- No i zespół Pustki znowu zrobił coś, czego nikt się po nim nie spodziewał. Nawet my sami się tego nie spodziewaliśmy. Mamy nową płytę - piszą we wkładce do albumu "Kalambury" muzycy tej warszawskiej grupy.
Faktycznie, to może być zaskoczenie. Muzycznie "Kalambury" to znakomita odpowiedź na pytanie, dlaczego Pustki uważane są dziś za jeden z najoryginalniejszych polskich zespołów (zwłaszcza po ubiegłorocznym albumie "Koniec kryzysu").
Współczesny niezależny
rock swobodnie przeplata się tu z avant popem i post rockiem. Pustki potrafią oczarować delikatnym klimatem i zaatakować jazgotem gitar. Równie przekonująco niepokoją zimnofalowym chłodem, jak i urzekają dyskretną melancholią (w kreowaniu nieco dusznej atmosfery w kilku piosenkach gościnnie wspomaga ich dwoje idealnych do tego zadania wokalistów - Katarzyna Nosowska i Artur Rojek). Przeplatają kojące ballady porywającymi refrenami. Ich muzyczne inspiracje rozciągają się gdzieś od nerwowego grania Radiohead po fantastycznie operujących nastrojami wykonawców skandynawskich w rodzaju Mum czy Stiny Nordenstam. Nie ma jednak mowy o bezpośrednich nawiązaniach - Pustki dopracowały się własnej, oryginalnej formuły, czego dowodem komplementy, jakich podczas niedawnej wizyty w Polsce nie szczędził im Jonathan Poneman, szef legendarnej amerykańskiej wytwórni płytowej Sub Pop.
Jednak o tym, że Pustki grać potrafią, wiadomo nie od dziś. Na "Kalamburach" może nawet ciekawsze niż
muzyka są teksty. A właściwie - wiersze. Bo to utwory zaczerpnięte z twórczości m.in. Tuwima, Leśmiana, Słonimskiego. I to jest największa niespodzianka. - Z poezją byliśmy związani od początku - tłumaczą muzycy. - Występując na imprezach poetyckich, ilustrując muzyką festiwale literackie, komponując do teatru czy słuchowisk radiowych. Okazało się, że mamy wiele pomysłów, które nigdy nie zamieniły się w piosenki jedynie dlatego, że brakowało do nich tekstu.
Brzmi to dość prosto. Ale efektom pracy, jaką na "Kalamburach" wykonały Pustki z tekstami poetów, do banalności daleko. Faktycznie jest tu kilka piosenek, które były w repertuarze grupy już wcześniej i trafiły na rozmaite składanki. Jest kapitalny utwór tytułowy skomponowany do wiersza Władysława Broniewskiego. Oryginalnie - na płycie "Broniewski" - śpiewany przez Muńka Staszczyka, także w wykonaniu samych Pustek nie traci zadziorności i przebojowości. "Wesoły jestem" oraz "Jakże ja się uspokoję" przygotowane na potrzeby projektu "Wyspiański wyzwala" to lekko neurotyczne muzyczne perełki świetnie korespondujące z tekstami młodopolskiego poety. Ale imponują też utwory nowe. "Trawo, trawo do kolan/Podnieś mi się do czoła/żeby myślom nie było/ani mnie, ani pola" - zaczynają Pustki Tuwimem, a kompozycja fantastycznie splata się z poetyckim pulsem wiersza. "Znój się, w ciele moim znój/miłujących rąk pogłado/coś mi dreszcz piększyła mój/Przodując zadumą bladą - mnożą się neologizmy Leśmiana, a ich gęste brzmienie pasuje do narastającej, dramatycznej kompozycji tak, jakby to tekst powstał specjalnie do tej melodii. Pustki osiągają ten efekt niezwykłej jedności tekstu i muzyki w każdym utworze z "Kalamburów" - nieważne, czy to pełen napięcia "Notes" Słonimskiego, czy też dynamiczny, wręcz żartobliwy i odstający od klimatu reszty płyty "Pożałuj mnie" Danuty Wawiłow.
Trzeba dodać, że w zmaganiach z polską poezją Pustki mają dziś zaskakująco wielu wspólników. W tym samym tygodniu premierę ma także inna płyta, na której reprezentanci najróżniejszych stylów i gatunków mierzą się z wierszami Zbigniewa Herberta. Na longplayu "Herbert", którego pomysłodawcą i kompozytorem jest znany z VooVoo Karim Martusewicz, usłyszeć można Gabę Kulkę, Muńka Staszczyka, Adama Nowaka z Raz Dwa Trzy oraz Sebastiana Karpiela-Bułeckę z Zakopowera. Na album trafiły najsłynniejsze, ale też i nie zawsze łatwe do zaśpiewania utwory Herberta, w tym kilka wierszy z cyklu o Panu Cogito.
Obie te płyty łatwo postrzegać jako kulminację trendu. Przecież ledwie kilka tygodni temu ukazały się firmowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego album "Gajcy" (tu wiersze poety śpiewają między innymi Kazik, Pogodno, Dezerter i Lech Janerka) oraz "Poeci" - hiphopowy album, na którym po wiersze Asnyka, Tuwima, Lechonia, Gałczyńskiego, a nawet Mickiewicza sięgnęli nasi raperzy. Wcześniej były wspomniane już "Wyspiański wyzwala" (z udziałem Stanisława Sojki, Noviki, grupy Made In Poland) i "Broniewski" (tu zaśpiewali Marcin Świetlicki, Eldo i
Pidżama Porno). Teksty, które wyszły spod ręki poety Mirona Białoszewskiego - choć tym razem nie poetyckie - zilustrował też niedawno muzyką Mateusz Pospieszalski na płycie "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego". Całe płyty z poezją służącą za teksty piosenek wydawali swego czasu wokaliści tak różni, jak Maria Sadowska (zaśpiewała wiersze Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej) oraz Tomasz Budzyński (z zespołem Trupia Czaszka nagrał utwory księdza Baki).
Łatwo uznać te projekty wokalistów za dowód na kryzys polskiego tekstu i wpisać w szerszy trend, którego efektem są również albumy w pełni lub dużej części coverami polskich piosenek sprzed kilku dekad (mają je w dyskografii artyści kalibru Katarzyny Nosowskiej, Kazika czy Maćka Maleńczuka). Faktycznie trudno dziś o mistrzów tekstu na miarę Agnieszki Osieckiej czy Wojciecha Młynarskiego, jednak nawet najlepszy tekst to jeszcze nie zawsze poezja. Głód dobrze napisanych słów (zwłaszcza po okresie dominacji liryki a la Feel czy Doda) to jedno, ale swoisty
recykling polskiej poezji, jaki dokonuje się na naszych oczach, ma głębsze dno. To powrót do mocno zakorzenionej u nas tęsknoty za jednością muzyki i tekstu, za czymś więcej niż banalny przebój pop - wystarczy przypomnieć eksperymenty Niemena z utworami Norwida, Asnyka i Przerwy-Tetmajera czy Grechutę śpiewającego z zespołem Anawa Gałczyńskiego, Tuwima, Przybosia i Mickiewicza.
Może trudno dziś oczekiwać dzieł na miarę "Enigmatic" czy "Korowodu", ale przynajmniej jest szansa, aby zrehabilitować i przewartościować mało poważane wśród masowej publiczności pojęcie "poezji śpiewanej".