http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prowadź swój pług przez kości umarłych, Tokarczuk, Olga

Dariusz Nowacki
2009-11-24, ostatnia aktualizacja 2009-11-23 20:10

Olga Tokarczuk używa chwytu Umberto Eco - łączy niski gatunek z wielkimi ambicjami. Jak w legendzie o smoku wawelskim: baranią skórą jest tu kryminalna forma, siarką - zagadnienia filozoficzno-moralne. Ta powieść ma bawić i wychowywać

Olga Tokarczuk ma rzadką i cenną umiejętność zmiany pisarskiego repertuaru. Po wymagających, nieoczywistych, zwłaszcza formalnie, "Biegunach" pojawia się powieść lżejszego kalibru.

O tym, że "Prowadź swój pług przez kości umarłych" jest utworem przyjaznym czytelnikowi, przesądza kształt gatunkowy tej powieści. To thriller i kryminał zarazem, oczywiście nie w klasycznym, lecz pastiszowym wydaniu. Nawet traktowana z przymrużeniem oka i tak jest jedną z tych rzeczy, którą czyta się w napięciu, oczekując na rozwiązanie zagadki. Wiadomo - chodzi o to, żeby na końcu się dowiedzieć, kto zabił. W tym konkretnym przypadku wystarczy dobrnąć do 290 strony.

Nie jest to pomysł nowy. Na dobrą sprawę większość przebojów powieściowych co najmniej od czasu opublikowania "Imienia róży" Eco opiera się na tym wypróbowanym chwycie, czyli połączeniu niskich gatunków z wielkimi ambicjami. Strategia ta przywodzi na myśl spryt szewczyka z legendy o smoku wawelskim: atrakcyjną, baranią skórą jest tu gatunek popularny, który gwarantuje zrozumiałość i przesądza o lekturowej frajdzie, siarką - treści dyskursywne, np. zagadnienia filozoficzno-moralne.

Wprawdzie koncept nie jest nowy, ale ciągle się sprawdza. Także w najnowszej powieści Tokarczuk. To rzecz lekko i z wyczuciem napisana; patrząc od strony rzemiosła literackiego - niemal doskonała. Ma bawić i wychowywać.

Akcja powieści rozgrywa się współcześnie w Kotlinie Kłodzkiej, a właściwie w Hrabstwie Kłodzkim (to jeden z licznych sygnałów dystansu wobec konwencji thrillera; Tokarczuk co chwilę puszcza do nas oko). Główną bohaterką jest emerytowana nauczycielka Janina Duszejko, która na starość przeniosła się z Wrocławia na całkowite odludzie (w osadzie przy granicy z Czechami na stałe mieszkają tylko trzy osoby). Dorabia sobie, doglądając domków letniskowych ulokowanych w pobliżu jej chaty, studiuje astrologię i wielką miłością darzy wszelkie żywe stworzenia.

Miłość do zwierząt poświadcza czynami. Prowadzi prywatną i wielce nieskuteczną wojnę z myśliwymi i kłusownikami. W zderzeniu ze smakoszami dań z dziczyzny nie ma większych szans, a przez otoczenie jest odbierana jako stuknięta staruszka. Nic dziwnego - mordowanie zwierząt albo jest całkowicie legalne, albo nikogo - oprócz Janiny - nie obchodzi.

Nagle w okolicy zaczynają umierać w męczarniach krzywdziciele zwierząt. Aż do finału, którego oczywiście nie mogę ujawnić, bohaterka twierdzi (ona też jest narratorką), że do śmierci owych mężczyzn przyczyniły się zwierzęta, że to ich krwawa i słuszna zemsta.

Rozrywkowy wymiar tej powieści zostawiam na boku. Nie dla mnie te atrakcje. Ale też żadna strata, ponieważ najnowsza rzecz Tokarczuk jest utworem wyjątkowo udanym z innych, jak sądzę, względów.

