http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

E.T. na ziemskim śmietnisku

Tadeusz Sobolewski
2009-10-13, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 19:15

W kinach południowoafrykański "Dystrykt 9", który już podbił amerykańskie ekrany. Czy to science fiction nowej generacji jest jedynie pretekstem do gry w zabijanego?

ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Filmy
To przykre, ale najoryginalniejszą stroną tego przedsięwzięcia - reklamowanego jako nowy typ science fiction - jest odarcie kosmitów z jakiejkolwiek tajemnicy, zarówno dobrej, jak i złej. Owszem, dochodzi do "bliskiego spotkania", ale to spotkanie nie ma nic ze Spielbergowskiej bajki o aniołach z nieba ani też nic z "wojny światów" - zagrożenia mobilizującego ludzkość do walki, jak w "Dniu Niepodległości". Sama ludzkość okazuje się zagrożeniem.



Nad Johannesburgiem zawisł gigantyczny talerz z "krewetkami" - tak media przezwały przybyszów, co zresztą odpowiada ich wyglądowi. Wyprawa na Ziemię nie udała się z powodu technicznej awarii. Odkryto ich w lukach statku, wynędzniałych i niedożywionych, ponad milion. Umieszczono w slumsach, zwanych Dystryktem 9, gdzie zaczęli się mnożyć. Zamierzano przenieść ich do tzw. Dystryktu 10, czyli po prostu obozu koncentracyjnego, przypuszczalnie planując stopniową eksterminację pod płaszczykiem prawa, w sposób znany z najnowszej historii. W tym momencie zaczyna się akcja filmu.

Nieczynny statek wrak wiszący nad miastem, milion zdziczałych kosmitów, którzy zamieszkują blaszane baraki getta, buszują po śmietnikach, handlują z nigeryjską mafią swoją kosmiczną bronią (początkowo bezużyteczną dla ludzi), atakowani odpłacają agresją. Wszystko to oglądamy z punktu widzenia mediów, przefiltrowane przez telewizyjne newsy, zarówno te rasistowskie, jak i te krytyczne, niezależne.

Tym, co różni zasadniczo ten obraz od XX-wiecznych kosmicznych fantazji na temat spotkania z obcymi, jest nie tylko brak tajemnicy, ale też brak lęku. Kosmiczne science fiction zawsze - od czasów Żuławskiego i Wellsa, aż po Lema i Strugackich - było przedmiotem ukrytej metafory dotyczącej nas, ludzi. Ale w tym filmie następuje trywializacja tematu.

Kosmiczne istoty targujące się z Nigeryjczykami o mięso na zaimprowizowanym bazarku, żywiące się kocimi puszkami, korzystające z ziemskich prostytutek, opatrzone nazwiskami w rodzaju "Christopher Jackson". Przy całym humorze tych obrazków jest to widok deprymujący. Pożegnanie legendy. Ziemia i kosmos jako jeden wielki slums i śmietnik. Nie tylko śmietnik rzeczy - także śmietnik idei, złudzeń, fantazji. Odór śmietnika bije z tego filmu. Za jednym zamachem następuje tu banalizacja zła i banalizacja niezwykłości.

Efekty specjalne zdążyły nas oswoić z realizacją wszelkich fantazji. Jesteśmy przez media systematycznie oswajani z okropnościami wojny, a w reklamie oraz na różnego rodzaju kanałach katastroficznych odbywa się nieustanna gonitwa obrazów, "jakich jeszcze nie widzieliście". Zaciera się granica między tym, co rzeczywiste, a tym, co sztuczne. W tej sytuacji doznanie niezwykłości i grozy staje się coraz bardziej umowne. Wiemy, że oglądamy grozę, ale w gruncie rzeczy pozostajemy zimni, świadomi schematu gry, w jaką zostaliśmy wciągnięci. Wiemy, że oglądamy zło, ale myślimy: taki jest świat.

W "Dystrykcie 9" zastosowano kilka niwelujących filtrów: filtr efektów specjalnych (skądinąd doskonałych), filtr telewizyjnych newsów, wreszcie filtr gry komputerowej. Estetyka gry dominuje zwłaszcza w drugiej części filmu, gdzie dochodzi do otwartej walki ludzi z obcymi. Następuje tam zmiana perspektywy: obserwujemy walkę już nie poprzez ludzkie media, ale z punktu widzenia "krewetek", którym pomaga mutant. Zaczynamy rozumieć obcych, bierzemy ich stronę - obcymi stają się teraz ludzie.

Południowoafrykański reżyser Neill Blomkamp - odkryty przez Petera Jacksona, który "Dystrykt 9" wyprodukował - sprawdził się i w efektach specjalnych, i w reklamie, i w grze. Stamtąd przyszedł do kina. Ale przedtem, w 2005 r., zrealizował głośny fałszywy dokument (pisze o nim obszerniej Konrad Zarębski w najnowszym numerze "Kina") "Na żywo z Johannesburga", o buncie kosmitów żyjących w południowoafrykańskich slumsach.

Była w tym przejrzysta metafora apartheidu. Jest nią również ten film. Samo pojęcie "Dystryktu 9" jest dla południowych Afrykanów aluzją do Dystryktu 6 - tak nazywała się dzielnica Kapsztadu, z której w latach 60. siłą, choć pod pozorami prawa i w ramach rzekomego dialogu, wysiedlono kolorową ludność daleko za miasto.

Film Blomkampa da się czytać jako metafora nie tylko segregacji rasowej, ale też lęku przed obcym - lęku, który nie minął wraz ze zniesieniem apartheidu. Ten lęk, to rozczarowanie do człowieka bije z literatury południowoafrykańskiej, m.in. z powieści Coetzeego. W części "Dystryktu 9" rozgrywającej się w XXI w. naprzeciw kosmitów stają zarówno biali, jak i czarni. Humanitarne hasła są tylko pokrywką - chodzi o zdobycie broni. Nieszczęsne "krewetki" wygrzebujące z ziemskich śmietnisk części do swoich cudownych urządzeń oznaczałyby koniec utopii lepszego, solidarnego świata? Tak jakby genialnego E.T. wsadzić do obozu, wyrzucić na ziemski śmietnik. Mam jednak poczucie, że wielki problem został w tym filmie strywializowany. Zatraciły się proporcje między dosłownością, metaforą a grą.

Apartheid - straszna rzecz. Ale czy w przypadku tego filmu nie za łatwo przychodzi nam przyjęcie tej metafory? Kiedy oglądam "Dystrykt 9" - ze sztucznie doklejonym na końcu sentymentalnym akcentem nadziei odsyłającym do przyszłego sequelu - ogarnia mnie brzydkie uczucie ksenofobii, nie tyle wobec obcych, ile wobec ludzkości jako takiej. Żal mi kosmitów, żal ludzi. Jedni i drudzy stali się bohaterami komputerowej gry w zabijanego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 58 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy

Żegnaj, Kościele

Czy występujący z Kościoła może żądać, by wykreślono go z księgi chrztu? Czy nadal jest katolikiem?