Na wrześniowym Kongresie Kultury Polskiej środowiska artystyczne sformułowały postulat, by państwo nie wycofywało się z mecenatu nad kulturą, a nawet go poszerzyło, bo tylko to daje szanse rozwoju kultury niezależnej i nowatorskiej. Minister Zdrojewski dał twórcom do zrozumienia, że ten postulat popiera. Teraz pora powrócić do rzeczywistości.
Informacje, jakie w ostatnich tygodniach napływały z tzw. narodowych instytucji kultury - czyli bezpośrednio zależnych od ministerstwa i przez nie finansowanych - nie były wesołe. Już na Kongresie Kultury rozeszła się wiadomość, że Teatr Stary w Krakowie ma obciętą dotację. Minister Zdrojewski temu zaprzeczył, ale jego wypowiedź nie brzmiała bardzo pocieszająco: "Budżety dla instytucji artystycznych zostały tak zaplanowane, aby zagwarantować środki na koszty stałe i minimalną działalność".
Z zebranych przez nas informacji wynika, że narodowe instytucje kultury otrzymały na rok 2009 dotacje mniejsze niż na rok poprzedni, a docierające do nich zapowiedzi na rok 2010 były jeszcze gorsze. Tymczasem Kongres Kultury obudził nadzieję na nową politykę kulturalną, bo prawie wszyscy mówili tam to samo: żeby w Polsce normalnie funkcjonował system kultury, zamiast pół procent państwo powinno wydawać na ten cel jeden procent z budżetu.
Instytucje sztuki
O cięciach finansowych instytucje sztuki dowiadywały się już w pierwszej połowie tego roku. W lipcu w warszawskiej Zachęcie miała się odbyć wystawa Goshki Macugi, mieszkającej w Londynie polskiej artystki nominowanej w zeszłym roku do Nagrody Turnera - ale ją odwołano. To samo spotkało m.in. planowaną na koniec tego roku wystawę Jana Lebensteina.
Centrum Sztuki Współczesnej jest w podobnej sytuacji. Tam wypadł z programu Larry Clark - słynny amerykański kontrkulturowy fotograf i filmowiec. Odwołano wystawę dotyczącą współczesnej sceny artystycznej w Stambule. Planowana na koniec tego roku wystawa "Star City. Communist Science Fiction" o futurologii w krajach byłego bloku przygotowana wspólnie z Centrum Sztuki Współczesnej w Nottingham wisi na włosku.
Jakie są perspektywy na rok przyszły? CSW dostało informację z ministerstwa, że dotacja na działalność zostanie zmniejszona do 6 mln, a na inwestycje nie przeznaczono ani grosza. "Po raz kolejny w ciągu 20 lat odbudowa Zamku Ujazdowskiego zostanie wstrzymana" - uważa dyrektor Wojciech Krukowski. Twierdzi, że już w tym roku do prawidłowego funkcjonowania instytucji brakowało 3,3 mln zł.
Szukanie właściwej osoby na stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie - takiej, która potrafiłaby je zreformować - trwało dwa lata. Wybrany wreszcie Piotr Piotrowski teraz staje przed problemem: reformować, ale za co?
- Na rok 2010 wnosiliśmy o 10 mln zł na tzw. dotację majątkową, czyli m.in. na remonty, bo stan fizyczny budynku jest tragiczny - mówi "Gazecie" dyrektor Narodowego. - Proponują nam 3,8 mln. Dotacji na działalność dostaniemy 28 mln zł, o 1 mln mniej niż w zeszłym roku. Na organizowanie wystaw wystarczy, środki na to i tak się zdobywa na zewnątrz, ale już nie na kupowanie obiektów do kolekcji, co jest tragedią muzealnictwa. Co prawda wiem, że w wyjątkowych sytuacjach mogę liczyć na pomoc ministra, w tym roku wyłożył on np. specjalne środki na zakup obrazu Jacka Malczewskiego "Śmierć Ellenai".
Zofia Gołubiew, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie, jest spokojniejsza. - Wyraźna różnica w dotacji pojawiła się już w 2009 r. w stosunku do roku poprzedniego, kiedy instytucjom podległym ministrowi odebrano możliwość korzystania z tzw. programów operacyjnych na zakupy czy wystawy. Jednak z drugiej strony w tym roku otrzymaliśmy np. ogromną pomoc przy remoncie Sukiennic, do którego ministerstwo dołożyło ponad 20 mln zł, a także 4 mln na remont pałacyku Czapskich. Zła sytuacja polskich muzeów polegająca na niedofinansowaniu trwa dłuższy czas, budynki są w niedobrym stanie, pracownicy słabo opłaceni, ale to się nie stało w tym roku - mówi Gołubiew.