Po pierwsze, autorka "Prawieku" zaludniła swoją opowieść postaciami, których próżno szukać na kartach naszej prozy, a jeśli nawet się pojawiają, to wyłącznie w ujęciach satyrycznych bądź szyderczych. Mam na myśli przeróżnych nieudaczników z zabitej dechami prowincji, ludzi, którym świat odmawia dziś szacunku, gdyż "nie zrobili kariery". U Tokarczuk nie tylko są to postacie sympatyczne, ale i wielce pociągające. Mają swoje nieoczywiste pasje i bogate życie duchowe. Janina ulega feblikowi astrologicznemu, Dyzio, informatyk z gminnego posterunku policji, amatorsko tłumaczy pisma Williama Blake'a (właśnie z Blake'a ów długi tytuł powieści). Sprzedawczyni ze sklepu z używaną odzieżą, sąsiad Janiny Matoga i kilka innych postaci to ludzie o gołębich sercach i żywej inteligencji. Bez kiczu, bez naciągania. "Prowadź swój pług " to jedna z najcieplejszych, najbardziej krzepiących opowieści ostatnich lat.

Po wtóre, w powieści pisarka opiewa piękno sudeckiej krainy, oprowadza po bliskim sobie miejscu w sposób niebanalny. To świadectwo najwyższego kunsztu pisarskiego, bo przecież na opisach przyrody wyłożyć się najłatwiej. Tymczasem nic tu nie zostało przesłodzone; żadnego landszaftu. Opowieść Tokarczuk oglądana od tej strony jest niezwykle sugestywna. Aż chciałoby się kupić chałupę w tamtej okolicy. Tak czarować potrafią tylko najlepsi pisarze.

A co z ambicjami, o których wcześniej wspomniałem? Mam z tym nie lada problem. Przede wszystkim trudno rozstrzygnąć, kto tutaj mówi. Czy wszystko to, co wypowiada Janina, należy uznać za stanowisko autorki? Czy to rzeczywiście Tokarczuk zasypuje nas mądrościami w rodzaju: "Więzienie nie tkwi na zewnątrz, ale jest w środku każdego z nas"; "O kraju świadczą jego zwierzęta. Stosunek do zwierząt"; "Ewolucji chodzi o piękno, o osiągnięcie najbardziej doskonałej formy każdego kształtu". Tego typu aforyzmów jest tutaj mnóstwo.

Większość z nich podszyta jest zresztą skrajną naiwnością. Na przykład Duszejko w kilku miejscach powieści przedstawia Republikę Czeską jako raj, a Czechów jako najszczęśliwszy naród naszego regionu. Jakoś trudno mi przyjąć, żeby aż tak frajerskie myśli formułowała autorka "Prawieku". Podobnie sprawy się mają z wywodami astrologicznymi, których także jest tutaj zatrzęsienie. Pytanie to samo: kto snuje te rojenia?

W jednym z wywiadów pisarka zadeklarowała: "Ta książka jest polityczna, jak najbardziej. Jest polityczna w tym najszerszym rozumieniu polityczności jako wartościowania tego, co się wokół nas dzieje, i opowiadania się po jakiejś stronie tych wydarzeń". To prawda - powieść ta ma w sobie nie byle jaki potencjał krytyczny.

Tokarczuk m.in. zawzięcie polemizuje z katolickim poglądem na temat zwierząt jako istot podrzędnych, pozbawionych rzekomo duszy. Sugestywne zrównanie ambony, z której głosi się kazania, z amboną łowiecką, z której się strzela do niewinnych zwierząt, a tych dwóch z wieżyczkami z obozów to mocne ujęcie. Uczynienie z miejscowego księdza i zarazem kapelana myśliwych jednego z łotrów zasługujących na śmierć to także mocny wątek.

Można, rzecz jasna, oznajmić, że najnowsza powieść sudeckiej autorki wpisuje się w toczone w dzisiejszej Polsce wojny ideologiczne. Dość powiedzieć, że główna bohaterka nie zgadza się z tym, iż "wszyscy jesteśmy kulturowymi katolikami, czy nam się to podoba, czy nie". I tu akurat, jak się wydaje, jej protest jest też protestem samej pisarki.

Lecz znamienne jest to, na jakiej płaszczyźnie został osadzony ów światopoglądowy konflikt. Według mnie niezwykle bezpieczne to pole, chyba odrobinę wydumane. Ostatecznie idzie przecież o to, czy wypada jeść mięso, czy nie. "Kulturowy katolicyzm" zakłada, że w spożywaniu combra z sarniny nie ma niczego złego. Nie wszyscy się z tym stanowiskiem zgadzają - ot i cała wojna. Na dość dziwnym froncie prowadzona.

''Prowadź swój pług przez kości umarłych'', Olga Tokarczuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy