http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kult. Biała księga, Weiss, Wiesław

Robert Sankowski
2009-11-25, ostatnia aktualizacja 2009-11-25 16:20

Pół tysiąca stron o wszystkich utworach jednego zespołu

ZOBACZ TAKŻE
Kiedy Kazik po raz pierwszy nabawił się niezbyt przyjemnych wspomnień z dworca kolejowego w Kutnie, na którym - jak śpiewał w "Polsce" - było "tak brudno i brzydko, że aż pękają oczy"? Jaki słynny tekst zespołu powstał pierwotnie do melodii hitu "You Spin Me (Like A Record)" zespołu Dead Or Alive? Do brzmienia jakiej kapeli Kult chciał nawiązać w drugiej, hałaśliwej części przeboju "Do Ani"? Macie setki podobnych pytań? Już zostały zadane i doczekały się odpowiedzi.

"Jak powstają twoje teksty - gdy mnie ktoś tak spyta, zakur... z laczka i poprawię z kopyta" - przestrzegał kiedyś Kazik w piosence "12 groszy". Ten dosadny cytat jest też przewrotnym mottem "Białej księgi". Autor książki Wiesław Weiss nie bał się zapytać. Ale też zamiast stawiać banalne, obśmiewane przez Kazika dziennikarskie pytania namówił swoich rozmówców na coś bardziej ambitnego - opowieść o tym wszystkim, co się nierozerwalnie (i nostalgicznie) z piosenkami Kultu wiąże.

Do rozmowy wciągnął nie tylko Kazika Staszewskiego, ale też ludzi, z którymi zespół był w ciągu prawie 30 lat związany. Muzyków, dziennikarzy, postaci z polskiego show-biznesu. "Wszystko o wszystkich piosenkach" - głosi dumnie podtytuł jego książki. I cała ta uruchomiona przez Weissa armia ludzi sprawia, że nie ma w tym przesady. Czy efektem jest po prostu biografia rockowego zespołu plus opowieść o jego utworach? Otóż nie tylko.

To raczej wielopiętrowa dekonstrukcja mniej lub bardziej legendarnych piosenek ze wszystkimi powiązanymi z nimi kontekstami - odniesieniami do kolejnych etapów z historii Polski, historii Kultu, wydarzeń z życia poszczególnych muzyków, ale też ich duchowych poszukiwań. Wszystko rzucone na panoramę naszej popkultury. "Czy udało mi się od nich wyciągnąć wszystko, co w takiej książce powinno się znaleźć? Na pewno więcej, niż mogłem się spodziewać" - pisze Weiss we wstępie. Nie jest to dyżurno-promocyjne samozadowolenie autora. No bo skoro na przykład po raz pierwszy udało mu się wycisnąć od samego Kazika, że enigmatyczny i prowokujący fanów od lat do różnych interpretacji tekst numeru "Lewe Lewe Loff" to wyznanie artystycznej miłości do Kasi Nosowskiej, to ma prawo czuć prawdziwą satysfakcję.

O tym, że w okolicach płyty "Spokojnie" zespół zaczął nagle żeglować w stronę hippisowskiej psychodelii, kupował nawet damskie kwieciste koszule i biżuterię, żeby bardziej stylowo prezentować się na scenie, wszystkim wiadomo. Ale kto wie, że ten image okazał się zbyt podejrzany w Kraśniku, gdzie milicja zwinęła za wygląd całą kapelę na dołek? Albo o tym, że w 1986 r. Kult podniósł bunt w Chełmie, gdy okazało się, że koncert odbywa się z okazji święta 22 lipca, i nie zagrał dopóki ze sceny nie zniknęły wszystkie transparenty z socjalistycznymi hasłami?

Oczywiście jest tu miejsce i na właściwą, linearnie relacjonowaną historię grupy. Ale pełni tu ona funkcję służebną wobec opowieści o poszczególnych piosenkach. To one są na pierwszym planie. Dokładne daty ważnych koncertów, opisy zmian w składzie - to także jest, ale biogram zespołu meandruje gdzieś między dygresjami dotyczącymi pisanych przez Kazika tekstów. Ta opowieść, dodajmy, rozrasta się na pół tysiąca stron. W tramwaju się tego nie poczyta. To chyba trochę wada tej książki - i nie chodzi o sam fizyczny rozmiar. Bardziej o ten szeroki zamach, jakim Weiss ogarnia kultową historię - ogrom materiału i informacji sprawia, że "Biała księga" czasem traci rozpęd, brakuje jej napięcia i dramaturgii typowych dla rockowych biografii. Ale może inaczej być nie mogło? Przecież nie dla napięcia typowego dla kryminałów czyta się różne "Białe księgi". Tego materiału nie dałoby się przyciąć bez straty. A że tempo opowieści niespieszne, a jej dramaturgia dość delikatna? Nie szkodzi, każdemu fanowi Kultu liczba ciekawostek, anegdot i tropów interpretacyjnych to wynagrodzi.

Tym bardziej że "Biała księga" imponuje również graficzną obfitością - przede wszystkim licznymi fotografiami z epoki (Kazik na licealnym zdjęciu klasowym, przyszła żona Kazika w składzie zespołu Bikini albo fotki ze ślubu państwa Staszewskich - bezcenne!), ale też np. reprodukcjami rękopisów kultowych przebojów. Już samo ich oglądanie pozwala poczuć klimat czasów, w których powstawały, i przy okazji lepiej zrozumieć Kult. Zrozumieć pomaga też Weiss, który przyprawia niektóre akapity własnymi wspomnieniami z koncertów grupy, z autora stając się na moment jeszcze uczestnikiem wydarzeń ze swoją własną, subiektywną optyką.

Kult ma szczęście do kronikarzy. "Biała księga" dołącza przecież do - bardziej konwencjonalnej - biografii autorstwa Leszka Gnoińskiego sprzed dziewięciu lat.

Jaka byłaby polska popkultura bez piosenek Kultu? "Można ich nie lubić, można nie podzielać wizji świata, jaki się z nich wyłania, można oburzać się na mocne słowa. Ale nie znać - nie przystoi" - pisze Weiss. Pełna zgoda.

''Kult. Biała księga'', Wiesław Weiss, Wydawnictwo Kosmos Kosmos, Warszawa

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów