Płomień i lód. Przygody mojego życia
Arthur Koestler
przeł. Władysław Jeżewski
Magnum, Warszawa
Takie żywoty są nieprawdopodobne. Arthur Koestler, węgierski Żyd, potomek Żydów rosyjskich zbiegłych przed pogromami w drugiej połowie XIX w., przeżył I wojnę światową, epopeję syjonizmu w latach 20. zasiedlającego palestyńską ziemię obiecaną, upadek demokracji w Niemczech, zauroczenie, a potem rozczarowanie sowieckim komunizmem jako obietnicą zbawienia ludzkości, dwuletni pobyt w Rosji i Azji Środkowej, wojnę domową w Hiszpanii po obu walczących stronach i celę śmierci w Sewilli zajętej przez wojska nacjonalistów. Po wybuchu II wojny był w obozie dla internowanych w okupowanej Francji, potem w Londynie jako urzędnik rządowy i dziennikarz BBC. Osiadł w powojennej Anglii jako obywatel brytyjski. I pisarz.
We wszystkich tych wydarzeniach Koestler wziął udział nie jako mimowolny świadek historii lub jej kibic. Przeciwnie - zawsze jako zachłanny uczestnik, zapaleniec, entuzjasta kolejnych "Wielkich Spraw", takich jak państwo żydowskie, opór przeciw nazizmowi, komunizm, walka o wolność liberalnego świata. We wszystko angażował się na całego. Nic, czego się w życiu imał, nie brał letnio, z marszu, siłą rozpędu, obyczaju czy wygody. Jego życie jest pasmem radykalnych decyzji o zerwaniu z dotychczasowym życiem bez względu na koszty. Kilka razy w życiu zrywał się na równe nogi znad zastawionego stołu, przewracał i wychodził, trzaskając drzwiami.
Tak było w latach 20., gdy zdolny student uniwersytetu w Wiedniu, na semestr przed końcem studiów inżynierskich, na oczach rodziny zrujnowanej wskutek fantazyjnych interesów ojca pali indeks i wyjeżdża do kibucu w Palestynie, by budować państwo żydowskie. "Mieć odwagę, to nigdy nie pozwolić, aby twoje lęki miały wpływ na twoje czyny" - pisze.
Dwa lata później zostaje wziętym reporterem Ullsteina, największego koncernu prasowego Europy - najpierw korespondentem na Bliskim Wschodzie, potem w Paryżu i redaktorem w Berlinie.
Zmierzch demokratycznych Niemiec śledzi przez ostatnie dwa i pół roku. Ilustruje to chińską anegdotą o kacie, którzy marzył, by ściąć skazańca mieczem tak szybko, by głowa została na tułowiu. Gdy mu się to wreszcie udaje, a ucięta głowa tkwi wciąż na szyi wstępującego na szafot skazańca, ten mówi: - Okrutny Wang Lunie, czemu przedłużasz moje męki oczekiwania?
Spełniony kat na to: - Proszę tylko pochylić głowę.
"Chodziliśmy cichymi korytarzami niemieckiej demokracji, pozdrawiając się kpiącym: - Proszę tylko pochylić głowę. I dotykaliśmy naszych karków, aby się upewnić, że głowa nadal jest na swoim miejscu" - konkluduje Koestler.U szczytu powodzenia pali mosty ponownie - wstępuje do partii komunistycznej.
Dziś, mając na wyciągnięcie ręki nieprzebrane świadectwa zbrodni komunizmu, niełatwo zrozumieć tę decyzję. Jednak dokonany przez Koestlera opis stanu ducha liberalnych lub lewicowych Niemców w początkach lat 30. daje przejmujący wgląd w stan umysłów epoki, kiedy wydawało się, że świat się wali w gruzy: "Do białej gorączki doprowadziła mnie amerykańska polityka niszczenia zapasów żywności dla utrzymania cen na produkty rolne, bo było to w czasie, gdy miliony bezrobotnych przymierały głodem. Polityka gospodarcza, która doprowadziła do stosowania takich metod (...), w 1931 i 1932 wzbudziła w Europejczykach przerażenie i gniew, które zniszczyły resztki wiary w porządek społeczny. W 1932 w Niemczech było sześć milionów bezrobotnych. W Austrii i na Węgrzech podobnie albo jeszcze gorzej. Mięso, kawa i owoce stały się dla szerokich rzesz nieosiągalnym luksusem, chleb krojono w cienkie pajdy. Tymczasem gazety donosiły lakonicznie o wyrzucaniu do morza milionów ton kawy, paleniu pszenicy, niszczeniu wieprzowiny i oblewaniu pomarańczy naftą. Był to groteskowy i niepojęty paradoks, niepojęty dla jego prostodusznych ofiar, bo dla ludzi społecznie uświadomionych stanowił dowód całkowitego krachu i rozkładu istniejącego systemu gospodarczego".
Może dziś nie brzmi to znowu tak obco? Świadomość nędzy kapitalizmu, w którym syci i zadowoleni prezesi i menedżerowie banków i korporacji robią kokosy, choć ich firmy toną, znowu jest dzisiaj silna.
Tyle że alternatywy brak. Ziemi obiecanej nie widać, horyzonty są krótkie. Wtedy było inaczej, pod stopami pękał lód, ale za plecami nadpływał lodołamacz: "Na Zachodzie masowe
bezrobocie, w Rosji brakowało rąk do pracy. Na Zachodzie anarchiczna zasada laissez-faire pogrąża system kapitalistyczny w kryzysie i chaosie, w Rosji pierwsza pięciolatka w zawrotnym tempie przeobraża najbardziej zacofany kraj Europy. Kontrast był tak uderzający, że prowadził do oczywistego wniosku: oni są przyszłością, a my przeszłością".
Słowa te napisał ten sam człowiek, którzy po dwuletnim pobycie w ZSRR, u szczytu zbrodni stalinowskich w 1938 r., zerwał z komunizmem i już w 1940 r. wydał "Ciemność w południe". Ta książka jest do dziś, obok "Wielkiej Czystki" Weissberga-Cybulskiego (jego przyjaciela, którego odwiedził w Kijowie krótko przed aresztowaniem), "Na nieludzkiej ziemi" Herlinga-Grudzińskiego, "Zniewolonego umysłu" Miłosza czy "Mojego wieku" Wata, jednym z najbardziej przenikliwych nierosyjskich rozliczeń intelektualnych z komunizmem i terrorem stalinizmu.
I wraz z nimi stoi w szeregu świadectw ołowianych czasów obok "Życia i losu" Grossmana, "Opowiadań kołymskich" Szałamowa, dzieł Sołżenicyna i Natalii Giznburg.
Tacy jak Koestler 20-, 30-letni młodzieńcy o podobnych przekonaniach i gotowości osobistego dawania świadectwa, tysiącami ginęli na wojnach, w okopach, za drutami obozów nazistowskich, w sztolniach gułagu lub przed plutonem egzekucyjnym. On przeżył i to opisał. Człowiek, który poznał irackiego króla Fajsala i Włodzimierza Żabotyńskiego, Alberta Einsteina i Tomasza Manna, Bertolta Brechta i Jean Paula Sartre'a jest świadkiem kilku epok. Dlatego ta książka, będąca kompilacją czterech innych, wydanych w latach 40. i 50. pierwotnie po angielsku tomów autobiograficznych ("Arrow in the Blue", "The Invisible Writing", "Dialogue with Death" i "Scum of the Earth"), jest unikalnym świadectwem spisanym przez świadka strasznego wieku XX.