wszystko tylko plotki i przesądy, a w dodatku po trzydziestu latach nikt nie powinien chować urazy.

Oczywiście o miasteczku takim jak Eastwick można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że tutaj jakikolwiek grzech z przeszłości może być wybaczony i puszczony w niepamięć. Kobiety natychmiast po przyjeździe spotykają się z wrogością otoczenia - ale też prośbami o pomoc w sprawach, wobec których tradycyjna medycyna zawiodła.

Poza znajomością czarnej i białej magii wszystkie trzy mają też typowe problemy kobiet w swoim wieku. Nie były idealnymi żonami ani matkami, dziś więc niewyczerpanym źródłem wyrzutów sumienia są ich własne dzieci i wnuki - w przeszłości zaniedbywane, co w pokoleniu rewolucji seksualnej zdarzało się przecież nie tylko czarownicom.

Updike, nawet gdy pisze powieść fantastyczną, dba o niesłychanie drobiazgowy realizm. Chociaż Eastwick nie istnieje, to jednak po przeczytaniu tej książki wydaje nam się, że kiedyś tam byliśmy, że znamy drogę z głównej ulicy na oceaniczną plażę, że wiemy, jak trafić do starej posiadłości, w której kiedyś zamieszkał Darryl van Horn i która dziwnym trafem po tych wszystkich latach wciąż nie może znaleźć nowego nabywcy.

Kiedyś Updike szokował czytelników drobiazgowością, z jaką opisywał życie erotyczne swoich bohaterów. Teraz równie bezpruderyjnie opisuje problemy starszych pań z nietrzymaniem moczu. Nadal jednak te opisy są pogodne, pełne wyrozumiałości dla wszystkich bohaterów. Nawet tych nie całkiem pozytywnych. A wygląda na to, że sumienie Aleksandry musi wystarczyć jako przydział na całą trójkę bohaterek.

Pisarz zmarł trzy miesiące przed ukazaniem się tej - jego 28. - powieści. Już po jego śmierci ukazał się ostatni esej Updike'a "Pisarz w zimie", w którym mówił o irracjonalnej nadziei dającej pisarzowi siłę do parania się swoim rzemiosłem - że "może to właśnie jego ostatnia książka będzie jego najlepszą".

Pierwsze "Czarownice" były tak dobre, że trudno było po nich napisać coś lepszego. Mam nadzieję, że pisarza w zaświatach nie urazi moja opinia, że "Wdowy" są zaledwie równie dobre.

''Wdowy z Eastwick'', John Updike, przeł. Katarzyna Karłowska, Rebis, Poznań

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':