http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Spór o ściąganie z internetu

rozmawiał Tomasz Grynkiewicz
2009-11-07, ostatnia aktualizacja 2009-11-07 14:21

Rozmowa z Jarosławem Lipszycem, prezesem fundacji Nowoczesna Polska, działaczem na rzecz wolnej kultury

Jarosław Lipszyc
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Jarosław Lipszyc

Wiele serwisów oferujących usługi dzielenia się plikami uprawia jawną paserkę - komentuje Jarosław Śliżewski, szef Wyborcza.pl



Tydzień temu policja zatrzymała właścicieli portalu Odsiebie.com, na którym internauci mogli zamieszczać różne pliki i ściągać je od siebie nawzajem za darmo. Według policji znaczna część filmów, muzyki i programów wrzucana była nielegalnie. Serwis zniknął z sieci, a właścicielom - 21-letni student z Wrocławia i jego ojciec - postawiono zarzuty paserstwa i pomocnictwa w nielegalnym rozpowszechnianiu filmów, nagrań i oprogramowania. Ich obrońca je odrzuca.

Odsiebie.com może przejść do historii polskiej sieci jako odpowiednik Pirate Bay, którego właścicieli szwedzki sąd skazał w kwietniu na rok więzienia i prawie 4 mln dol. odszkodowania (odwołali się od wyroku). Sam twórca Odsiebie.com odmawia komentarza.

Według art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną odpowiedzialność za udostępnianie plików ponosi użytkownik, a nie administrator serwisu. Na ten przepis powołują się obrońcy serwisów umożliwiających wymianę plików. Prokuratura przejęła dane wielu użytkowników Odsiebie.com. Czy będzie ścigać również ich, a nie tylko właścicieli serwisu - na razie nie wiadomo.

Tomasz Grynkiewicz: Policja pierwszy raz zamyka serwis, gdzie internauci mogli się wymieniać plikami. Ale wszyscy mają świadomość, że nic się nie zmieni.

Jarosław Lipszyc*: Bo prawo autorskie jest dziś martwe. Nie cieszy się żadnym szacunkiem. Według badań 87 proc. internautów ani go nie ceni, ani nie rozumie. Społeczeństwo nie ma poczucia, że to prawo odpowiada na jego potrzeby i działa w interesie społecznym. Z kolei wielki przemysł medialny sądzi, że obecne prawo nie zabezpiecza jego interesów. A powinno być dokładnie odwrotnie.

Biznes mówi o internautach: złodzieje.

- Biznes nie chce też przyjąć do wiadomości, że do internetu ludzie przenieśli swoje naturalne aktywności kulturowe. Kiedy internauci masowo kopiują zdjęcia i zamieszczają na Naszej-klasie, to z punktu widzenia społecznego nie robią nic innego, jak my kilkanaście lat temu, wycinając fotosy z kolorowych czasopism i wklejając do pamiętnika. Umieszczając piosenkę na YouTube czy na Facebooku, wtykamy słuchawki do walkmana i mówimy znajomemu: posłuchaj.

Byłoby absurdem sądzić, że społeczeństwo tych potrzeb nie przeniesie do przestrzeni elektronicznej albo je porzuci. Nigdy tego nie zrobi. A biznes, dopóki tego nie zrozumie, wciąż będzie na kursie kolizyjnym z użytkownikami kultury.

Zapomina się też, że prawo autorskie dotyczy nie tylko wydawców i wynagradzania autorów komercyjnych, lecz całej kultury i komunikacji między ludźmi. Kiedyś byliśmy biernymi odbiorcami, dziś mamy takie narzędzia, że twórcą jest de facto każdy. Na Naszej-klasie dodajemy około miliona zdjęć dziennie. To oznacza, że mamy w kraju kilkanaście milionów twórców. A prawo ani system stworzony przez takie organizacje, jak ZAiKS czy ZPAV, jako twórców ich nie postrzega, praktycznie wykluczając.

Pomysły są takie, by internautów ścigać albo odcinać od sieci. Albo jeszcze zawężać to, komu mogę pożyczyć książkę czy płytę.

- W społeczeństwie informacyjnym, odcinając kogoś od sieci, wykluczamy go z życia społecznego. To niedopuszczalne. Zaostrzając przepisy, zwiększymy jedynie przepaść między prawem a społeczeństwem. Wygenerujemy pokolenie kozłów ofiarnych, których będzie można skazać w pokazowym procesie, wtrącić do więzienia, doprowadzić do bankructwa, odciąć całe rodziny od internetu. W niczym to nie polepszy sytuacji przemysłu rozrywkowo-medialnego, który i tak musi się zmierzyć z digitalizacją i przejść na inne modele biznesowe. To ślepa uliczka.

Prawo autorskie mamy takie, że każdy, kto używa komputera, kiedyś je złamał. Wystarczy zajrzeć do dysku dowolnego komputera, a paragraf się znajdzie. W efekcie każdy jest przestępcą, nie zna tylko dnia ni godziny. To absurd.

Recepta?

- Dać ludziom więcej praw, poszerzyć dozwolony użytek osobisty. Napiszmy wprost: legalizujemy każde niekomercyjne wykorzystanie kultury, czy to zamieszczenia zdjęcia w profilu na Naszej-klasie, czy piosenki na Facebooku. Warto wrócić do pomysłu opłaty abonamentowej, na kształt abonamentu radiowo-telewizyjnego. Sądzę, że społeczna akceptacja takiego rozwiązania, w zamian za zdjęcie odium przestępcy, byłaby dość wysoka. Skuteczniej za to ścigajmy naruszających prawo dla osiągnięcia zysku finansowego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

101 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne