W finale "Dziewczyny, która igrała z ogniem", drugiej części trylogii, byliśmy świadkami tego, jak czterdziestoparoletni dziennikarz Mikael Blomkvist przychodzi z pomocą dwudziestoparoletniej hakerce Lisbeth Salander zmagającej się ze swym straszliwym ojcem - rosyjskim agentem Aleksandrem Zalachenką - oraz przyrodnim bratem, nieczułym na ból olbrzymem Ronaldem Niedermannem. Tam Salander była podejrzana o zabójstwo dwójki dziennikarzy (trąbiły o tym wszystkie media), którzy rozpracowali siatkę przemycającą z Europy Wschodniej ludzi wykorzystywanych w seksbiznesie.
W "Zamku z piasku, który runął" Lisbeth - z kulą w mózgu - trafia do szpitala, w którym dwa pokoje dalej leży jej ojciec. Najpierw on próbował zabić ją (nawet zakopał ją w grobie), potem ona jego - uderzając siekierą w głowę. W scenach szpitalnych jedno zwłaszcza niepokoi czytelników: które z nich pierwsze odzyska siły, by dopaść drugie. Zaletą "Zamku z piasku, który runął" jest właśnie to, że obie strony są aktywne. I dobrzy, i źli prowadzą tu swoje śledztwo. Interesujące jest zwłaszcza to, jak źli przechodzą do kontrataku.
Na okładce tej książki umieszczono informację, że była najlepiej sprzedającą się powieścią 2008 r. w Europie, osiągając nakład ponad 14 mln egzemplarzy. Na czym polega jej fenomen? Skąd wziął się ten szwedzki triumf w kategorii literatury popularnej?
Na pewno "Millennium" pomogła umiejętnie narysowana para bohaterów. Gdy poznają się w "Mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet", Mikael Blomkvist szuka Harriet - siostrzenicy 82-letniego Henrika Vangera, emerytowanego szefa jednego z największych szwedzkich koncernów. A może raczej jej mordercy, gdyż Vanger sądzi, że Harriet w 1966 r. zgładził ktoś z rodziny (teraz jest rok 2003). Lisbeth Salander - hakerka i specjalistka od researchu umiejąca znaleźć coś na każdego - wspiera Blomkvista w tych poszukiwaniach.
Oboje są prawi i oboje są outsiderami. Nie wpisują się w wyścig szczurów, a mimo to umieją korzystać z dobrodziejstw świata, w którym nie zawsze czują się najlepiej. Pewnie wielu z 14 mln czytelników prozy Larssona też by tak chciało.
Blomkvist nie robi dziennikarskiej kariery w wielkim koncernie, ale i tak zgarnia wszelkie możliwe branżowe nagrody, zyskuje medialną popularność. Salander jest wyalienowana, jej życie to ciągła trauma: w dzieciństwie bezprawnie trzymano ją w psychiatryku, jej opiekun prawny ją gwałcił. Jednak silna wola i geniusz komputerowy pozwalają jej się obronić. Lisbeth kradnie przestępcy kolosalną kasę (prawie dwa i pół miliarda dolarów), kupuje w Sztokholmie 21-pokojowe mieszkanie, w którym, co świetnie ją charakteryzuje, urządzone są tylko trzy pokoje. Czasem bywa romantyczna: "Wzięła prysznic, a potem owinięta ręcznikiem kąpielowym siedziała na tarasie i patrzyła na Cieśninę Gibraltarską".
Obie te postaci to uosobienie wolności, i to wszelakiego rodzaju - także seksualnej. Blomkvist sypia z zamężną Eriką Berger, ma też inne kobiety. W "Zamku z piasku, który runął" poznaje kolejną, być może dlań najważniejszą. Salander jest biseksualna: miała romans z Blomkvistem, sypia z przyjaciółką, poza tym łatwo zdobywa partnerów na parę nocy. Co ważne, jakkolwiek zmieniałaby się ich wzajemna relacja, wciąż pozostają przyjaciółmi. Która z tych postaci jest ciekawsza? Salander, bo się w tych trzech tomach zmienia. Opornie, bo opornie, ale jednak.
