http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Flaubert muskularny

Juliusz Kurkiewicz
2009-11-10, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 23:34

"Trzy baśnie" to najbardziej tajemnicze spośród arcydzieł Flauberta. Właśnie doczekały się nowego tłumaczenia, które zdjęło z nich patynę

Gustaw Flaubert
Fot. Anonyme Roger-Viollet
Gustaw Flaubert
"Trzy baśnie", Gustave Flaubert
przeł. Renata Lis i Jarosław Marek Rymkiewicz

Sic!, Warszawa

Flaubert uważał swą biografię za nieistotną. Chciał, by liczyły się tylko jego książki. Gdy przyszpilano go jako pisarza, również nie był zadowolony. Julian Barnes w "Papudze Flauberta" (powieściowej rozprawce o nieuchwytności autora "Pani Bovary") podważał stereotypowy wizerunek mieszkańca wieży z kości słoniowej i jednocześnie realisty. Nie po to, by odmienić ten obraz na przeciwny, ale po to, by pokazać bezzasadność rozróżnień, na których się opierał. Barnes wydobywał i rozwiązywał (przy pomocy autokomentarzy autora "Szkoły uczuć") uderzający paradoks Flauberta - prawodawcy realizmu i kapłana sztuki - nad którym inni przechodzili do porządku dziennego. "Nie można wyobrazić sobie myśli bez formy, tak samo jak nie można wyobrazić sobie formy bez myśli".

Współczesna opowieść o życiu służącej, rozgrywająca się w rodzinnych stronach Flauberta, średniowieczna historia świętego Juliana Szpitalnika, królewskiego syna i żądnego krwi myśliwego, który przez przypadek zabił swych rodziców, a potem odpokutował zbrodnię przez ascezę i służbę ubogim, oraz biblijny epizod z Herodem, Herodiadą, tańcem Salome i obciętą głową Jana Chrzciciela, zostały wydane pod jedną okładką. "Czyste serce" napisał autor "Pani Bovary" (główna bohaterka nosi imię pokojówki jego najsłynniejszej bohaterki), "Legendę o świętym Julianie Szpitalniku" - autor "Kuszenia świętego Antoniego", a "Herodiadę" - autor "Salambo". A wszyscy oni to oczywiście ten sam pisarz.

"Trzy baśnie", od razu zamierzone jako książkowa całość, były jego ostatnią w pełni ukończoną książką. I jedyną, która spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem ukochanego wroga - francuskiego mieszczaństwa dostrzegającego w niej oznaki pogodzenia z rzeczywistością, a nawet religijnego nawrócenia. Książka miała także zadowolić George Sand, która usiłowała namówić Flauberta, by stał się moralizatorem (w chwili jej wydania pisarka już nie żyła). Tymczasem to jego najbardziej ryzykowny utwór, łączący nie tylko trzy różne epoki, które Flaubert dotąd odwiedzał oddzielnie, ale też sprzeczne konwencje literackie, a nawet światopoglądy. Człowiek zafascynowany religią, agnostyk, ateista, libertyn, czytelnik de Sade'a i Pascala - w "Trzech baśniach" znajdziemy potwierdzenie, że Flaubert był każdym z nich. Pisarz przygląda się kołom zamachowym ludzkiej psychiki: miłości, pożądaniu, ambicji, nienawiści, okrucieństwu, głupocie, pokazuje ich grę. Ten szczupły (niewiele ponad 100 stron) zbiór nosi znamiona książki totalnej - wyrażającej całość ludzkiego doświadczenia we wszystkich literackich językach jednocześnie.

Na uczcie z okazji narodzin Juliana "dla zabawy z pasztetu wyskoczył karzeł" - pisze Flaubert, łowca konkretu. W upiornym, zatęchłym, zapadającym się domu, w którym służąca mieszka samotnie jeszcze wiele lat po śmierci swej pani, stoi wypchana papuga. "Choć nie były to zwłoki; ruszały się tam robaki; jedno ze skrzydeł było złamane, kłaki wychodziły z brzucha" - napomyka Flaubert naturalista. Nad kołyską chłopca pali się lampka w kształcie gołębia - to z kolei Flaubert symbolista. Całość oplata sieć autobiograficznych aluzji (choć Flaubert był przeciwnikiem takiej subiektywności) i intertekstualnych odniesień.

