http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kultura >  Kultura

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kultura RSS

Holland: Polański nie daje się uczesać

Rozmawiała Magdalena Żakowska
2009-10-12, ostatnia aktualizacja 2009-10-12 01:59

Ona - Geimer - stała się dojrzałą kobietą. On - Polański - stał się starcem. Oboje zostali rodzicami. Oboje mają szczęśliwe rodziny. I ich głównym marzeniem - ofiary i sprawcy - jest to, żeby tej sprawy znów nie przeżywać. Żeby ich dzieci nie musiały jej przeżywać

Roman Polański
Fot. Michel Euler AP
Roman Polański

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Rozmowa z Agnieszką Holland, reżyserką

Magdalena Żakowska: Pani ulubiony film Polańskiego?

Agnieszka Holland: "Wstręt" i "Matnia". Wydają mi się zapisem szaleństwa i strachu, jaki każdy człowiek przynajmniej raz w życiu śnił.

To filmy sprzed czterdziestu paru lat.

- Miał wtedy niebywałą łatwość opowiadania filmowego. Miałam wrażenie, że oddycha filmem. Że film powstaje z tego jego oddechu. To było magiczne. Tę zdolność utracił po wyjeździe ze Stanów. Robił potem porządne filmy, ale po "Chinatown" już zupełnie inne. Żaden nie miał już tego dziwnego, perwersyjnego poczucia wolności.

Pierwsza pani reakcja, gdy aresztowano Polańskiego?

- Pomyślałam, że jego sny się sprawdziły. Jestem przekonana, że mu się to często śniło. Musiał o tym przecież cały czas pamiętać. Przy każdym przekroczeniu granicy, przy każdym kolejnym zaproszeniu do innego kraju. Zagrożenie wisiało nad nim jak fatum. To jest tak jak z emigrantami, którzy uciekli z komunistycznego kraju. Ja też miewałam takie sny, że mnie łapią i odstawiają z powrotem do Polski. A kiedy to już się stało, może poczuł ulgę? Może był tym już zmęczony? Poczułam dla niego współczucie.

Dlatego podpisała pani list w jego obronie?

- Byłam wtedy we Lwowie. Informacja podziałała na wyobraźnię. Jest w Polańskim coś takiego, że mówienie o nim jako o zwykłym człowieku jest niesłuszne. Bo on nie jest zwykłym człowiekiem.

I dlatego można mu więcej wybaczyć?

- Absolutnie nie! Podlega temu samemu prawu. Ale funkcjonowanie Polańskiego w świecie jest wyjątkowe.

Po pierwsze, ze względu na jego los - tak szalenie dramatyczny, zbierający w sobie tyle tragedii swoich czasów. W jego osobie spotkały się przecież największe zwyrodniałości tego wieku.

Po drugie, ze względu na talent. Wyjątkowy. Nie ma drugiego reżysera tak uniwersalnego i tak pobudzającego przez pokolenia wyobraźnię widzów.

A po trzecie, ze względu na jego bardzo dynamiczną osobowość. Ktokolwiek się z nim zetknął bliżej, wie, że on jest w pewnym sensie cyklofrenikiem. Są momenty, kiedy się zamyka w sobie, i takie, kiedy jest w rodzaju euforii. I kiedy jest w tej euforii, jego dynamika jest niebywała. Tryska z niego energia, witalność, wielkoduszność.

Długo się znacie?

- Poznałam go w Paryżu w 1982 r. Kiedy wybuchł stan wojenny, byłam w Szwecji. Powiedziałam coś o tym, że Jaruzelski jest straszny, że dręczy moich przyjaciół, i jasne stało się, że nie mogę wrócić do Polski. Pojechałam do Francji. Bo miał tam przyjechać Wajda, by kręcić "Dantona", bo tam powstawał Komitet Solidarności, bo Francuzi w ogóle ładnie zachowywali się wobec Polaków.

Nie znałam języka, nie miałam znajomych, byłam odcięta od rodziny, moja dziewięcioletnia córka była wtedy w Warszawie i nie wiedziałam, czy uda mi się ją stamtąd wydostać. Dramatyczny okres. Polański wyciągnął rękę, był serdeczny, pomagał, chociaż w ogóle mnie nie znał.

Jak pomagał?

- Dał mi np. kontakty do środowiska filmowego, a przecież twórcy niechętnie się nimi dzielą - ciasny rynek i silna konkurencja. Pomógł nie tylko mnie. Wtedy w Paryżu znalazło się dużo jego przyjaciół. I nimi także się bardzo zajął. Kiedy Tadeusz Łomnicki ciężko zachorował na serce, Polański załatwił szpital i operację w Londynie, zapłacił za operację, potem go gościł u siebie w Paryżu. Tadeusz mieszkał u niego kilka miesięcy. Wtedy po raz pierwszy byłam zresztą w mieszkaniu Polańskiego - właśnie z wizytą u Łomnickiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.4

144 głosy

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne