http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ciemny kraj, Coetzee, J.M.; Białe pisarstwo, Coetzee, J.M.

Juliusz Kurkiewicz
2009-09-29, ostatnia aktualizacja 2009-09-28 18:52

Coetzee bulwersuje, bo przedstawia paradoksalną niewinność kolonizatorów - białych niewolników uwięzionych we własnej kulturze

ZOBACZ TAKŻE


Ciemny kraj

J.M. Coetzee

przeł. Magdalena Konikowska

Znak, Kraków



Białe pisarstwo

J.M. Coetzee

przeł. Dariusz Żukowski

Znak, Kraków



Debiutancki "Ciemny kraj" J.M. Coetzee'ego (1974), składający się z dwóch mikropowieści, jest na pozór pokracznym dzieckiem swej literackiej i politycznej epoki. To mały (160 stron) potworek - irytujący, przemądrzały, w wielu miejscach niejasny, któremu brak bolesnej przejrzystości najlepszych książek pisarza. Jednocześnie z perspektywy trzech dekad wydaje się przerażającym monstrum nie tyle zapowiadającym późniejsze wątki Coetzee'ego, co wyrzucającym je z siebie za jednym zamachem - razem i do końca. Nieprzyjemna prawda zostaje zaserwowana czytelnikowi w nieprzyjemnej formie dwóch autobiograficznych relacji przez narratorów odpychających i niewiarygodnych. Czytelnik zostaje postawiony w mało komfortowej roli śledczego - jego zadaniem jest czytanie między słowami, przyłapanie bohatera na gorącym uczynku, a następnie jego zdemaskowanie. Równocześnie z powieścią ukazuje się tom esejów "Białe pisarstwo" (1988) poręczny jako klucz do jej zagadek.

Coetzee na przełomie lat 60. i 70. wykładał w USA. W związku z zaangażowaniem w ruch przeciwko wojnie w Wietnamie odmówiono mu prawa stałego pobytu (za okupację budynku uniwersyteckiego został nawet aresztowany). W pierwszej z dwóch opowieści zajrzał na drugą stronę politycznej barykady. Przedstawił historię analityka, który na zamówienie Departamentu Obrony przygotowuje analizę amerykańskiej propagandy w Wietnamie, mającą zwiększyć jej skuteczność (większą część książki stanowi raport bohatera). Druga część opowiada o noszącym nazwisko pisarza XVIII-wiecznym burskim podróżniku, który, poszukując w południowej Afryce nowych terenów łowieckich, zetknął się z miejscowymi plemionami. Początkowo pokojowe relacje z tubylcami szybko się popsuły. Bohater został upokorzony i zmuszony do ucieczki, co wyzwoliło w nim żądzę krwawej zemsty, skutecznie wprowadzonej w czyn.

Na pierwszy rzut oka obu bohaterów niewiele łączy - każdy jest dzieckiem swoich czasów. Jeden - białym kolonizatorem niezdolnym do przeniknięcia kodu innej kultury, kierującym się uprzedzeniami i własnymi rękami dokonującym masakry. Drugi - współczesnym urzędnikiem, który większość życia spędził w bibliotekach i "nigdy nie zetknął się z przemocą". Wskazówki, których realizacja miałaby przybliżyć zwycięstwo Amerykanów (wyzbycie się moralnych skrupułów i wkroczenie na drogę wojny totalnej, z sugestią użycia broni nuklearnej włącznie) formułuje, kierując się nie uprzedzeniami rasowymi, ale zdobyczami XX-wiecznej antropologii. Żyje w epoce pornograficznej, gdy "wszystko wolno powiedzieć" i "wszystko jest na wierzchu", a politycy oraz naukowcy na ich usługach po raz pierwszy otwarcie przyznają, że jedynym kryterium ich postępowania jest skuteczność.

Bohaterowie Coetzee'ego ilustrują historię emancypacji europejskiego umysłu coraz śmielej wyzwalającego się z moralnych skrupułów, coraz bardziej przekonanego o uniwersalnym charakterze własnych reguł, dokonującego coraz wspanialszych odkryć. A jednocześnie - coraz bardziej przerażonego wszystkim, czego nie jest w stanie zrozumieć i kontrolować. Urzędnik Coetzee'ego, którego głównym celem jest "uładzanie chaosu", pewnego dnia w ataku szaleństwa rzuca się z nożem na własnego syna. Mógłby stanowić świetną ilustrację poglądów Zygmunta Baumana na nowoczesność i Zagładę. U Coetzee'ego, jak u Baumana, Obcy nie może zostać poznany ani zrozumiany - musi pozostać figurą strachu przed nieporządkiem i nieprzewidywalnością.

"Wyjąwszy chętkę na chłam z mojego wozu, czy zdradzali stałe cechy, inne niż lenistwo i apetyt na mięso?" - pisze o Hotentotach Jacobus Coetzee. W "Białym pisarstwie" Coetzee pokazuje, dlaczego bezczynność rdzennych mieszkańców Afryki miała dla Zachodu wymiar skandalu. Jej negatywna ocena wiązała się z nieuświadomionymi założeniami religijnymi (praca jako droga do zbawienia) i ideologicznymi (kapitalizm jako jedyny słuszny model ekonomiczny), jednocześnie usprawiedliwiając poczucie kulturowej wyższości i brutalny podbój. Coetzee jest wyczulony na towarzyszące przemocy racjonalizacje - główną z nich stanowiła kwitnąca w XIX w. filozofia historii, skłaniająca do patrzenia na przemoc wobec innych kultur jako historyczną konieczność. Opowieść Coetzee'ego otwiera motto z Flauberta: "Istotna jest filozofia historii".

Głównym tematem esejów Coetzee'ego jest niemożliwość międzykulturowego porozumienia, o której opowiada z perspektywy białego pisarza w Afryce Południowej. Dla "białego pisarza", który "już przestał być Europejczykiem, ale jeszcze nie stał się Afrykaninem", Afryka na zawsze pozostanie "ciemnym krajem" nie dlatego, by kryła jakiś mistyczny demonizm, ale dlatego, że pisarz posługuje się narzędziami narracyjnymi i interpretacyjnymi, które przyniósł z innej tradycji, i które nieuchronnie chybiają celu. Kategorie "malowniczości" i "wzniosłości" nie dają się łatwo zastosować do opisu pustyni, literackie wzorce sielanki użyte do opisu farmerskiego życia Burów zawodzą, gdy pisarz staje przed problemem wkomponowania czarnej służby w krajobraz afrykańskiego raju. Nawet nowoczesna antropologia nie radzi sobie z opisem apatycznych Hotentotów, ulegając pokusie, by dostrzegać przejawy kulturowej aktywności tam, gdzie w rzeczywistości "nic się nie dzieje".

Według Coetzee'ego pisarz nie tyle mówi, co "jest mówiony". Przemawiający przez poetę głos demona, który sprawił, że dla Platona literatura była odstręczająca, nie jest dla Coetzee'ego głosem szaleństwa, ale racjonalnej i naukowej kultury. Rasistowskie powieści Sarah Gertrude Millin, jednej z bardziej prominentnych pisarek południowoafrykańskich pierwszej połowy XX w., Żydówki z pochodzenia, nie zostały wywiedzione z propagandowego bełkotu III Rzeszy, ale z XIX-wiecznych pism Darwina i Herberta Spencera i z humanistycznych książek Zoli.

Choć "Ciemny kraj" i "Białe pisarstwo" mogą i powinny być odczytywane w ramach tradycji literackich rozliczeń z kolonializmem ufundowanej sto lat temu przez Josepha Conrada, bardzo tę tradycję radykalizują. Mówią nie tyle o winie Zachodu, ile o niemożliwej niewinności. Pokazują, że podbój i przemoc była logiczną, niemożliwą do uniknięcia spuścizną zachodniej tradycji - filozoficznej, religijnej, naukowej.

Jej rozbrajanie staje się - jak sugeruje Coetzee w "Białym pisarstwie" - głównym zadaniem pisarza. To zadanie odbiera mu utopię przezroczystego spojrzenia, wikłając go nieuchronnie w ideologię, zmieniając jego pracę w obrzęd nieustannej demaskacji. "Biegle odczytujemy inność: braki, inwersje, drugie dna. To, co zasłonięte, ciemne, zagrzebane, kobiece. (...) Reszta jest w tym, czego tekst nie chciał powiedzieć, bojąc się o własne bezpieczeństwo, albo w tym, czego sam o sobie nie wie: w jego własnych przemilczeniach. Takiemu sposobowi czytania grozi to, że sam, jak efekt każdej triumfującej działalności wywrotowej, stanie się dominujący".

Sposobowi czytania odpowiada sposób pisania. Coetzee przyznaje - i dobitnie potwierdzają to jego ostatnie powieści ("Elizabeth Costello", "Powolny człowiek", "Zapiski ze złego roku"), że jest pisarzem, który literaturę wyobraża sobie na kształt pełnej znaczących dziur muzyki Antona Weberna. Jej sednem jest "cisza pomiędzy dźwiękami", luki, pęknięcia, podejrzliwość wobec własnej pisarskiej metody.

Nie znam współczesnego pisarza o większej samoświadomości, która powinna właściwie związać mu ręce. Przez "Ciemny kraj" i "Białe pisarstwo" przemawia głębokie zwątpienie w człowieka i w literaturę, nakazujące zastanowić się nad przypinaną mu etykietką moralisty. Między tymi dwoma rodzajami zwątpienia zachodzi być może sprzężenie zwrotne. Czy jeśli Zachód chce ocalić duszę, musi rozmontować do końca swoją literaturę?

Jednocześnie Coetzee, bezlitosny krytyk literacki wciąż powracający do klasycznych tekstów po to, by je bezpardonowo odczarować, przyznaje się do tęsknoty za epoką, gdy powieść była pełną chwały symfonią składającą się z "dźwięków brzmiących na tle ciszy".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':