http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

MyStage, czyli MySpace na żywo

Przemysław Gulda, Nowy Jork
2009-10-26, ostatnia aktualizacja 2009-10-25 17:39

Kryzys się nie ima alternatywnej sceny muzycznej - to wniosek z tegorocznej edycji nowojorskiego festiwalu CMJ

Przez cały ubiegły tydzień w Nowym Jorku trwał College Music Journal Music Marathon And Film Festival, jedna z najważniejszych w świecie (obok europejskiego PopKommu) imprez promujących młodą muzykę alternatywną. To miejski festiwal, podczas którego zespoły występują we wszystkich praktycznie rockowych klubach dolnego Manhattanu i Brooklynu. W tym roku było ich ponad 1,1 tys. Reprezentowały najróżniejsze gatunki alternatywnego grania: od klasycznego indie-rocka przez punk, aż do metalu i hip-hopu. Uzupełnieniem koncertów były projekcje filmów muzycznych oraz panele dyskusyjne dla wydawców, organizatorów koncertów i dziennikarzy.

Uczestniczenie w tym festiwalu jest jak surfowanie po muzycznej części serwisu MySpace - w programie nie ma znanych gwiazd (headlinerami tegorocznej edycji były zespoły Atlas Sound i Broadcast), z klubu do klubu przechodzi się jak w internecie ze strony na stronę, żeby oglądać kolejne nieznane zespoły. Można trafić zarówno na występy grup, które za chwilę zdobędą wielką sławę, jak i takich, o których nikt już nigdy nie usłyszy. Wśród tych pierwszych wymienia się w tym roku brytyjską formację The Xx czy The Temper Trap - australijską odpowiedź na Coldplay.

Na festiwalu widoczny był wpływ zespołu Animal Collective i jego specyficznego, psychodelicznego, eksperymentalnego popu na scenę alternatywną, a także rosnąca popularność zespołów posługujących się uproszczonymi do granic możliwości środkami (jak np. duet Jeff The Brotherhood, którego instrumentarium to trzy bębny i trzystrunowa gitara, albo grupa Freelance Whales jako główny instrument rytmiczny wykorzystująca konewkę).

Tegoroczny festiwal pokazał przede wszystkim, że alternatywna scena muzyczna nic sobie nie robi z kryzysu. Świadczy o tym rekordowa liczba biorących udział w imprezie zespołów i klubów, a także dziennikarzy i zwykłych widzów. Małe wytwórnie, tworzące słynny "długi ogon" współczesnej kultury, o wiele lepiej niż fonograficzni giganci potrafiły przystosować się do sytuacji na rynku: z powodzeniem wykorzystują internet, a swoje zespoły promują na koncertach, podczas których sprzedają płyty, koszulki i gadżety.

To niejedyny dowód na przewartościowanie na muzycznej scenie i kres dominacji dużych firm. Coraz większą rolę w promowaniu i informowaniu o muzyce oraz kreowaniu muzycznych gustów odgrywają internetowe blogi, portale informacyjne i rozgłośnie radiowe. Organizatorzy potwierdzili ich znaczenie, zapraszając tworzących je dziennikarzy do przygotowywania festiwalowych koncertów. Efekt okazał się znakomity - jedne z najciekawszych imprez na tegorocznych CMJ firmowane były przez popularny nowojorski blog muzyczny Brooklyn Vegan.

Okazję do promocji muzyki wykorzystują także poszczególne państwa. Jak co roku świetnie przygotowała się do festiwalu Nowa Zelandia - w Nowym Jorku głośno było o zespołach z tego kraju (np. Bang Bang Eche, Surf City czy Die! Die! Die!), dużą imprezę promocyjną przygotowała Szwecja, sporą reprezentację wysłały Włochy. Szkoda, że w którymś z dużych klubów nie odbył się w ramach festiwalu Polish Showcase - nie brakuje przecież na rodzimej scenie zespołów, które w formule CMJ zmieściłyby się idealnie i mogłyby z powodzeniem zaistnieć na amerykańskim alternatywnym rynku muzycznym.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':