Projekt Google Book Search, dzięki któremu każdy użytkownik internetu miałby swobodny dostęp do treści wszystkich opublikowanych kiedykolwiek książek, został uruchomiony w 2004 r. Rok później organizacje reprezentujące pisarzy i wydawców oskarżyły Google o naruszanie praw autorskich. Jesienią 2008 roku Google i amerykańskie stowarzyszenia wydawców podpisały umowę, w myśl której posiadacz praw do książki udostępnionej w Google Book Search otrzyma 63 proc. wpływów z wykorzystania tytułu (zyski będą pochodzić z reklam). Mimo to w czerwcu br. Federacja Wydawców Europejskich opowiedziała się przeciw rozszerzaniu tej ugody na teren Europy. Sprzeciw budził m.in. fakt, że Google postawiły świat wydawców wobec faktów dokonanych - od 2004 r. Google zeskanowały ponad 7 mln książek z kilku bibliotek amerykańskich, w tym około milion tytułów podlegających ochronie prawa autorskiego, nie pytając posiadaczy praw autorskich o zgodę, a wśród zeskanowanych tytułów były również książki europejskich wydawców.
Ostatecznie nowa umowa - wyłączająca ze zbiorów Google Book Search książki objęte prawem autorskim i wydane w Europie - ma zostać zatwierdzona pod koniec tego roku, ale Google deklaruje, że ciągle będzie pracowało nad rozszerzeniem elektronicznej biblioteki na pozostałe kraje świata, zawierając umowy z poszczególnymi wydawcami.
Na razie w sieci dostępnych jest około miliona tytułów tzw. domeny publicznej, czyli książek nie objętych już prawami autorskimi (wygasają po 70 latach od śmierci autora). Książki te skanowane są w ramach tzw. programu bibliotecznego, prowadzonego przez Google we współpracy z 30 największymi bibliotekami na świecie, m.in. oksfordzką i harwardzką.
Źródło: Gazeta Wyborcza