http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chinka dryfuje przez świat

Tadeusz Sobolewski
2009-11-20, ostatnia aktualizacja 2009-11-19 17:43

Piąty festiwal "Filmy świata. Ale kino!" pokazujący najlepsze filmy Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej stał się w tym roku przeglądem zwycięzców największych europejskich festiwali: Berlina, Wenecji, Locarno.

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Gorzkie mleko"
Peruwiańskie "Gorzkie mleko" Claudii Llosy - Złoty Niedźwiedź w Berlinie; irański "Co wiesz o Elly?" Asghara Farhadiego - Srebrny Niedźwiedź i irański kandydat do Oscara; izraelski "Liban" Samuela Maoza - Złoty Lew w Wenecji; "Chinka" Xiaolu Guo - Złoty Lampart w Locarno; "Kinatay" Brillante Mendozy - nagroda za reżyserię w Cannes. Kino pozaeuropejskie od lat podbija światowe festiwale.

15 filmów pokazywanych od jutra do 26 listopada w warszawskim Muranowie i Kinotece, a z kilkudniowym poślizgiem w Krakowie, Gdańsku i Poznaniu (www.filmyswiata.pl) tworzy swoistą panoramę kina autorskiego. Tak właśnie warto na te filmy patrzeć - nie tylko jak na doniesienia o sytuacji społecznej "Trzeciego Świata" (mamy coraz silniejsze poczucie, że stanowimy jeden świat), ale jak na przykłady sztuki filmowej - niezależności, świeżości, inwencji. Rzeczywistość europejska została przeżarta przez kino - rzeczywistość Chin, Iranu, Filipin wciąż nie została opisana, czeka na odkrycie, a z drugiej strony ośmiela do używania nowych form.

Filipińska "Kinatay" Brillante Mendozy podzieliła krytyków canneńskich. Tarantino gratulował reżyserowi - inni żałowali, że nie wyszli z kina, zanim rozegrała się na naszych oczach tytułowa masakra, dokonywana przez manilskich mafiosów, w której uczestniczy na zasadzie biernego świadka uczeń szkoły policyjnej (policja i mafia okazują się powiązane). Sytuacja bohatera i widza jest w gruncie rzeczy podobna - jemu także nie udaje się w porę wysiąść z samochodu. Jak on patrzymy na to, co się dzieje, z coraz większym przerażeniem, chcąc nie chcąc wciągnięci w koszmarne rzemiosło zabijania. Przejdziemy razem z nim fazę szoku, a po niej fazę zmęczenia i zobojętnienia. Wyjdziemy z kina jako współwinni. Nie znam filmu, który by z większą siłą unicestwiał wiarę w oczyszczające działanie sztuki, odbierał nadzieję. Eksperyment na miarę "Funny Games" czy nihilistyczny kicz?

Drugi film Mendozy pod niewinnym tytułem "Babcia" to również przykład naturalizmu. Trudno uwierzyć, że grające w tym filmie dwie 80-letnie staruszki, mieszkanki manilskich slumsów nad kanałami prowadzące stragany z zieleniną, to nie amatorki, ale wybitne stare aktorki z Manili. Film oszczędza widoku zbrodni, ale zostawia podobne wrażenie jak "Kinatay". Z jednej strony sugestywna bliskość życia, poczucie, że zostaliśmy wpuszczeni w rzeczywistość filmowaną w sposób dokumentalny, w skali 1:1. Ale również i ten film wyraża bezradność wobec okrutnego i amoralnego życia. "Byt określa świadomość". Obserwujemy cierpliwie trasy dwóch babć prowadzących swoje zieleniarskie stragany. Jedna zbiera pieniądze na pogrzeb wnuka zabitego w porachunkach, druga zbiera pieniądze na zwolnienie z aresztu wnuka, który zabił. Wreszcie trasy obu staruszek się krzyżują.

Iluzja uczestnictwa w wydarzeniach, a zarazem poczucie bezradności cechuje izraelski "Liban". Reżyser Samuel Maoz, podobnie jak Ari Folman w "Walcu z Baszirem", odreagowuje tym filmem swoje przeżycia drugiej wojny libańskiej 1982 r. Był wtedy czołgistą. Akcja "Libanu" niemal w całości dzieje się wewnątrz czołgu. Ze zmiennym efektem Maoz każe widzowi wejść w sytuację żołnierzy - zwyczajnych Izraelczyków zamkniętych w pancernym futerale, którego głównym zadaniem jest miażdżenie przeszkód. Każda może być pułapką. Od zewnątrz wydają się nietykalni, ale widz odczuwa ich klaustrofobiczny lęk, dezorientację, wyobcowanie, bezradność - cały absurd tej wojny, podczas której Izrael wszedł w sojusz z libańskimi falangistami, ponosząc ciężar odpowiedzialności za zbrodnie, w które został wciągnięty.

O filmie "Co wiesz o Elly?" Asghara Farhadiego mówiono: irańska "Przygoda" Antonioniego. Podczas wczasów grupy młodych naukowców nad morzem Kaspijskim towarzysząca im kobieta, opiekunka do dzieci, ginie bez śladu. Okazuje, że nikt o niej nic nie wie. Ten europejski w formie, nowocześnie grany film, swobodnie przechodzący od tonacji komediowej do tragicznej, dotyka jakiegoś zasadniczego fałszu przenikającego tamtą rzeczywistość. Farhadi zderza ze sobą dwa środowiska - teherańskiej inteligencji, która za nic ma obyczajowe tabu, i ludzi pokroju narzeczonego Elly, dla którego ważniejsze od tego, czy ona żyje, jest pewność, że się "nie zhańbiła". Ona sama wydaje się oszukana przez obie strony - zarówno przez postępowców, jak i fundamentalistów. "Co wiesz o Elly?", faworyt festiwalu berlińskiego, jest ciekawym przykładem gry reżysera z władzą - z punktu widzenia szyickiego cenzora ten film broni dobrych obyczajów, choć zarazem jest oczywistym dowodem hipokryzji, schizofrenicznego rozdarcia irańskiego życia.

Na zamknięcie festiwalu przewidziano "Chinkę" Xiaolu Guo - debiut fabularny młodej pisarki osiadłej w Londynie, której powieści - "Mały słownik chińsko-angielski dla kochanków" i "Kamienna wioska" - ukazały się w Polsce. "Chinka", opowiedziana w prościutkich obrazkach, została przez krytykę określona jako szkic nienapisanej, być może autobiograficznej powieści Xiaolu. Dziewczyna z zapadłej chińskiej wioski, gdzie pracowała w przydrożnym barze, napastowana przez kierowcę ciężarówki, rozczarowana do miejscowych chłopaków, na siłę swatana przez matkę, postanawia wyruszyć w wielki świat. Trafia do Londynu. Posuwa się przez życie jak pionek w grze - każdy etap jest zaznaczony poznaniem mężczyzny. Wszystkie te znajomości kończą się fatalnie, ale każde kolejne uwolnienie się popycha ja coraz dalej. Droga z głębi Chin do centrum Zachodu okazuje się nadzwyczaj prosta, ale ta ekspansja nic tytułowej Chince nie daje, niczego w niej nie zmienia. Świat w gruncie rzeczy nie interesuje jej. Pozostaje obcą, zagubioną outsiderką. Do wszystkiego pasuje, wszystkiego łatwo się uczy, a równocześnie nigdzie nie jest w stanie się zakorzenić.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W środę z ''Gazetą'':