Dzisiaj
TVP Kultura pokaże świetny wywiad z jednym z największych współczesnych poetów Seamusem Heaneyem zarejestrowany podczas jego październikowej wizyty w Krakowie na I Festiwalu Literackim im. Czesława Miłosza.
70-letni Heaney - uważany za najważniejszego irlandzkiego poetę od czasów Yeatsa, laureat Nagrody Nobla (1995), eseista i literaturoznawca, profesor na Harvardzie i Oksfordzie - jest autorem jedenastu tomów wierszy. W Polsce ukazały się cztery (ale także dwa tomy esejów), w tym niedawno wydany, osobiście przez Heaneya skomponowany wybór "Przejrzysta pogoda" (Znak).
Wywiad przeprowadziła Magda Heydel, tłumaczka jego wierszy. W rozmowie wciąż uśmiechnięty Heaney mówi o tym, z jakich powodów nie może pisać powieści i dlaczego jest - jak Josif Brodski - zwolennikiem nauki wierszy na pamięć. Opowiada o swoich poetyckich powrotach do dzieciństwa, które jest paliwem kopalnym jego twórczości. Według niego zadaniem poezji jest kronikowanie przemijających istnień - o ile tylko ta kronika rejestruje wewnętrzność.
"Lubię wiersze, które charakteryzują się dokumentalną obecnością, ale zarazem jest w nich pewna oniryczność, coś z halucynacji. Lubię słowa, które dążą jednocześnie w dwóch kierunkach, zarazem otwierają się szeroko i skupiają na szczególe" - mówi. I dodaje, że żaden poeta nie wytłumaczy, skąd się bierze poezja ani co przekazują jego wiersze ("Rymuję, /By widzieć siebie, ciemność przymusić do echa" - pisał w "Prywatnym Helikonie"), ale za to przytacza jedną ze swoich ulubionych przypowiastek ze starych annałów pewnego irlandzkiego klasztoru. Modlący się mnisi zauważyli w powietrzu statek, którego kotwica zahaczyła o drzwi kościoła. Człowieczek ze statku opuścił się na linie, by uwolnić kotwicę. Widząc to, opat rzekł do mnichów: ten człowiek utonie, jeśli mu nie pomożemy. "Myślę, że ten mały człowieczek to obraz poety żyjącego pomiędzy wyobrażoną potencjalnością a faktycznymi okolicznościami - mówi Heaney. - Zdolność poruszania się między tym, czego się pragnie, a tym, co się musi znosić, jest dla każdej osoby warunkiem zdrowia psychicznego, przetrwania. A celem sztuki jest przesuwanie tej granicy coraz wyżej. W szkole uczono mnie, że praca to przemieszczanie siły na odległość - uważam, że pracą sztuki jest przemieszczenie doświadczenia lub pamięci na pewną estetyczną odległość".
Zagadniety o to, czy są pytania, na które znalazł już dobre odpowiedzi, odparł: "Właściwie nie mam żadnej mądrości, którą mógłbym się podzielić". I mówi to poeta, który już ponad 30 lat temu pisał w wierszu "Północ": "Oko twoje niech pozostanie /czyste jak pęcherzyk w środku sopla, /ufaj temu, coś czuł, biorąc w dłonie /swój skarb: bryłę wszystko jedno czego".