- To znakomita okazja, aby przenieść imprezkę poza stadion - mówi o przedsięwzięciu menedżer zespołu Paul McGuiness. - U2 już od dawna myślało o czymś takim. Fani często przybywali z daleka, aby zobaczyć występ U2. Teraz to U2 przyjdzie do nich.
Transmisja koncertu, który odbędzie się na stadionie Rose Bowl w Pasadenie w ramach kończącej się właśnie trasy "360
o Tour", będzie pierwszym zakrojonym na taką skalę przedsięwzięciem w historii YouTube. Serwis, na którym można udostępniać zarówno własne nagrania
wideo, jak i teledyski, fragmenty programów telewizyjnych czy filmów, już wcześniej eksperymentował z prezentowaniem muzyki na żywo. Były to jednak krótkie studyjne realizacje koncertowe - YouTube nigdy nie przeprowadziło transmisji pełnego występu gwiazdy formatu U2 grającej na stadionie dla kilkudziesięciu tysięcy osób. Na dodatek w czasie koncertu internauci będą mogli komentować wydarzenia na scenie za pośrednictwem specjalnego czatu, a także dokonywać wpłat na kierowaną przez wokalistę Bono charytatywną organizację (red), zajmującą się zwalczaniem chorób - np. AIDS i malarii - które wyniszczają Afrykę.
Zarówno sam zespół, jak i serwis internetowy promując koncert mówią o transmisji dostępnej dla fanów na całym świecie. To nie do końca prawda. Występ w Pasadenie będą mogli obejrzeć internauci tylko w 16 krajach: Australii, Brazylii, Kanadzie, Francji, Indiach, Irlandii, Izraelu, Włochach, Japonii, Meksyku, Holandii, Nowej Zelandii, Korei Południowej, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i
USA. Wejścia na podstronę, na której prezentowana będzie transmisja z komputerów podłączonych do sieci w innych państwach, będą automatycznie blokowane. Dotyczy to także Polski.
W oficjalnych materiałach promocyjnych i wypowiedziach zespół nie wyjaśnia, dlaczego zdecydował się na ograniczenie dostępu do transmisji. Najprawdopodobniej jednak wytłumaczenie jest banalne i ma czysto techniczną motywację - nawet przy takim drastycznym zawężeniu dostępu YouTube spodziewa się, że koncert w tej samej chwili będą próbowały obejrzeć miliony fanów. - Jesteśmy gotowi do obsługi tego wydarzenia - zapewniają pracownicy serwisu, ale z ich wypowiedzi przebija jednak niepewność, czy pod względem technicznym wszystko pójdzie jak trzeba. Skoro nie ma stuprocentowej pewności, jak zachowają się serwery YouTube podczas jednoczesnych wejść z zaledwie 16 krajów, łatwo wyobrazić sobie, co działoby się, gdyby koncert faktycznie był dostępny na całym świecie.
Mimo blokady najbardziej zdeterminowani polscy fani nie zamierzają rezygnować z obejrzenia koncertu. Na forach internauci wymieniają się uwagami, jak obejść zastosowane przez YouTube ograniczenia. Najprostszą sugerowaną metodą jest skorzystanie z serwera proxy - za jego pośrednictwem można skutecznie ukryć w sieci numer IP naszego komputera informujące o kraju, z którego surfujemy. Serwery proxy dają też możliwość nadania fałszywego IP - na przykład amerykańskiego lub brytyjskiego. Czy to wystarczy, aby obejrzeć na żywo Bono i jego kolegów? Okaże się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Zespół wychodzi na scenę o 4.30 polskiego czasu.