http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Thriller po śmierci

Robert Sankowski
2009-12-10, ostatnia aktualizacja 2009-12-09 19:00

Michael Jackson nie żyje od pół roku, ale jego piosenki wciąż zarabiają krocie. Choćby za sprawą musicalu "Thriller - Live", który jeszcze dziś można obejrzeć w Sali Kongresowej

To nie pierwszy przypadek, gdy muzyka i biografia jakiegoś popularnego artysty posłużyła za kanwę musicalu. Przykład dał wystawiony w 1989 r. na West Endzie "Buddy" opowiadający historię tragicznie zmarłego gwiazdora rock and rolla Buddy Holly'ego. Jego producenci wyszli z prostego założenia - po co kombinować z nową muzyką i fabułą, skoro mamy gotową i fabułę, i porcję hitów, które trzeba tylko odświeżyć i odpowiednio ułożyć, aby pasowały do historii.

Przełomem była jednak "Mamma Mia!" sprzed dziesięciu lat. Złożony z hitów Abby spektakl nie ma nic wspólnego z historią szwedzkiego kwartetu - jego twórcy do przebojów dopisali zupełnie nową fabułę. "Mamma Mia!" okazała się hitem, Broadway i West End odkryły prawdziwą żyłę złota. Do dziś na musicale przerobiona została już twórczość Queen ("We Will Rock You"), Boba Dylana ("The Times They Are A-Changin'"), Elvisa Presleya ("All Shook Up"), Beach Boys ("Good Vibrations"), a nawet grupy Madness ("Our House"). Recyclingu nie uniknęli i Beatlesi. Ich muzyka stała się podstawą filmowego musicalu "Acress The Universe" oraz widowiska "Love" wystawianego w Las Vegas przez słynny francuski Cirque du Soleil.

Jak wypada na tym tle "Thriller - Live", prawie trzygodzinne show z piosenkami Jacksona, także tymi nagrywanymi jeszcze w czasach Jackson 5? Nie fabuła liczy się najbardziej ("Cały scenariusz zmieścił się pewnie na dwóch stronach formatu A4" - kpiła brytyjska prasa), lecz muzyka i taneczno-multimedialne show oparte po części na pomysłach z teledysków Jacksona.

Jest jednak coś, co wyróżnia to show - podbój Europy. Po kontynencie - równolegle z przedstawieniem granym na londyńskim West Endzie - krążą obecnie trzy ekipy wystawiające "Thriller - Live". Jedna gra go w wielkich halach w Wielkiej Brytanii. Druga odwiedza kraje Europy Zachodniej (do końca marca spektakl objedzie Włochy, Szwajcarię, Austrię i Niemcy), trzecia - Europy Wschodniej (poza Warszawą również Ryga, Wilno, Praga i Bratysława).

Czy ta inwazja nie pachnie trochę skokiem na kasę wykorzystującym śmierć Jacksona i wywołaną przez nią medialną histerię? Co prawda musical ma sporo na swoją obronę. Nie jest widowiskiem skleconym naprędce, powstawał od trzech lat, a stoi za nim wielki fan Jacksona Adrian Grant. Ale na West Endzie po premierze w styczniu widowisko miało być na afiszu ledwie przez cztery miesiące, bilety jednak wciąż świetnie się rozchodzą i już wiadomo, że w Londynie pójdzie co najmniej do maja.

Co robić, w show-biznesie śmierć gwiazdy to znakomity chwyt promocyjny. Wzorcowym przykładem jest "This Is It" - dokumentujący wiosenne przygotowania Michaela do londyńskich koncertów (gwiazdor zmarł kilka dni przed terminem pierwszego z nich) film do dziś zarobił na całym świecie prawie ćwierć miliarda dolarów. A ścieżkę dźwiękową z filmu sprzedano już w nakładzie 3 mln egz. Oprócz niej do sklepów trafiło dziewięć innych składanek (wokalista nagrywał dla kilku wytwórni, każda miała w archiwum nagrania, na których postanowiła zarobić), a telewizje zrealizowały parę dokumentów. Pojawiły się nawet plotki, jakoby planowane było reality show o pogrążonej w żałobie rodzinie Jacksona czy płyta, na której miałyby śpiewać jego dzieci...

Na początku roku Jackson był pogrążony w gigantycznych długach. Dziś na jego konto płyną miliony. Ale to nie pierwsza gwiazda, która po śmierci zarabia co najmniej tak dobrze jak za życia. Rozpoznawalny wizerunek nieźle sprzedaje się w reklamie (Bob Marley parę lat temu "zagrał" w reklamówkach Adidasa) czy w grach komputerowych - w "Guitar Hero 5" pojawia się Kurt Cobain, który śpiewa własne piosenki, ale też - na życzenie gracza - może wykonać dowolny, nawet najbardziej tandetny cudzy utwór. Właścicielka praw do wizerunku Kurta wdowa Courtney Love musiała tłumaczyć fanom, że sprawa nie była z nią do końca konsultowana.

Mistrzem pośmiertnego marketingu jest jednak Elvis Presley. Król rock and rolla zarabia w ostatnich latach powyżej 40 mln dol. rocznie. Składają się na to tantiemy i sprzedaż pamiątek, ale też np. trasa, w jaką swego czasu wyruszył wraz z muzykami, którzy towarzyszyli mu na występach przed laty - oni grali na żywo, on śpiewał z ekranów rozwieszonych nad sceną.

Na razie Presley bije Jacksona na głowę. Ale poczekajmy. Pierwszy nie żyje od 1977 r., drugi zaledwie od paru miesięcy. Jego spadkobiercy mają czas, aby nauczyć się, jak na całego zarabiać na popkulturowej legendzie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':