"Roman Polański: Ścigany i pożądany", reż. Marina Zenovich,
USA 2008
Od dzisiaj w kinach.
Największą pochwałą dla dokumentu Mariny Zenovich "Roman Polański: Ścigany i pożądany" jest to, że nie sposób nazwać go stronniczym. Ten film pokazuje, że cała tzw. afera Polańskiego to samonakręcająca się spirala przewin i bezsensów, za którą odpowiadają zresztą wszyscy: sam Polański, rodzina ofiary, wymiar sprawiedliwości i media.
Wiadomo, od czego się to zaczęło: od seksu Romana Polańskiego z 13-letnią Samanthą Gailey w marcu 1977 r. w domu Jacka Nicholsona, który jeździł wtedy na nartach w Aspen. Polański spotkał się z Samanthą, szykując serię zdjęć z rozebranymi nastolatkami dla pisma "Vogue Hommes".
Wiadomo, że stosunek seksualny z 13-latką, karmioną przy tym alkoholem i narkotykiem, to przestępstwo. Ale wiadomo też, że ani Samantha nie była dziewicą, ani jej matka nie była świętą, gdyż liczyła, że dzięki "sesji" z Polańskim Samantha, albo nawet ona sama, zrobi karierę.
Wiadomo, że sędzia Laurence J. Rittenband, który prowadził tę sprawę, oszukiwał - wysłał Polańskiego na 90-dniową obserwację do więzienia w Chino, sugerując (prokuratorowi i obrońcy), że po tym terminie wyda wyrok w zawieszeniu, lecz gdy Polańskiego wypuszczono zza krat po 42 dniach, znów chciał go tam posłać.
Wiadomo, że 1 lutego 1978 r. Polański uciekł samolotem z Los Angeles do Londynu, a stamtąd do Paryża, czym doprowadził do sytuacji patowej: amerykański wymiar sprawiedliwości mówił mu: - Sprawa nie zostanie rozstrzygnięta, jeśli nie przyjedziesz do USA, a on odpowiadał: - Nie przyjadę, bo mnie aresztujecie.
Wiadomo nawet, że gdy w roku 2006 nowy sędzia - Larry Fidler - potwierdził, że nic się w tej kwestii nie zmieniło, dodał jeszcze, iż ewentualny proces musiałby być pokazywany przez telewizję.
Już po tej wyliczance, podanej tu w wersji mocno skróconej, widać, że w tzw. aferze Polańskiego zgroza ściga się o palmę pierwszeństwa z paranoją. Słusznie zresztą zauważono, że owa afera ma coś z klimatu niektórych filmów Polańskiego, np. "Matni". Dokument Mariny Zenovich nie tylko umiejętnie podkreśla tę zbieżność, ale też objaśnia złożoność samej sprawy. Może dlatego za profesjonalizm filmowo-dziennikarski dostał dwie nagrody Emmy (za reżyserię i scenariusz).
Na czym, mówiąc dokładniej, ów profesjonalizm Mariny Zenovich polega? Sprowadźmy go tu do sześciu zasług.
Po pierwsze, Zenovich powyciągała z archiwów znakomite materiały: czy to wywiady telewizyjne Polańskiego sprzed lat, czy to sceny z jego planów filmowych, czy to jego wystąpienia już po oskarżeniu o stosunek z nieletnią.
Po drugie, dotarła do ludzi bezpośrednio zaangażowanych w sprawę - policjanci, którzy aresztowali Polańskiego, mówią, że sprawiał wrażenie człowieka niemającego poczucia, że zrobił coś nagannego. Szczególnie ważna jest obecność przed kamerą prokuratora Rogera J. Gunsona (mówi, że rozumie ucieczkę reżysera do Francji!) i prawnika Polańskiego - Douga Daltona. Na to, że ani Polański, ani matka Samanthy wypowiedzieć się nie chcieli, Zenovich nie mogła przecież nic poradzić.
Po trzecie, Zenovich zawsze dopuszcza do głosu obie strony będące w sporze, zestawia obok siebie argumenty za i przeciw. Gdy ktoś podaje w wątpliwość postawę matki Samanthy, za chwilę oglądamy Samanthę mówiącą: - Dajcie spokój mojej mamusi.
Po czwarte, Zenovich słusznie zwraca uwagę na to, jak różnie odbierają Polańskiego Europejczycy i Amerykanie - dla pierwszych to ofiara Holocaustu (jego matka zginęła w obozie, on był w getcie) i traumy po zamordowaniu jego żony Sharon Tate przez bandę Mansona, dla drugich to "bezczelny karzeł z Europy, który nie akceptuje naszych reguł moralnych, sądząc, że wszystko mu wolno".
Po piąte, w tym dokumencie wyłazi jak na dłoni bezsens amerykańskiego prawodawstwa: oto po zawarciu ugody przez sędziego, prokuratora i adwokata pierwszy z nich ma inny od pozostałych pogląd na temat tego, co ustalili. Co więcej, sędzia decyduje się na zwołanie konferencji prasowej na temat sprawy, która nie została rozstrzygnięta!
Po szóste, film Zenovich daje wyobrażenie o rozmiarach nagonki medialnej, jakiej ofiarą padł Polański. Jako znakomita klamra służy tu wywiad telewizyjny, w którym, zmieniając się na chwilę rolami, to Polański pyta dziennikarza, czy chce on rozmawiać wyłącznie o seksie z 13-latką, czy zdaniem tamtego w jego życiu i karierze naprawdę nie ma niczego innego godnego uwagi widzów.
Chwaląc film Zenovich z roku 2008, nie mogę jednak nie zauważyć, że trafia on do nas mocno spóźniony. Ale wiadomo, dlaczego w końcu trafia - za sprawą wydarzeń z 26 września 2009 r., kiedy to Polański wybrał się na festiwal do Zurychu, gdzie miano go uhonorować za całokształt dokonań, i na tamtejszym lotnisku zaaresztowała go policja.
Czy w tej sytuacji Zenovich mogła przestać zajmować się Polańskim czekającym teraz na ekstradycję do USA? Nie, ona przygotowuje dalszy ciąg swego dokumentu.