Po blisko 10-letniej przygodzie z zespołem Simple Acoustic Trio (obecnie Marcin Wasilewski Trio)
Tomasz Stańko powrócił do współpracy z jazzmanami ze Skandynawii. Tym razem wybrał muzyków młodszego pokolenia. I choć pianista Alexi Tuomarila, gitarzysta Jakob Bro, basista Anders Christensen i bębniarz Olavi Louhivuori nie są już w Europie jazzmanami anonimowymi, podobnie jak w przypadku swych wcześniejszych towarzyszy najpierw ich przeegzaminował. Objechali dziesiątki festiwali, dali setki wspólnych koncertów. Razem z polskim trębaczem weszli w końcu do ECM-owskiego
studia.
Stańko, choć wymienił zespół, stylu już nie zmienia. Zapomnijmy o eksperymentach, jakie robił w latach 80., kiedy zorganizował sobie sesję nagraniową w indyjskim grobowcu Taj Mahal ("Music from the Taj Mahal" z 1980 r.). Zapomnijmy o narkotycznych wizjach i genialnej fuzji free jazzu, jazz-rocka i muzyki elektronicznej z poetyckimi tekstami Witkacego, które znajdziemy na nagraniu "Witkacy - Pejotl" jego nowoczesnego zespołu Freelectronic (1988 r.). Po okresie poszukiwań znalazł styl, w którym czuje się najlepiej.
Stańko jest królem kameralnego i akustycznego jazzu. Mistrzem melancholii i mrocznego klimatu z odrobiną jazzowej furii. - Jazz rodzi się w bólu i dlatego jest piękny. A ja jestem specjalistą od melancholii, bo ona jest częścią mojego życia - tłumaczy artysta. Jak na potwierdzenie tych słów z najnowszej płyty dochodzi nas lekko szeleszczący, przydymiony ton jego trąbki, który snuje liryczne opowieści pełne chłodu i wyrafinowania ("So Nice", "Amsterdam Avenue"). Z niespiesznych fraz co rusz przebija się pojedynczy, przeraźliwy dźwięk. To typowe dla Stańki zawołanie, muzyczne glissando na granicy dźwięku i ludzkiego krzyku.
Muzycy nowej, "skandynawskiej" grupy są już doskonale zgrani z liderem. Tuomarila zachwyca ekspresją i oszczędnością fraz jednocześnie, Bro wyczuciem chwili, Christensen głębokim i nowoczesnym brzmieniem, Louhivuori kapitalnie kontrapunktującym ich grę pulsem. Wszyscy czterej dają kompozycjom Stańki typowy dla północnej muzyki dreszcz emocji i zarazem chłód. Elektryzujący element, którego w nagraniach trębacza nie słyszeliśmy od czasów jego wspaniałej "Litanii" (1997 r.).
"Dark Eyes" jest też hołdem dla niegdysiejszego mistrza Stańki, pianisty i kompozytora Krzysztofa Komedy (w 40. rocznicę śmierci). Stańko przywołuje tu jego dwie mniej znane kompozycje - "Dirge for Europe" i "Etiudę Baletową No. 3". Gra je z duszą, namiętnością i ekspresją, które przypominają jego najlepsze nagrania z nieodżałowanym pianistą.
Kiedy kilka lat temu Stańko został dyrektorem artystycznym nowego festiwalu jazzowego w Bielsku-Białej, złośliwi mówili, że idzie na emeryturę. "Emerytura? Chybabym zwariował. Chcę być czynny i aktywny do samego końca. A kiedy już nie będę miał sił - umrzeć" - odpowiadał trębacz. Najnowszą płytą udowodnił, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Dark Eyes, Tomasz Stańko Quintet, ECM Records, 2009