W niedzielę w Londynie zakończyły się targi Frieze uważane za najważniejsze obok Artbasel targi sztuki współczesnej na świecie. Spędziłam tam kilka godzin w czasie otwarcia. Rano widziałam tłum profesjonalistów: kuratorów sztuki i kolekcjonerów. Wieczorem tłum gości wernisażu, który wbił się w wąskie korytarze pomiędzy stoiskami galerii, zablokował je, a mnie popychał do stoisk, do których wejść nie chciałam oraz do takich, do których chciałam się dostać, ale nie mogłam znaleźć drogi. Ponad sto pięćdziesiąt galerii spotyka się w ogromnym białym namiocie ustawionym przy wejściu do Regents Parku.
Z planem w ręku odnajduję dwie warszawskie galerie: Fundację Galerii Foksal i Raster. Raster jest po raz pierwszy na Frieze, FGF jest niemal co roku od powstania targów w 2003 r. Fundacja Galerii Foksal ma miejsce w samym centrum targów, w sąsiedztwie najlepszych: londyńskiej White Cube, nowojorskich galerii Marian Goodman, Gladstone i Gagosian. Na stoisku Fundacji oglądam m.in. nową rzeźbę Moniki Sosnowskiej, obraz Wilhelma Sasnala i prace Pawła Althamera wykonane wspólnie z grupą artystów nieprofesjonalnych Nowolipie. W galerii Raster m.in. film Zbigniewa Libery z 1987 r. "Jak tresuje się dziewczynki" i jego fotografie z lat 80. oraz obrazy Bujnowskiego, Mateckiego, Rogalskiego.
W czwartek rano zostaje ogłoszony elektryzujący news - film Libery został zakupiony do zbiorów galerii Tate w Londynie. Od 2003 r. Tate, z pomocą finansową fundacji Outset, dokonuje zakupów do kolekcji wprost z targów Frieze. Są to zakupy młodej sztuki, ale w tym roku zadanie postawione przed kuratorami z Tate zostało sformułowane trochę inaczej - chodziło też o wzbogacenie kolekcji o sztukę artystów z regionów, które nie były dotąd w centrum zainteresowania galerii, Europy Środkowo-Wschodniej i Bliskiego Wschodu. Dlatego do zespołu kuratorów z Tate, którzy dokonywali wyboru, zostali zaproszeni Hou Hanru, Chińczyk pracujący obecnie w San Francisco Museum of Art., i Joanna Mytkowska, dyrektorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Drugim polskim zakupem z tej puli jest film Artura Żmijewskiego "Demokracje". Pozostałe to prace Chorwata Davida Maljkovica, Libańczyka Marwana Rechmaoui, Brytyjki Alice Channer i Kanadyjczyka Garetha Moore'a. Mytkowska mówi, że oba polskie zakupy, Żmijewskiego i Libery, były oczywiste dla kuratorów z Tate. Żmijewski jest już bardzo znany. Libera to artysta z tego samego pokolenia co Mirosław Bałka, w kolekcji Tate brakowało tego ważnego i emblematycznego dla sztuki lat 80. filmu.
Natychmiast idę do stoiska galerii Raster. - Bardzo się cieszymy - mówi Michał Kaczyński, który od rana razem z Łukaszem Gorczycą przyjmuje gratulacje od innych galerii - Zbyszek Libera nie jest zbyt dobrze obecny w kolekcjach za granicą. Poza dwoma edycjami pracy "Lego", z których jedna znajduje się w Bonn, a druga w Jewish Museum w Nowym Jorku, jego prac właściwie nie ma w zagranicznych muzeach.
Targi Frieze nie polegają tylko na wymianie handlowej. Organizatorzy zapraszają co roku kilku artystów do wykonania tzw. projektów - dzieł sztuki specjalnie do przestrzeni targów. Jednym z nich miała być w tym roku interwencja Moniki Sosnowskiej. Artystka zaprojektowała model Pałacu Kultury, który miał przewracać się na skraj namiotu, w którym odbywa się Frieze i lekko go przygniatać. Nie udało się, artystka nie była zadowolona z modelu, który dla niej wykonano i odrzuciła go. Jedyna jej interwencja polega więc na tym, że dach namiotu w pewnym miejscu lekko się ugina, co dla osoby niewprowadzonej w tę historie, jest nie do zauważenia. Ale i tak gazeta "The Art Newspaper" w swoim specjalnym targowym wydaniu pisze o tym na pierwszej stronie. Sosnowska jest zbyt ważną artystką, by można było nawet ledwie zauważalny jej gest zbyć milczeniem.
Targi Frieze zbiegają się w tym roku z kilkoma wydarzeniami sezonu polskiej kultury w Wielkiej Brytanii "Polska! Year" organizowanego przez Instytut Adama Mickiewicza. To też jest zauważone przez brytyjską prasę poświęconą sztuce. Pierwszy numer targowej "The Art Newspaper" poświęca całą kolumnę polskim artystom, których w tych dniach można spotkać w Londynie. Gazeta pisze, że tak jak kiedyś w centrum uwagi byli YBA (Young British Artists), tak teraz powinno się uważnie przyglądać temu, co robią YPA (Young Polish Artists), którzy z impetem wchodzą na scenę artystyczną. "Od ciemnej rekonstrukcji bunkra z czasów II wojny światowej Roberta Kuśmirowskiego w Barbican, do wystawy Mirosława Bałki w Hali Turbin w Tate Modern, trudno jest zignorować falę współczesnej polskiej sztuki, która napłynęła do stolicy" pisze "The Art Newspaper". Wśród znaczących wydarzeń gazeta, obok instalacji Kuśmirowskiego i Bałki, wymienia świetną wystawę "Head-wig" o portrecie we współczesnym malarstwie przygotowaną przez artystkę Paulinę Ołowską dla Camden Arts Centre w Londynie.
W Londynie obecna jest też polska architektura. Dwie wystawy w Royal Institute of British Architects, jedna poświęcona najnowszej polskiej architekturze, druga historii wrocławskiego domu towarowego Renoma, już mają oddźwięk w prasie architektonicznej. Miesięcznik "Blueprint" w numerze listopadowym pisze m.in. o projekcie polskiego pawilonu - ażurowego jak ludowa wycinanka - na Expo w Szanghaju w 2010 r.
W tej chwili najbardziej niezwykłą - obok świetnie przyjętego projektu Bałki - polską wystawą w Londynie jest właśnie "Bunkier" Roberta Kuśmirowskiego w Barbican. Barbican to centrum teatralne i muzyczne, ale od kilku lat prowadzi też eksperymentalną przestrzeń sztuki zwaną "The Curve". Jest to półkolisty kanał okalający jedną ze scen koncertowych. Tam właśnie pasożytuje Kuśmirowski. Widziałam go przy pracy. W stroju roboczym, ochlapany cementem i farbą, budował w tym półkolistym korytarzu imitację bunkra z II wojny światowej. Widziałam drezynę, która co jakiś czas ma zostać wprawiona w ruch, cementowy szalunek na ścianach, żelazne piętrowe łóżka, lampy, powielacz, maszynę do pisania, mapy, książki, ciśnieniomierze, puszki niby to z prowiantem, ale żadnej wyraźnej wskazówki co do miejsca, w którym dzieje się akcja. Iluzja jest następująca: wchodzimy do bunkra, przed chwilą opuszczonego. Kto kogo stąd przegnał? To nie jest do końca jasne.
Ten projekt robi ogromne wrażenie, ale myślę, że może wprowadzić pewne zaburzenie w recepcję polskiej sztuki w Londynie. Jest dokładną odwrotnością tego, co zrobił Bałka w Hali Turbin. Wszystko, od czego Bałka chce uciec - skojarzenia z polskością i z wojną - Kuśmirowski właśnie przedstawia. Jego bunkier to stereotyp na temat polskości do dziesiątej potęgi, nasza karykatura. Dla mnie komunikat jest jasny: jeśli ktokolwiek jeszcze siedzi w takim bunkrze, musi natychmiast stamtąd wyjść i postarać się już nigdy więcej tam nie wrócić.
Źródło: Gazeta Wyborcza