- To dla mnie ważna płyta - mówił Staszewski w wywiadach przed premierą "Hurra!". Łatwo zrozumieć dlaczego. Jego zespół wciąż uchodzi za jedną z najważniejszych formacji na polskiej scenie rockowej. On sam - za jednego z najlepszych i najciekawszych rockowych tekściarzy. Ale powiedzmy uczciwie - kiedy tak naprawdę Kult nagrał ostatnio bezdyskusyjnie udaną płytę? Kiedy ostatnio Kazik napisał naprawdę ważne teksty?
Owszem, zdarzały się mu pojedyncze piosenki komentowane przez fanów i krytyków (ostatni przykład to chyba enigmatyczny, dający się interpretować jako komentarz do śmierci
Jana Pawła II "Pan Pancerny" z albumu "Poligono Industrial" z końca 2005 r.). Ale prawdziwe hity? Albumy, których słuchało się z wypiekami od początku do końca? "Pomarańczowa" trasa po Polsce, w którą co roku Kult rusza jesienią, regularnie przyciąga tłumy fanów. Ale zespół jest dziś bardziej legendą z porcją niezapomnianych hitów, które liczą sobie często ćwierć wieku niż żywą formacją. Sam Kazik - specyficznym alternatywnym gwiazdorem, który lubi popadać w mentorski ton.
Kult powstał w 1982 r. Kazik to rocznik 1963. I on, i jego muzycy - jak na popkulturowe standardy - wkroczyli w wiek średni. Dawni punkowcy są dziś takimi samymi weteranami jak rockowe dinozaury z lat 60., z których bezwzględnie nabijała się punkowa alternatywa. Tacy wykonawcy rzadko potrafią utrzymać dawny artystyczny poziom. Raczej epatują własnym mitem, niż dostarczają publiczności nowych emocji. Ostatnie płyty U2 czy
The Cure to tylko zgrabna rekapitulacja tego, jak te formacje brzmiały w czasach największej artystycznej kreatywności.
Kazika nie interesuje odcinanie kuponów od dawnej chwały. Cała ostatnia dekada w jego wykonaniu - i z Kultem, i w innych projektach - to artystyczna szamotanina. Próba znalezienia nowej formuły, nowego pomysłu na siebie: nagrywał utwory Kurta Weila, Toma Waitsa i Nicka Cave'a, a niedawno wydał album z piosenkami Silnej Grupy Pod Wezwaniem. Efekt bywał dyskusyjny. Przeszkadzały jeszcze kwestie pozaartystyczne - konflikt personalny w Kulcie zaowocował wyrzuceniem wieloletniego
muzyka grupy Krzysztofa "Banana" Banasika, a sam Kazik przepraszał swego czasu fanów za kiepskie koncerty, na których występował po alkoholu. Zespół znalazł się na zakręcie, a odpowiedzią na mnożące się pytania i wątpliwości miał być album "Hurra!".
Ta płyta jednak żadnych odpowiedzi nie daje. Może poza jedną - słychać, że w Kulcie oczyściła się atmosfera. Grupie wróciła radość grania. Może i "Banan" z nieodłączną waltornią był współodpowiedzialny za charakterystyczne brzmienie Kultu, gdy jednak zastąpiła go sekcja dęciaków, Kultowe granie nabrało werwy. Spora część numerów z "Hurra!" to żywiołowe, tkwiące korzeniami w punkowej historii piosenki. Właśnie - piosenki. "Hurra!" to kopalnia numerów, które świetnie sprawdzą się na koncertach. "Maria ma syna", "Amnezja", "Marysia", "Idiota stąd" - to tylko kilka tytułów, które zapadają w pamięć już po pierwszym odsłuchaniu płyty.
Inna sprawa, że już gdzieś te piosenki słyszeliśmy. Gdzie? Na wcześniejszych płytach Kultu ("Marysia" wydaje się szybszą wersją "Dziewczyny bez zęba na przedzie", a "Podejdź tu proszę" - wolniejszą wersją "Patrz!"). Nie chodzi tylko o muzykę, ale i o to, że Kazik uparcie obraca się w kręgu tych samych tematów. Na "Hurra!" wraca obecna od lat w piosenkach Kultu kwestia religii ("Maria ma syna") oraz krytyka Kościoła ("Podejdź tu proszę" to mocny komentarz do przypadków pedofilii wśród księży).
Kazik znów mierzy się z polityką i z zapałem publicysty kpi z polskiej rzeczywistości. Obśmiewa łatwość, z jaką nasze społeczeństwo rehabilitowało epokę PRL-u ("To były czasy piękne takie że nawet
papież był Polakiem/ Rozmontowaliśmy komunę lecz po co do dziś nie rozumiem - śpiewa w "Amnezji") i europejskie pretensje ("A po angielsku ani w ząb/ metr osiemdziesiąt, włosy blond - wylicza nasze atuty w "Idiota stąd"). Robi to z dawno nie słyszaną u niego swadą, ale do mocy najsłynniejszych tekstów Kultu bardzo im daleko.
Wydana dwie dekady temu (i odchudzona o kilka utworów do rozmiarów, jakie obowiązywały w czasach winylu) "Hurra!" byłaby może wydarzeniem. Dziś jest po prostu zgrabnym prezentem dla fanów grupy. - Piosenka ma służyć do grania/ piosenka ta nie ma przesłania - śpiewa Kazik w numerze "To nie jest kraj moich snów". Skoro jego zespół nie potrafi już znokautować publiczności przełomowym materiałem, postanowił nagrywać piosenki, które spełnią oczekiwania publiczności. To też jest jakiś pomysł na przyszłość.
Hurra!, Kult, SP Records