http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Magda Umer: Wszyscy śpiewają lepiej ode mnie

rozmawiała Donata Subbotko
2009-12-09, ostatnia aktualizacja 2009-12-09 18:30

Magda Umer
Magda Umer
Fot. Łukasz Giza / AG

Połowę życia jestem w nastroju "nieprzysiadalnym". Ale trafiają się jeszcze takie dni, kiedy jestem "doludkiem". Lubię te dni. Bo lubię lubić ludzi. Rozmowa z Magdą Umer

ZOBACZ TAKŻE
Właśnie ukazał się album "Magda Umer", na który składa się książka wraz z trzema płytami DVD i jedną CD(wydawcą jest Agora). Płyty DVD to dwa koncerty: "Magda Umer w warszawskiej Polonii" (zorganizowany w 2009 r. z okazji 40-lecia jej pracy artystycznej) i "Mężczyźni Jej życia" (zarejestrowany w radiowej Trójce w 1995 r.) oraz film dokumentalny o piosenkarce "Magda" w reż. Grażyny Pieczuro (zrealizowany 1993 r.). Na CD znalazło się nagranie recitalu Magdy Umer z wspomnianego koncertu w Polonii, gdzie Umer zaśpiewała swoje największe przeboje, m.in. "Jeśli myślisz", "Już szumią kasztany", "O niebieskim, pachnącym groszku", "Oczy tej małej", "Jeszcze w zielone gramy", "Koncert jesienny na dwa świerszcze". Z kolei dokument "Magda" to filmowy, przeplatany archiwalnymi nagraniami portret Umer, z którego dowiadujemy się nieznanych szczegółów z życia artystki, widzianej oczyma jej przyjaciół, m.in. Jeremiego Przybory, Agnieszki Osieckiej, Krystyny Jandy czy Magdy Czapińskiej. W recitalu "Mężczyźni Jej życia" Umer występuje z panami, których podziwia i którzy wpłynęli na jej twórczość, na scenie pojawiają się m.in. Marek Grechuta, Wojciech Młynarski, Wojciech Mann, Andrzej Poniedzielski, Wiesław Michnikowski, Maciej Zembaty, Jacek Kleyff, Grzegorz Turnau i Zbigniew Zamachowski. Umer nie tylko o nich opowiada i z nimi śpiewa, ale po kolei dwudziestu mężczyznom wyznaje miłość.

Rozmowa z Magdą Umer

Donata Subbotko: Daleko pani do feminizmu?

Magda Umer: Daleko. Chociaż nie wiem, czy do końca rozumiem, co to jest feminizm. Wydaje mi się, że kobiety bez mężczyzn, zbyt długo nieszczęśliwe w miłości, stają się zgorzkniałe i stają się feministkami. Mężczyzn obwiniają za całe zło świata. Ja zawsze mówię, że mężczyźni to moja ulubiona płeć. Tylko razem współistniejąc, jesteśmy interesujący. Kompletni.

Jest pani chyba jedyną polską piosenkarką, która twierdzi, że nie lubi śpiewać.

- Czasem lubię, ale tak prywatnie, dla znajomych. Trudno mi było się przełamać, zresztą mam to do dzisiaj - stoję na scenie i w połowie recitalu wpadam w panikę, bo uzmysławiam sobie, że na sali jest tylu ludzi, których w ogóle nie znam, a ja taka jakaś kompletnie obnażona.

Nieśmiałość?

- Nie wiem. Wydaje mi się, że jestem osobą odważną, ale czasem przed występem ogarnia mnie paniczny lęk. Nie przepadam za pobytem na scenie - z taką przypadłością trudno uprawiać ten zawód.

Wydaje się pani osobą otwartą.

- I bywam taka. Lubię ludzi, ale tak trochę z daleka. Chyba jestem odludkiem. Na szczęście trafiają się jeszcze takie dni, kiedy się do nich garnę - wtedy nazywam siebie "doludkiem". Lubię te dni. Bo lubię lubić ludzi.

Marcin Świetlicki napisał w wierszu: "Jestem dziś w nastroju nieprzysiadalnym". Ja w nastroju "nieprzysiadalnym" jestem połowę życia. Kiedyś mnie to męczyło, ale teraz już wytłumaczono mi, że nie jest to moją winą ani zaletą, tylko cechą osobistą.

Czego się pani boi?

- Nie wiem. Chyba wszystkiego. Z takim lękiem trudno jest walczyć. Sam się zjawia i zanika. Na szczęście są całe miesiące, kiedy jest dobrze i wtedy się normalnie żyje i pracuje. Jest taka piosenka Wojtka Młynarskiego "Mam złe lata i dobre dni". To także trochę i o mnie. Chociaż bywało tak, że miałam tylko złe dni, a dobre lata. Szczególnie ostatnio. Jest lepiej.

Czy te lęki bywają inspiracją do tego, co pani robi?

- Na pewno. Z tych słabości prywatnych bierze się coś w rodzaju mojej cichej siły na scenie. Kiedy śpiewam "Jeszcze w zielone gramy", to pocieszam i ludzi, i siebie. To mi pomaga.

Teraz jest okropny czas, nie mogę wytrzymać tego braku światła. Chciałabym raz spróbować wyjechać na pół roku - od listopada do kwietnia - do ciepłego kraju i zobaczyć, czy to nie minie.

Gdzie byłoby najlepiej żyć?

- Najlepiej jednak w Polsce, tylko żeby tu było 30 stopni ciepła i świeciło słońce. Cudownie jest w Indiach, Toskanii, Nowej Zelandii Mój syn Franek był w zeszłym roku na wyprawie dookoła świata i mówi, że gdyby musiał gdzieś wyjechać na stałe, to do Argentyny. Więc może tam mnie jeszcze zaniesie, żeby to sprawdzić.

A tymczasem gdzie znajduje pani ratunek?

- W kontakcie z przyrodą i sztuką. Pan Jerzy Wasowski powiedział kiedyś, że sztuka to jest to wszystko, bez czego można żyć - tylko że wtedy, moim zdaniem, życie nie ma większego sensu. Mój mąż mówi często, że sztuka to jest coś sztucznego - czym pomaga mi zachowywać dystans.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów