http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szwedzkie tajemnice

Jacek Szczerba
2009-11-07, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 23:40

Film "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" nie mógł nie powstać i nie mógł nie odnieść sukcesu. Jest przecież ekranizacją pierwszej części trylogii Szweda Stiega Larssona, którą kupiło już na świecie 21 mln ludzi.

Nawet gdyby reżyser Niels Arden Oplev zepsuł materiał literacki, na którym się oparł, to i tak ludzie poszliby do kina porównać wersję filmową ze swoim jej wyobrażeniem powstałym podczas lektury. Ale on na szczęście tej ekranizacji nie zepsuł.

Może dlatego, że powieść została napisana tak prostym językiem, z położeniem nacisku na zachowania, a nie przemyślenia postaci, że scenariusz dało się sporządzić za pomocą nożyczek, tzn. wycinając z tekstu te opisy sytuacji i dialogi, bez których ta historia, by pozostać spójna, nie może się obejść. Problem tylko w tym, że książka ma 630 stron, a film dwie i pół godziny, co oznacza nieuchronne uproszczenia. Ten materiał bardziej nadaje się na serial.

Co tu się dzieje? Dziennikarz śledczy Mikael Blomkvist szuka Harriet - wnuczki brata 82-letniego Henrika Vangera, emerytowanego szefa jednego z największych szwedzkich koncernów. A może raczej jej mordercy, gdyż Vanger sądzi, że Harriet we wrześniu 1966 r. zgładził ktoś z rodziny (teraz jest rok 2003). 22 września 1966 r. na będącej "królestwem Vangerów" wysepce Hedeby na północy Szwecji Harriet była widziana po raz ostatni - przyglądała się lokalnemu przemarszowi przebierańców. Wtedy też doszło tam do wypadku cysterny z olejem opałowym, co z powodu akcji ratunkowej na chwilę odcięło wysepkę od świata - nie można się było z niej wydostać. A mimo to Harriet zniknęła.

Henrik Vanger zarządził potem drobiazgowe poszukiwania, ale ciała wnuczki jego brata nigdy nie odnaleziono. Blomkvist, po latach, prowadzi więc sprawę przypominającą klasyczną dla literatury kryminalnej formułę - zbrodni w pokoju zamkniętym od wewnątrz. Pomaga mu w tym Lisbeth Salander - hakerka i specjalistka od researchu, umiejąca znaleźć haki na każdego.

Ci, którzy znają powieść, z łatwością dostrzegą, co z niej w filmie wypadło. To, że Blomkvist poza śledztwem ma też napisać historię rodu Vangerów i że romansuje z jedną z kobiet doń należących. To, że jeśli Blomkvist dobrze się spisze, dostanie od Vangera papiery na innego krezusa - Hansa-Erika Wennerströma, z którym właśnie przegrał proces o zniesławienie. W filmie zbladła mocno postać Eriki Berger, zamężnej kochanki Blomkvista, naczelnej miesięcznika "Millennium", w którym tenże pracuje. Są za to przebitki tyczące dzieciństwa Salander i jej radzieckiego ojca, pochodzące już z następnego tomu trylogii.

Drugim powodem, dla którego film się udał, jest zapewne trafny dobór aktorów grających Blomkvista i Salander, postaci ciekawe i skomplikowane, za którymi chce się podążać. Michael Nyqvist jest niby przystojny, ale trochę abnegat, wcale nie goguś. Noomi Rapace jest niby niebrzydka, ale alienacja i bunt czynią ją odpychającą, nie tylko w kwestii wyglądu zewnętrznego. Czy oboje podają kwestie w sposób naturalny, nie jestem w stanie osądzić. Mówią wszak po szwedzku, a jest to język tak "twardy", że z wychwyceniem w nim emocjonalnych niuansów miałem problem nawet podczas oglądania niektórych arcydzieł Ingmara Bergmana.



Jakie są słabości ekranizacji "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"? Ten film chwilami nie opowiada historii Blomkvista i Salander, lecz ją streszcza, tzn. posługuje się scenami, które tylko przekazują widzowi jakąś niezbędną informację albo pokazują stan jakiejś osoby, np. jej gniew. Nie ma w nich zaskoczeń, skoków napięcia albo zmian w relacjach między postaciami. Ale im dalej w film, tym jest z tym lepiej. Powoli dochodzi do głosu skomplikowane "dzianie się". Czasem jest ono hołdem dla klasyki filmowej - moment, w którym Blomkvist przegląda materiał fotograficzny z przemarszu przebierańców z roku 1966, to przecież ukłon w stronę "Powiększenia" Antonioniego. Skądinąd filmu z roku 1966.

Jednak klimat "Millennium" najlepiej oddaje wnętrze mieszkania, w którym adwokat Bjurmann, opiekun prawny Salander, gwałci swą podopieczną. Sposób rozlokowania sprzętów, które znajdują się w jego sypialni, kolor tamtejszych ścian - to doskonałe odwzorowanie złych emocji.

Ten film jest koprodukcją skandynawsko-niemiecką. Prawa do ekranizacji kupiono zresztą, zanim jeszcze powieść osiągnęła światowy sukces, więc za nie nie przepłacono. Za światową dystrybucję "Millennium" nie odpowiada chyba żadne wielkie hollywoodzkie studio. Może więc Amerykanie zdecydują się na remake? To wydaje się możliwe, zwłaszcza jeśli pamiętać, że powstała niedawno brytyjska wersja przygód szwedzkiego komisarza Kurta Wallandera.

18 września odbyła się w Szwecji premiera drugiej części filmowego "Millennium" - "Dziewczyna, która igrała z ogniem". Nakręcił ją inny reżyser - Daniel Alfredson. Czyżby była odmienna od pierwszej?

"Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", reż. Niels Arden Oplev, Szwecja-Dania-Niemcy, 2009

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 36 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':