Instytuty, teatry i filharmonie
Dla dotowanych przez ministerstwo scen i instytutów największym problemem jest uczucie niepewności. Dotacje są nadal w procesie negocjacji, tymczasem plany sezonów artystycznych dawno musiały być już gotowe, a umowy z artystami podpisane.
- Ostateczne decyzje co do naszej dotacji zapadną pod koniec listopada - mówi Magdalena Mich, rzeczniczka Instytutu Adama Mickiewicza, realizującego obecnie m.in. sezon polski w Wielkiej Brytanii. - Z pierwszych przymiarek wynika, że większość planowanych imprez brytyjskich dojdzie do skutku. Gdyby coś nas zaskoczyło, będziemy okrajać program na gorąco. Tak było już w wypadku Roku Polskiego w Izraelu, gdy w ostatniej chwili okroiliśmy koncert finałowy.
Nie wszystkie instytucje mogą sobie jednak pozwolić na taką elastyczność.
- Proces tworzenia dzieła operowego jest najdłuższy, a kalendarze artystów zapełnione na trzy lata do przodu - tłumaczy Grzegorz Chełmecki, zastępca dyrektora naczelnego Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. - Ponieważ dotacja zawsze przyznawana jest tylko na rok, i tak za każdym razem ryzykujemy, angażując twórców na dalsze terminy. Wycofywanie się ze zobowiązań w tak małym środowisku jak operowe oznaczałoby spalenie kontaktów, utratę twarzy i wiarygodności.
- Mamy podpisaną większość umów na przyszły sezon, teraz liczymy tylko utrzymanie poziomu dotacji z początku tego roku - mówi Wojciech Nowak, zastępca dyrektora naczelnego Filharmonii Narodowej. - Na pewno nie będziemy jednak nadużywać zaufania osób wykupujących abonamenty. Budżet poznamy wczesną wiosną, sezon ogłosimy w maju i dopiero wtedy zaczniemy sprzedawać bilety. Tymczasem będziemy ciąć wydatki poboczne, by nie doprowadzić do powtórzenia sytuacji z 2001-02 roku, gdy dziura budżetowa pozostawiła wiele instytucji z ogromnymi długami.
Racjonalizacja wydatków, wewnętrzne audyty, szukanie oszczędności to ostatnio główne zajęcia dyrektorów teatrów.
- Przestawiamy się z własnych produkcji na koprodukcje z innymi teatrami, zlecamy firmom zewnętrznym usługi, które nie są naszą podstawową, misyjną kompetencją, jak sprzątanie czy ochrona budynku, planujemy więcej premier na małej scenie, co pozwala połączyć mniejsze koszty produkcji z szansą na debiut reżyserów spoza opery - wylicza Grzegorz Chełmecki. Problemem opery jest także to, że mieści się ona w największym budynku teatralnym w Polsce, przez co wzrosty cen na rynku powodują gigantyczne różnice w kosztach ogrzewania czy oświetlenia.
Mikołaj Grabowski, dyrektor Starego Teatru w Krakowie, wylicza, że w ciągu dwóch lat dotacja zmniejszyła się o 10 proc, czyli o 1,3 mln. Pieniędzy wystarczało dotąd na dziewięć premier w sezonie - po trzy na trzech scenach. Przy zapowiadanych cięciach teatr będzie mógł pozwolić sobie jedynie na dwie premiery, zabezpieczenie kosztów stałych i granie minimalnej ilości spektakli (w ciągu roku 300 spektakli na trzech scenach, co oznacza: tylko w weekendy). - Repertuar stały Starego Teatru jest ogromny, mamy co grać, na każdej scenie możemy zaproponować po 10-12 tytułów - mówi Mikołaj Grabowski. - Jednak rolą teatru jest przede wszystkim realizacja nowych wyzwań, tak by aktorzy mogli się rozwijać.
Dyrektorzy ciągle jeszcze liczą na pozytywny wynik rozmów z ministerstwem. Zwłaszcza że oba teatry związane są kosztownymi, lecz prestiżowymi programami międzynarodowymi, na których utrzymaniu powinno zależeć zwierzchnikom. Np. odbywające się co dwa lata wizyty Teatru Narodowego w Teatrze Aleksandryjskim w Petersburgu są wpisane w umowę o wymianie kulturalnej między Polską a Rosją.
Mówienie o tym, że dyrektorzy powinni szukać alternatywnych źródeł finansowania, brzmi rozsądnie, ale w rzeczywistości jest nie do zrealizowania. - Teatr Wielki jest postrzegany jako świetny produkt marketingowy, ale udział sponsorów w jego finansowaniu i tak pozostaje kilkuprocentowy. Zwłaszcza w roku kryzysowym, gdy wszystkie firmy obcinają wydatki - mówi Grzegorz Chełmecki.
Źródło: Gazeta Wyborcza