"Millennium", choć to tylko rozrywka, jest w pewien sposób apoteozą mechanizmów demokratycznych. Widzimy tu, jak w łonie służb specjalnych tworzy się nieformalna grupa pozostająca poza wszelką kontrolą i zimnowojenna z ducha. I co? Zostaje ona zdemaskowana i zlikwidowana. W tej sprawie dogadują się:
policja, dziennikarze i służby specjalne. W trzecim tomie akcja sięga nawet szczebla premiera Szwecji (obecnego i byłego).
Ale to nie tylko triumf prawa. Także elementarnej przyzwoitości. Bo to w demokratycznej Szwecji mamy niszowy miesięcznik "Millennium", w którym pracują uczciwi, nieprzekupni i inteligentni ludzie, wytrwale dochodzący prawdy. Bywają za to zresztą doceniani: szefowa "Millennium" Erika Berger zostaje naczelną wysokonakładowej gazety codziennej.
Kolejną zaletą trylogii Larssona jest sugestywność w przedstawieniu środowisk, wśród których się rozgrywa. Funkcjonowanie redakcji prasowych, specyficzny język środowiska komputerowców - wszystko to jest tu oddane zajmująco i przejrzyście. Chociaż kto wie, może fachowcy od laptopów śmieją się z tego, jak Larsson objaśnia nam włamy do cudzych twardych dysków i grzebanie w czyjejś poczcie internetowej. Mnie w każdym razie podoba się to, że gdy Salander proponuje jednemu z kolegów hakerów zapłatę za pomoc, ten odpowiada dziecinnie: "Ech, daj spokój, to świetna zabawa".
Wszystkie wymienione dotąd przymioty "Millennium" na nic by się jednak zdały, gdyby Larsson nie miał wyjątkowego talentu narracyjnego. On, jako były dziennikarz, pisze po dziennikarsku: szybko i energicznie. Tempo jego książek napędzają ostro cięte dialogi albo zwarta narracja streszczająco-opisująca. To, że całość jest dzielona na krótkie jak fotograficzne migawki rozdziały, też dodaje jej kopa.
Larsson zręcznie radzi sobie z polifonią - mnóstwem wątków i coraz to nowych postaci. Gdy po kilkudziesięciu stronach wraca do jakiejś figury, robi to tak, żebyśmy wiedzieli, kto zacz i czym się trudni.
Nie stosuje żadnych językowych ozdobników. Jego opisy są konkretne - np. kto założył jaką podkoszulkę - nie ma tu metafor ani piętrowych porównań. To sprawia, że jego proza jest w oczywisty sposób filmowa. Tyle że zrobić dwugodzinny film z 700-stronicowego tomu to zadanie karkołomne: fabułę trzeba w scenariuszu uprościć. Ekranizacja "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" pojawi się w polskich kinach 6 listopada. Na razie jedno jest pewne: dobrze dobrano w niej aktorów do głównych ról - Michaela Nyqvista i Noomi Rapace.
Sukcesowi "Millennium" towarzyszy paradoks jego autora. Stieg Larsson (1954-2004) zostawił swoją trylogię w rękopisie. Nie doczekał jej sukcesu. Była z niego trochę odjechana figura - trockista i fan science fiction. Pracował dla agendy ścigającej organizacje o profilu faszystowsko-rasistowskim. Umarł nagle na serce. Niektórzy dopatrywali się w tym czegoś zagadkowego. Gdyby Mikaelowi Blomkvistowi ktoś zaproponował śledztwo w sprawie Larssona, pewnie by się go podjął.
''Zamek z piasku, który runął'', Stieg Larsson, przeł. Alicja Rosenau, Czarna Owca, Warszawa