Wczoraj rzeczniczka prokuratury hrabstwa Los Angeles oficjalnie zapowiedziała, że w ciągu 40 dni
USA wystąpi do Szwajcarii z wnioskiem o ekstradycję zatrzymanego w sobotę wieczorem na lotnisku w Zurychu sławnego reżysera. Prokuratura ściga Polańskiego od 1978 r., gdy w ugodzie z sądem przyznał się do nielegalnego seksu z nieletnią. Potem przekonany, że sędzia umowę złamie i skaże go na wieloletnie więzienie, uciekł do Francji.
Rzeczniczka prokuratury podkreśliła, że zwrócono się z prośbą do władz Szwajcarii o zatrzymanie reżysera, bo "było publicznie wiadomo, też z internetu, że będzie na festiwalu filmowym w Zurychu". Dodała, że nie była to pierwsza taka prośba do konkretnego kraju.
Departament Stanu USA oświadczył, że nie ma nic wspólnego z wnioskiem o zatrzymanie Polańskiego.
Szwajcaria zaprzeczyła wczoraj pogłoskom, że decyzja o zatrzymaniu Polańskiego była motywowana politycznie, np. po to, by poprawić stosunki z USA po skandalu ze szwajcarskim bankiem UBS, który pomagał tysiącom bogatych Amerykanów unikać podatków w ich kraju.
Prawnicy reżysera już wczoraj zgłosili w Szwajcarii wniosek o wypuszczenie go za kaucją. Jednak eksperci zgodnie uważają, że szanse na to są niewielkie.
Prawnicy Polańskiego będą też walczyć z wnioskiem o ekstradycję do USA. "Wykażemy nielegalną naturę takiego wniosku" - napisał w oświadczeniu francuski prawnik Polańskiego Herve Temime. Chodzi o sędziego Laurence'a J. Rittenbanda, który - jak okazało się niedawno - mataczył w 1978 r. w prowadzonej przez siebie sprawie Polańskiego, łamiąc prawo m.in. przez konsultacje z prokuratorami, i chwalił się, że "da popalić temu polskiemu sukinsynowi".
Jak oceniają znawcy prawa amerykańskiego, prawnicy Polańskiego w USA będą zapewne chcieli pójść na układ z prokuraturą w Los Angeles. - Powinni mówić prokuratorom w Kalifornii: będziemy się w Szwajcarii odwoływać, nawet jeśli w końcu wygracie ekstradycję, to potrwa lata. Ale możemy z tego zrezygnować, jeśli i wy pójdziecie nam na rękę - mówi "Gazecie" znany w USA specjalista od spraw ekstradycyjnych Douglas McNabb. Jego zdaniem na korzyść prokuratury działa to, że Polański przyznał się do seksu z nieletnią, ale na korzyść jego obrońców fakt, że "prokuratura nie ma głównego świadka". Samantha Geimer dawno oświadczyła, że wybacza Polańskiemu i wezwała do zamknięcia sprawy karnej. W latach 80. doszło nawet do cywilnej ugody reżysera z Geimer, która dostała zapewne od Polańskiego finansowe zadośćuczynienie.
Prawdopodobne jest, że Polański zgodzi się wrócić do USA, jeśli prokuratorzy zapewnią go, że sprawa przed sądem zakończy się dla niego niegroźnie. W taki scenariusz wierzy też Steve Cron, obrońca w podobnych procesach w Kalifornii. Agencji AP Cron powiedział: - Myślę, że w końcu Polański stanie przed sądem. I ma duże szanse, by sprawa została oddalona lub by dostał wyrok więzienia równy temu, ile już odsiedział.
Polański spędził w 1978 r. 42 dni w wreszcie w USA, dziś mija trzeci dzień pobytu w areszcie w Zurychu.
Ministrowie spraw zagranicznych Polski i Francji (Polański jest obywatelem obu państw) zapowiedzieli wystosowanie do szefowej amerykańskiej dyplomacji
Hillary Clinton prośby, by władze USA w sprawie reżysera skorzystały z tych instrumentów prawnych, które są w ich gestii.
Szef polskiego
MSZ poinformował wczoraj wieczorem, że treść listu została już uzgodniona. Ale jest tajna.
W poniedziałek reżysera odwiedzili w areszcie polski ambasador Jarosław Starzyk, konsul generalny Francji oraz żona. Stwierdzili, że jest "traktowany dobrze". Także wczoraj list w obronie Polańskiego, domagający się jego natychmiastowego uwolnienia, podpisali ludzie kina z Polski i Europy, wtym m.in.
Andrzej Wajda, Wim Wenders i Volker Schlöndorff.