Decyzja o przyznaniu Nagrody Nobla niemieckiej pisarce Hercie Müller to tylko dodatkowa i niespodziewana atrakcja targów. Swoją wyjątkowość tegoroczna impreza zawdzięcza honorowemu gościowi, którym są tym razem
Chiny. Słowo "zawdzięcza" jest zresztą może nie na miejscu. Jeszcze zanim doszło do otwarcia targów, wielu komentatorów zaczęło wątpić, czy zapraszanie Chin w tym charakterze miało w ogóle sens.
W Chinach wydaje się - jak podają niemieckie media - ponad 200 tys. nowych tytułów rocznie, a suma wszystkich sprzedanych w ciągu roku egzemplarzy sięga, bagatela, 6 mld. To rynek, na którym działają dziesiątki tysięcy wydawnictw - zarówno kontrolowanych przez państwo, jak i półlegalnych.
Choć literaturę chińską wydaje się w Niemczech coraz częściej, wciąż uchodzi ona za niedocenioną. Ale to nie dzieła takich autorów jak Gao Xingjian, noblista z 2000 r., czy Yu Hua, którego powieść "Bracia" zbiera tu znakomite recenzje, będą w centrum zainteresowania. Odkąd przed miesiącem doszło do skandalu wokół zaproszonych gości, jest pewne, że to sprawa wolności wypowiedzi będzie tematem numer jeden. A może, jak napisał komentator dziennika "Die Welt", będzie nim w szczególności "kwestia zdecydowania, z jakim organizatorzy targów gotowi są bronić tej podstawowej zasady myśli politycznej Zachodu".
Skąd wątpliwości co do ich determinacji? Szef targów Jürgen Boos, zapewne pod naciskiem chińskich kontrahentów, zdecydował się odwołać wcześniejsze zaproszenia dla krytyków chińskiego reżimu - obłożonej w Chinach zakazem druku pisarki Dai Qing oraz mieszkającego w
USA autora Bei Linga. Kiedy ci na własną rękę zjawili się jednak we Frankfurcie, decyzję w ostatniej chwili cofnięto i oboje zajęli miejsca na podium przedtargowego sympozjum. Zaskoczeni chińscy oficjele opuścili w geście protestu salę. - Nie przyjechaliśmy tutaj, by pobierać lekcje demokracji, te czasy minęły - strofował kierownictwo targów były chiński ambasador w Niemczech. Boos ugiął się po raz drugi i przeprosił chińskich oficjeli za niedotrzymanie umowy.
Sposób, w jaki przedstawiciele niemieckiego świata kultury położyli uszy po sobie w konfrontacji z chińską propagandą (partnerem targów jest Zarząd Prasy i Publikacji odpowiedzialny także za cenzurę), większość mediów uznała za haniebny i zawstydzający. "W nadziei, że uda się za pomocą literatury podbić gospodarczą potęgę, jaką są Chiny, frankfurckie targi podporządkowują się chińskiemu dyktatowi" - krytykowała "Süddeutsche Zeitung". "Tolerancja to coś innego niż podlizywanie się. Kto wobec gości i obcych zaprzecza własnym przekonaniom ze względu na ich kulturę, ten myli respekt z bojaźliwością" - to z kolei publicystka berlińskiego "Der Tagesspiegel". Przypomniano też słynne słowa przedwojennego pisarza i dziennikarza Carla von Ossietzky'ego: "Nie da się walczyć, kiedy ma się w spodniach więcej niż w sercu".
Nikt nie ma w Niemczech wątpliwości, że oficjalnej stronie chińskiej nie zależy w istocie na dialogu o sztuce, literaturze i społeczeństwie, lecz na kulturalnej i gospodarczej promocji własnego kraju. Po wysiłku, jaki włożono w organizację igrzysk olimpijskich, przyszedł czas na "olimpiadę kulturową". W ramach kosztującego 5 mln euro oficjalnego programu gościa honorowego odbędzie się 250 imprez.
W tysiącosobowej delegacji z Państwa Środka we Frankfurcie będzie ponad 50 pisarzy. Ale największe zainteresowanie budzą - szczególnie po wrześniowym skandalu - ci, którym wyjazdu do Niemiec zabroniono. Przede wszystkim Liao Yiwu, który brał udział w wydarzeniach na placu Tiananmen w 1989 r. i trafił potem na cztery lata do więzienia za publiczne odczytanie wiersza "Masakra". Mimo iż jego książka "Panna Hallo i chłopski cesarz", w której opowiada o nizinach społecznych we współczesnych Chinach, ukazuje się właśnie w niemieckim tłumaczeniu, pisarz zezwolenia na wyjazd nie dostał. "Organizatorzy zapowiadali, że granica gościnności zostanie przekroczona, jeśli Chiny nie będą respektować wolności wypowiedzi i wolnego przepływu informacji. Wraz z zakazem wyjazdu dla Liao Yiwu ta granica została osiągnięta" - pisał "Die Welt".
Zabraknie także jednego z najgłośniejszych współczesnych artystów chińskich Ai Weiwei, autora koncepcji Ptasiego Gniazda, czyli stadionu olimpijskiego w Pekinie. W sierpniu został pobity przez bezpiekę w Syczuanie, podczas przygotowań do wystawy swoich prac w Monachium trafił do szpitala z krwotokiem wewnętrznym. Jego wystąpienie jako znanego krytyka reżimu cieszącego się jednocześnie międzynarodową renomą było szczególnie oczekiwane. Jako powód rezygnacji podał względy zdrowotne, podkreślił też jednak, że nie ma ochoty na udział w "pustych dyskusjach".
