http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rock, mur, agenci, czyli upadek komunizmu

Paweł T. Felis
2009-11-21, ostatnia aktualizacja 2009-11-20 21:21

W Warszawie trwa imponujący programem festiwal Sztuka Dokumentu - blisko sto filmów o przemianach politycznych 1989 roku w Europie Środkowej i Wschodniej

W węgierskim dokumencie "Życie agenta" 40-letni Gábor Zsigmond Papp sięga po propagandowe materiały sprzed lat i układa instruktaż dla potencjalnych agentów: w jaki sposób śledzić, jak dyskretnie robić notatki w czasie akcji, a nawet jak dobierać do konkretnego zadania ubranie.

Ten sam reżyser w "Szpiegach na bocznym torze" rozmawia już całkiem serio z Gáborem Rimnerem, węgierskim odpowiednikiem Ryszarda Kuklińskiego, który za działalność agenturalną na rzecz CIA trafił do więzienia na 12 lat. I zadaje niewygodne pytania: np. Jak szpiegowanie wpływa na osobowość? Czy agent może porzucić swój fach i wrócić do normalnego życia?

Jednym z ważniejszych filmów festiwalu jest niemiecki obraz "Z miłości do narodu" zaprzeczający optymistycznym tezom zrealizowanego trzy lata później głośnego filmu "Życie na podsłuchu".

Bohaterem dokumentu jest anonimowy agent Stasi, który w 1990 roku w biurze przy Normannenstrasse w Berlinie opowiada o swojej pracy. Patrzymy na porozrzucane teczki, widzimy fragmenty zarejestrowanych przesłuchań: ukrywający swoją twarz, zdezorientowany major S., który w chwili politycznych przemian traci punkt oparcia, wciąż twierdzi, że "szczęście czasem trzeba narzucić siłą". Pamiętny nocny portier z filmu Kieślowskiego - przed ludźmi i przed kamerą - odgrywał jedynie rolę fanatycznego stróża prawa. Major S. wierzy do końca w słowa Ericha Mielkiego, które stały się tytułem dokumentu: "Kocham wszystkich ludzi, to wszystko z miłości do narodu!".

W imponującym programie Sztuki Dokumentu wyróżniają się zwłaszcza filmy, które pokazują znaną historię z nieznanych perspektyw. "Królik po berlińsku" Bartka Konopki to obraz upadku muru berlińskiego z perspektywy królików, "Poza teraźniejszością" Andrieja Ujicy pokazuje rozpad ZSRR z punktu widzenia kosmonauty Siergieja Krikalewa, który przewrót przeżył na statku kosmicznym. W "Śpiewającej rewolucji" sposobem walki o niepodległość jest chóralny śpiew estońskich patriotycznych pieśni ("Kiedy tysiące ludzi zaczynają śpiewać tę samą piosenkę, nikt nie może ich zignorować"), w "Beats of Freedom" jest nim polski rock - napisana, jak przyznaje Kora, po dużej dawce marihuany "Parada słoni" odbierana jako metafora Rosjan napadających na Afganistan, "Babylon is fallen" Brygady Kryzys (na której rozpad, jak słyszymy, w jakimś sensie miała wpływ polityka), "Moja krew" Republiki. Jedna z uczestniczek festiwalu w Jarocinie mówi do kamery wprost: "W zasadzie pozostała nam tylko muzyka".

Innym sposobem bezkrwawej wojny z reżimem okazała się - znów dla Estończyków - zachodnia telewizja: w "Disco i wojnie atomowej" (najlepszy dokument Warszawskiego Festiwalu Filmowego) członkowie rodzin, które dzięki specjalnym antenom mogły odbierać fińskie programy, opowiadają np. o pisaniu streszczeń kolejnych odcinków "Dallas" dla kuzynów, którzy nie mogli serialu oglądać. Banalny tasiemiec "Emannuele" staje się sprawą wagi państwowej: najważniejsi politycy ZSRR próbują uniemożliwić odbieranie fińskiej telewizji, bo "zachodnia kultura to groźny element zimnej wojny".

