Powstał w 1972 r., a seria o komisarzu Maigret (po polsku jest 30 tomów) zaczęła się w 1931 r. Tyle że przez te 41 lat Maigret postarzał się w książkach ledwie o lat 15 (jest w wieku od mniej więcej lat 40 do prawie 55). - "Nie potrafię powiedzieć, na ile przez ten czas on upodobnił się do mnie, a na ile ja do niego" - mówił Simenon (1903-89, Belg rodem z Liege) o swym bohaterze w wywiadzie z 1975 r.
W "Maigret i pan Charles" znika znany paryski notariusz Gérard Sabin-Levesque. Jego żona Nathalie zgłasza zaginięcie dopiero po miesiącu. Dlaczego tak późno? Bo Sabin-Levesque znikał już wcześniej, ale nigdy nie trwało to dłużej niż tydzień. Jako pan Charles znany był w paryskich nocnych lokalach, zwłaszcza tych w okolicach Pól Elizejskich, gdzie podrywał fordanserki. Do niektórych się wprowadzał, wszystkim fundował prezenty. Usposobienia był nader rozrywkowego, co nie przeszkadzało mu jednak w pilnowaniu interesów (poza tym miał sprawnego zastępcę w kancelarii). Tylko z żoną mu się nie wiodło - żyli jakby osobno, ich wielkie mieszkanie było podzielone na dwa apartamenty. Może dlatego Nathalie ostro popija koniak.
W tym tomie Maigret wkracza w świat zamożnej burżuazji, w którym nie czuje się najswobodniej. Ma też tzw. mieszane uczucia względem Nathalie - powinien jej współczuć, czy raczej widzieć w niej podejrzaną? Maigret bardzo przejmuje się pracą. Psycholog, o znaczącym nazwisku Pardon, powiedział mu kiedyś: "Pan jest żywym przeciwieństwem tego, czym powinien być klasyczny przedstawiciel tak zwanych organów ścigania. Można by powiedzieć, że sytuacja staje się paradoksalna, że kiedy pan ma aresztować przestępcę, robi to pan wbrew sobie, i nawet z pewnym żalem".
Czego jeszcze dowiadujemy się o komisarzu Maigret z opisu jego ostatniego śledztwa? Że nie chce awansować na dyrektora Biura Policji Kryminalnej, co oznaczałoby papierkową robotę przy biurku, że jest staromodny ("pozostał wierny dawnym obyczajom, kiedy to do teatru lub na operę chodziło się we fraku, a na dancing w smokingu"), konkretny ("przewidywał, że będzie miał trudności z uzyskaniem zwrotu za wydatki w nocnym lokalu") i szlachetny (odpowiada: "Nie umiem nienawidzić nikogo", gdy ktoś mówi, że Maigret go nienawidzi). Ponieważ rzecz dzieje się na początku wiosny, Maigret ma dylemat - czy wychodzić z biura do knajpy w palcie, czy w marynarce. Poza tym, widząc jak Nathalie ciągnie koniak, sam traci na niego ochotę.
Simenon, gdy miał 16 lat, zgłosił się do "Gazette de Liege", żeby być reporterem. Przyjęto go na próbę, bo naczelny znał jego wujka, z którym zasiadał w radzie administracyjnej pewnego banku. Przez trzy i pół roku uprawiania dziennikarstwa Simenon zajmował się wszystkim - od przejechanych psów po rodziny czekające na powrót górników po wypadku w kopalni. W ten sposób poznał przedstawicieli wszystkich klas i środowisk społecznych, co okazało się bezcennym kapitałem dla kogoś, kto chciał zostać pisarzem. Jego idolem był wówczas dziennikarz detektyw Rouletabille, bohater "Tajemnicy żółtego pokoju" Gastona Leroux: tak jak on nosił prochowiec, kapelusz z opuszczonym rondem i palił fajkę.
Simenon opublikował ponad 200 powieści pisanych prostym językiem. Zastrzegał, że jego
słownik obejmuje góra dwa tysiące słów. Dla porównania - słownik przeciętnego francuskiego wieśniaka w wieku lat 20 obejmował (w roku 1975) ledwie 600 słów.
Simenon pisał szybko, dlatego w 1927 r. wydawca "Paris-Soir" Eugene Merle zaproponował mu 50 tys. franków za napisanie powieści w ciągu trzech dni i nocy na oczach ludzi, będąc zamkniętym w szklanej klatce wystawionej w Moulin Rouge. Simenon miał zaproponować publiczności 12 postaci, z których ta wybierze trzy, i 12 tytułów, z których ta wybierze jeden. Do próby jednak nie doszło, bo Merle zbankrutował.
Simenon 20-stronicowy rozdział potrafił napisać w ciągu dwóch godzin, tracąc przy tym na wadze 800 gramów (sprawdzał to!). Cała książka (nie są dłuższe niż 150 stron) pozbawiała go ponad 5 kg, które odzyskiwał przez miesiąc. Jako młody autor takie tempo utrzymywał przez 11 dni, a później już tylko przez siedem. I tyle właśnie zajmowała mu jedna powieść.
Nie wiadomo, jaki wpływ na styl jego pracy miało to, że był lunatykiem. Zawsze powtarzał jednak, że z tego powodu boi się spać sam. Powiedziałbym, że to chytre alibi dla erotomana. Bo też Simenon nim był.
''Maigret i pan Charles'', Georges Simenon, przeł. Maria Wisłowska, C&T, Toruń