Oburzenie wywołuje także sprawa przewodniczącego chińskiego Pen Clubu Liu Xiabo, który od prawie roku siedzi w więzieniu. Aresztowano go pod zarzutem działań na rzecz obalenia reżimu - w listopadzie 2008 r. zainicjował Kartę 08, podpisany przez ponad 300 intelektualistów krytyczny manifest pod adresem władzy. Niemiecki oddział Pen Clubu wystosował w jego sprawie protest. Ale także z innego powodu Liu Xiabo stawia organizatorów targów w szczególnie trudnej sytuacji - przewodnicząca chińskiego Związku Pisarzy Tie Ning, która będzie występować na uroczystości otwarcia, w publicznych wypowiedziach twierdzi, że nic nie wie o istnieniu chińskiego Pen Clubu, a nazwisko jego szefa nie jest jej w ogóle znane...
Choć wielu obawia się, że targi staną się po prostu areną chińskiej propagandy, groźba ta wydaje się niewielka. Oczywiście, nie sposób wykluczyć kolejnych spięć, choć kierownictwo targów po zmasowanej krytyce mediów po pierwszej wpadce będzie mieć się na baczności. Co jednak
Angela Merkel powie podczas ceremonii otwarcia? Pani kanclerz kilkakrotnie bez ogródek wypowiadała się na temat praw człowieka w Chinach, a jej spotkanie z Dalajlamą przed kilkoma miesiącami było przyczyną spięć dyplomatycznych na linii Berlin - Pekin.
Gwarancją tego, że "olimpiada kulturalna" nie przebiegnie pod dyktando funkcjonariuszy urzędu cenzury, jest przede wszystkim równoległy program (również około 250 imprez) przygotowany przez Pen Club, organizacje pozarządowe i wydawnictwa. Głos mają zabrać ci, dla których miejsca w oficjalnej delegacji zabrakło, m.in. noblista Gao Xingjian. Dyskusje dotyczyć będą m.in. obrazu Chin w niemieckich mediach, wolności wypowiedzi, rozumienia patriotyzmu. Ostatniego dnia targów odbędzie się panel o prześladowaniach pisarzy w Chinach, w którym wystąpi m.in. przewodnicząca Światowego Kongresu Ujgurów Rebiya Kadeer, zaś później dwie sesje dotyczące Tybetu z udziałem przedstawiciela Dalajlamy.
Także spotkania zorganizowane w ramach oficjalnego programu nie muszą okazać się tylko propagandową sztampą. I to nie tylko dlatego, że duża część z nich poświęcona będzie po prostu świetnej literaturze. Korespondent "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisał niedawno w analizie z Pekinu, że europejskie wyobrażenie o współczesnych Chinach, w których panuje jakoby klarowny konflikt między "państwem" a "dysydentami", jest całkowicie błędne.
Postawy krytyczne wobec chińskiego reżimu nie ograniczają się bynajmniej do grupy prześladowanych opozycjonistów. Spotkać je można wszędzie - tylko według oficjalnych danych w Chinach ma miejsce 80 tys. masowych protestów rocznie. A do tego dochodzą dziennikarze, którzy próbują pisać prawdę o społecznych problemach, mieszkańcy sprzeciwiający się projektom infrastrukturalnym czy autorzy podważający kanon oficjalnej polityki historycznej. "Tego, kto kieruje się odwagą, refleksją i demokratycznymi przekonaniami, nie da się dzisiaj w Chinach rozpoznać po tym, jaką reprezentuje instytucję i w jakiej delegacji podróżuje" - pisał Mark Siemons. Tymczasem także we Frankfurcie dominuje jego zdaniem podejście rozgraniczające autorów "opozycyjnych" od tych "reżimowych" (czyli członków oficjalnej delegacji), których w tych właśnie rolach obsadza się na targowych podiach.
Niezależnie od znaków zapytania i obaw prezentacja Chin we Frankfurcie to wydarzenie bez precedensu, bo tak wielkiego kroku w kulturowym otwarciu na świat chińscy komuniści dotąd nie poczynili. Targi we Frankfurcie to pierwsza impreza o tak wysokiej randze międzynarodowej, w jakiej zdecydowali się wziąć udział, nie będąc w stanie w pełni kontrolować jej przebiegu.
W targach weźmie udział prawie 7 tys. wystawców ze 100 krajów, w tym 53 z Polski. Na stoisku, które przygotował Instytut Książki, będą wystawy poświęcone polskiej szkole reportażu, Leszkowi Kołakowskiemu oraz programowi translatorskiemu POLAND. W jego ramach od 1999 r. wsparto wydanie 800 książek polskich autorów w ponad 40 krajach, a łączna kwota dotacji wyniosła ponad 8 mln zł.
Uroczyste otwarcie targów dziś o godzinie 17, zamknięcie - w najbliższą niedzielę. Tego dnia w kościele św. Pawła wręczona zostanie także prestiżowa Pokojowa Nagroda Niemieckich Księgarzy. Tegorocznym laureatem jest Włoch Claudio Magris, znany także w Polsce m.in. dzięki książkom "Dunaj", "Podróż bez końca" i "Inne morze".