Proust porównał prozę Flauberta do "ruchomego chodnika, przesuwającego się jednostajnie, monotonnie, posępnie, nieskończenie". W "Czystym sercu" Flaubert w sposób najpełniejszy wyraził swój pogląd na życie, które nie jest duchowym wzrostem, ale przepływem bez celu, nieustanną stratą. Swą niepiśmienną bohaterkę pozbawił po kolei wszystkiego, co miało dla niej wartość: narzeczonego, siostrzeńca, wychowanki, podarowanej przez sąsiadów papugi, niewdzięcznej chlebodawczyni, do której była po zwierzęcemu przywiązana, a na koniec samego życia. Ukochana papuga, którą służąca kazała wypchać i do której modliła się, kojarząc ją z Duchem Świętym, ukazała się jej raz jeszcze już po śmierci. Raczej nie jako znak religijnej nadziei. Może jako głos samego pisarza, wyznawcy "religii rozpaczy", nieoferującego jej zbawienia, ale możliwość przeżywania utraty ciągle od nowa.

Jedną ze strat Félicité była śmierć córki jej chlebodawczyni. W klasztorze, w którym choruje oddana tam na wychowanie dziewczynka, zakonnica oznajmia zaniepokojonej służącej, że jest już po wszystkim. Virginia "właśnie się skończyła". Tak jest w nowym przekładzie Jarosława Marka Rymkiewicza, bo u Juliana Rogozińskiego w tym miejscu pojawia się eufemizm - dziewczynka "dopiero co powiększyła grono aniołków". W nowym przekładzie Flaubert przemawia językiem współczesnym, pozbawionym stylistycznych ornamentów, pełnym zaskakujących dysonansów. Efekt jest mniej więcej taki jak po renowacji fresków w Kaplicy Sykstyńskiej, gdy zdjęcie patyny ukazało oczom zakłopotanych widzów ostre barwy. Niezgodna z zamierzeniami pisarza, zmitologizowana elegancja stylu Flauberta zostaje poświęcona na rzecz mowy "muskularnej" i "męskiej", która, jak twierdził Proust, nie miała ani opowiadać rzeczywistości, ani stanowić celu samego w sobie, ale tworzyć "wizję".

Pod tym terminem nie kryje się ani odwzorowanie realnego świata, ani jego zaprzeczenie. Tajemnicę wyjaśnia po części metoda pisarska Flauberta, który poprzedzał pisanie podróżami dokumentacyjnymi i rozległymi lekturami, by potem z łatwością rozstać się ze zdobytymi w ten sposób okruchami rzeczywistości, wykoślawić je, poświęcić dla rytmu i brzmienia następujących po sobie zdań. "Trzy baśnie" pozwalają dotknąć istoty literatury - życia zapośredniczonego, przeniesionego w inną przestrzeń, odsuniętego, odrealnionego, ale też jakby bardziej rzeczywistego niż życie przeżywane, dającego możliwość empatycznej kontemplacji i poznania.

W nowym, świetnym przekładzie wątpliwy jest tytuł całości. Choć "Trzy baśnie" rzeczywiście są jednym z możliwych odpowiedników francuskiego "Trois contes", wolę wcześniejszą, bardziej neutralną wersję - "Trzy opowieści". Nowy tytuł zwraca wprawdzie uwagę na wizyjny charakter sztuki pisarskiej Flauberta i, jak chcą autorzy przekładu, na "widmowość istnienia", której ujawnienie ma być jej sednem, ale niepotrzebnie stawia kropkę nad i, przyszpilając pisarza tam, gdzie on wolałby pozostać nieuchwytny. Ucieczka Flauberta przed wszystkimi etykietkami nie wynikała z asekuranctwa, ale z wiary w literaturę, w to, że może wyrazić wielokształtność życia, jego tajemnicę.

"Nie pijak pisze biesiadne piosenki. Ale i nie abstynent. Najlepiej ujął sprawę, gdy stwierdził, że pisarz musi zanurzyć się w życiu jak w morzu, ale tylko po pępek" - napisał Julian Barnes. Choć Flaubert widział siebie jako chrześcijańskiego Boga powieści - niewidzialnego, ale wszechobecnego - chyba bardziej przypomina pogańskiego Hermesa, posłańca, którego głównym zadaniem jest zapośredniczenie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':