"Chociaż człowiek wmawia sobie, że jest odporny na pranie mózgu, propaganda działa na każdego" - mówi w filmie "Zimna wojna w eterze" dziennikarka rumuńskiej sekcji Radia Wolna Europa. "Kiedy po raz pierwszy przyszłam do redakcji, zastanawiałam się: czy oni rzeczywiście sprzedali się za dolary? Czy może radio to siatka szpiegów?". Ważnym testem dla radia okazało się trzęsienie ziemi w Bukareszcie - Ceause cu przebywał wtedy w Nigerii, więc na jeden dzień w całym kraju zamrożono informacje o tragedii: podawało je tylko RWE. Ale najlepiej zasługi rozgłośni charakteryzuje tu jeden ze słuchaczy: "To radio pokazało mi, że można kłamać czasami, ale nie da się kłamać cały czas".

Politycznych filmów na festiwalu jest najwięcej - o zburzeniu muru berlińskiego ("Mur" Böttchera i "Był sobie mur" Titkowa), o "Solidarności" oglądanej oczami Polaków (m.in. głośny "W Solidarności" Bolesława Sulika i "Po zwycięstwie 1989-1995" Marcela Łozińskiego), ale też obcokrajowców - ciekawostką jest zwłaszcza "Strajk" Leslie Woodhead, kręcona w 1982 r. w Liverpoolu i Manchesterze fabularna inscenizacja wypadków w Stoczni Gdańskiej z Ianem Holmem ("Władca pierścieni") w roli Lecha Wałęsy. Wśród filmów o takich postaciach, jak Anna Pieńkowska, Maciej Szumowski, gen. Wojciech Jaruzelski czy Jacek Kuroń, wyróżnia się zwłaszcza mało znany, prowokacyjny dokument Grzegorza Królikiewicza "Człowiek ze studni" (1991) o Wałęsie po pierwszej kampanii prezydenckiej z 1990 roku.

W aż trzech filmach powraca wątek ucieczki z NRD. W polsko-niemieckim "Żegnaj, DDR" Krzysztofa Czajki mieszkańcom wschodnich Niemiec, którzy próbują dotrzeć do ambasady RFN w Warszawie, pomagają politycy, mieszkający przy ambasadzie warszawiacy, oferujący nocleg i ubrania rolnicy. Czasem ucieczki kończą się sukcesem, czasem więzieniem, kiedy indziej - jak dla jednego z bohaterów węgierskiego "Przypadku granicznego" - tragiczną śmiercią. Zdezorientowani są polscy strażnicy, którzy słyszeli o wsparciu premiera Mazowieckiego dla imigrantów, nie dostali jednak jasnego rozkazu, by uciekinierów nie zatrzymywać. Zdezorientowani są też strażnicy po stronie niemieckiej ("Otwarcie granicy '89"), gdy zostaje zburzony mur, a rozkazy strzelania do próbujących przekroczyć granicę kraju wciąż obowiązują.

Równie ważna jak przeszłość jest jednak dla dokumentalistów współczesność. W „Piosence i życiu” Rafael Lewandowski rozmawia z urodzonymi w 1982 roku Polakami - wśród nich z Klementyną, dla której napisany został nieoficjalny hymn strajkujących „Do córki” - i odkrywa, że przeszłość i ideały pokolenia rodziców nie przestały być dla „dzieci »Solidarności «” ważne.

Mniej optymizmu ma Cory Taylor, reżyser "Siły bezsilnych" - z perspektywy zagranicznego obserwatora przygląda się Czechom, w ich stosunku do przeszłości odkrywa mechanizm wyparcia, ustami swoich bohaterów sugeruje konieczność rozliczeń, do których nie doszło. Co zostało z wielkiej energii tłumu, dzięki któremu możliwa stała się aksamitna rewolucja? Czy tylko strach, o którym mówi dwudziestoletnia dziewczyna: "ludzie w Czechach wciąż boją się sobie nawzajem zaufać"?



Festiwal Sztuka Dokumentu potrwa do 30 listopada. Szczegóły na: www.artofdocument.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Polskie MSZ wzywa izraelskiego ambasadora

Ambasador Izraela w Polsce musiał tłumaczyć się ze zniszczenia przez izraelską armię beduińskiej studni

Daniel Goldhagen: Cały świat ma krew na rękach

Radykał, idealista, prowokator? Tak widzą kontrowersyjnego politologa z Harvardu jego przeciwnicy. Z najnowszą książką nie pójdzie im tak łatwo

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W środę z ''Gazetą'':