Rzecz składa się ze stu miniatur prozatorskich towarzyszących reprodukcjom starych obrazków. Najróżniejsze to obiekty: prywatne fotografie nieznanych osób, portrety wykonane w atelier i plenerze, okolicznościowe pocztówki i najzwyklejsze widokówki, zdjęcia stereoskopowe, fotograficzne kurioza, które bawiły naszych dziadków. Pochodzą głównie z przełomu XIX i XX w., choć nie brakuje i młodszych, z międzywojnia.
Trudno wyśledzić zasadę, wedle której dobrane zostały stare zdjęcia. Nie jest to przecież kolekcja szczególnie cenna, zaskakująca czy wartościowa z punktu widzenia historii fotografii. Jak można się domyślić, najważniejsza jest tu reguła literacka - Dehnel zgromadził fotografie, którym wypada zadać jakieś pytania, skomentować je, pofantazjować na ich temat, inteligentnie pobawić się nimi. W rozmaitym trybie. Tekstową część "Fotoplastikonu" wypełniają miniaturowe eseje, prozy poetyckie, zapiski dziennikowe, przeróżne impresje i anegdoty.
Niektóre obrazki rzeczywiście intrygują niczym przypadkowe zdjęcie zrobione przez bohatera "Powiększenia" Antonioniego w londyńskim parku, inne zaciekawiają tylko dlatego, że Dehnel błyskotliwie je opisał. Mimo że jest to projekt fotograficzno-literacki, nie ma tu idealnej symetrii. Jest to rzecz bardziej do czytania niż oglądania, co oczywiście wystawia autorowi "Lali" jak najlepsze świadectwo. W końcu mamy go podziwiać jako artystę słowa, a nie kolekcjonera fotograficznych rupieci.
Tak naprawdę "Fotoplastikon" - jak każdy elegancki album - jest do wertowania. Linearna lektura od deski do deski byłaby wręcz niewskazana (ryzyko znużenia). Trzeba porzucać i wracać, najlepiej do tego, co najsmaczniejsze. Mnie najbardziej przypadły do gustu te fotografie i pocztówki, do których na odwrocie dopisano jakiś tekst. Bo wtedy wyzwanie dla fantazji jest podwójne - "zagadać" trzeba i awers, i rewers. Kapitalna jest pod tym względem notacja dołączona do fotografii przedstawiającej anonimową kobietę, "krzepką postać" - jak pisze Dehnel. Na odwrocie tego zdjęcia nieznana ręka skreśliła fioletowym ołówkiem zdanie: "Pocałuj mnie w dupkę!". Kto to zrobił i jaki miał w tym cel? Czy to pieszczota, czy zniewaga?
Wbrew pozorom "Fotoplastikon" nie jest tylko wysmakowanym gadżetem. Sądzę, że coś ciekawego mówi o stosunku Dehnela do przeszłości. Do autora "Lali" przylgnęła etykieta artysty zagubionego w czasie, miłośnika wszelkiej dawności, by nie rzec - staroświeckości. Tymczasem ta książka pokazuje, że ów stosunek do przeszłości jest relacją złożoną. Owszem - w odległych epokach czuje się on jak ryba w wodzie, ze znawstwem oprowadza po prastarych obyczajach, świetnie rozpoznaje zdarzenia, miejsca i przedmioty, lecz zarazem patrzy na ową dawność dzisiejszym wzrokiem, poprzez współczesne konteksty. Nie ma więc mowy o bezproblemowym powrocie do przeszłości i "zamieszkaniu" w świecie retro. To tylko symulacja, efektowna sztuczka. Jacek Dehnel opanował tę sztuczkę perfekcyjnie. Jak niedościgniony brydżysta - tak zgrabnie rzuca na stół karo, że wszystkim się wydaje, że to piki.
''Fotoplastikon'', Jacek Dehnel, W.A.B., Warszawa
Źródło: Gazeta Wyborcza