Roman Pawłowski: Jak pan zareagował na ponowne zablokowanie pańskiego filmu?
Henryk Dederko*:Jak zawsze jestem naiwny i prostoduszny, wierzę w sprawiedliwość. Jeśli nie uda się jej uzyskać w Polsce, to ostatnią instancją jest Trybunał w Strasburgu.
Co trzeba zmienić w polskiej kulturze prawnej, aby artyści nie byli klientami sądów, a ich prace nie były zakazywane?
- Trzeba zmienić paragraf 212 kodeksu karnego, który przewiduje karę za pomówienie. Wiele instytucji i wielu polityków nadużywa go do ochrony przed krytyką. Proszę sobie uświadomić, że jeżeli poszedłbym teraz do sądu i powiedział, że boli mnie głowa po rozmowie z panem, to sąd bez przedstawiania dowodów, nawet bez świadectwa lekarskiego, mógłby na mój wniosek zablokować publikację tej rozmowy. Więcej, można zablokować publikację utworów, które mogą dopiero zaistnieć w przyszłości, czyli zabronić panu pisać na jakiś temat!
Nie myśli pan o nakręceniu filmu o całej tej sprawie?
- Producenci mówią, że to byłoby interesujące. Pojawił się nawet pomysł, żeby zrobić to dla teatru. Ale ja myślę, że chyba nie. 15 października odbędzie się premiera mojego nowego filmu "Witajcie w mroku!", który jest opowieścią o tym samym problemie, choć bohaterowie są inni. To film o subkulturze gotyckiej zrealizowany dla HBO. Nie złożyłem broni.
*Henryk Dederko (ur. 1944) reżyser i dokumentalista, autor m.in. "Witajcie w życiu!" (1997), "Byłem bóstwem Shinto" (1998) i "Bajland" (2000)
Źródło: Gazeta Wyborcza