http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wersja Polańskiego w sprawie z Geiley

Roman Polański
2009-09-28, ostatnia aktualizacja 2009-09-27 23:15

fragmenty autobiografii pt. "Roman", wydawnictwo Polonia, Warszawa 1989

Polański szukał kandydatki do sesji fotograficznej. Chciał pokazać nastoletnia modelkę "bez romantycznej mgiełki (...) tak jak naprawdę wyglądają: seksowne zuchwałe i na wskroś ludzkie". Ktoś ze znajomych polecił mu Samanthę (w swej autobiografii Polański zmienia jej imię na Sandra, jej matce daje imię Jane).

Matka Samanthy (Sandry) była zachwycona projektem, by jej córka pozowała. Pierwsza sesja odbyła się w okolicach doku, w którym mieszkała z córką na przedmieściach Los Angeles.

Na drugą umówili się w domu Jacka Nicholsona. Polański zabrał tam dziewczynę swoim samochodem.

Rozmowa w aucie

(...) W pewnej chwili [Sandra] z tylnej kieszeni wyciągnęła portfel, żeby mi pokazać odjęcie przystojnego, szczupłego chłopca - Chucka. Powtórzyła, że jest świetnym karateką. Poznali się kilka miesięcy temu i chłopak zaprosił ją do restauracji na kolację. "Od razu poszliśmy do łóżka" - dodała.

Zapytałem, jaki jest stosunek jej matki do Chucka.

"Z początku się krzywiła, wiesz, ale przyzwyczaiła się". Którejś nocy spał u nich na kanapie w salonie. Kiedy wszyscy zasnęli, podeszła na palcach i rzuciła się na niego, udając, że chce go udusić. Resztę nocy spędzili razem. "Nieważne - powiedziała - po południu mogę robić to samo co w nocy".

Zapytałem, w jakim wieku rozpoczęła życie seksualne. "Miałam osiem lat"

- usłyszałem. To mnie zbito z tropu. Spojrzałem na nią z ukosa, chciałem się przekonać, czy nie żartuje: wyglądało na to, że mówi zupełnie poważnie.

- Z kim?

- Z chłopaczkiem z mojej ulicy - odparła. - W tym wieku człowiek nie bardzo wie, o co chodzi.

Mówiła tonem całkiem naturalnym. Sprawy te wyraźnie nie miały dla niej żadnego znaczenia.

W domu Nicholsona

Uwagę Sandry zwrócił obłok pary unoszący się z luksusowego jacuzzi, który znajdował się na końcu basenu. Sandra uznała, że jest "cholernie fajny". Chciała się wykąpać. "Później -powiedziałem. - Najpierw praca". (...)

Sandra rozebrała się i weszła do jacuzzi, a ja poszedłem po aparat. Kiedy zacząłem ją fotografować, woda sięgała jej do pasa. "Gorąco" - stwierdziła.

Sprawdziłem ręką. Woda była rzeczywiście gorąca, ale Sandra szybko się przyzwyczaiła. Bawiły ją bijące strumienie. Potem usiadła pod fontanną, tak że woda spływała jej po głowie. Żałowałem, że to zrobiła - z mokrymi włosami wyglądała dużo gorzej. Zaczęła powoli poruszać się i zmieniać pozy, a ja wciąż pstrykałem. Od czasu do czasu podnosiła kieliszek szampana, jakby chciała wypić moje zdrowie. Niedługo zrobiło się prawie ciemno i dalsze zdjęcia nie miały sensu.

Poszedłem do domu odłożyć aparat, po czym wróciłem, żeby jeszcze popatrzeć na Sandrę. "Nie wchodzisz?" - spytała.

Odpowiedziałem, że woda jest dla mnie za gorąca i wolę popływać. Wziąłem z łazienki ręcznik, rozebrałem się i wskoczyłem do basenu. Przepłynąłem parę długości i zatrzymałem się przy jacuzzi. W oczach Sandry zobaczyłem coś dziwnego: przyznała, że czuje się niedobrze.

"Co ci jest?" Odpowiedziała, że zaczyna jej dokuczać astma. "Nie wiedziałem, że masz astmę. Następnie zapytałem, czy ma przy sobie jakieś lekarstwo lub chociaż inhalatorek. Okazało się, że niemądrze zostawiła to wszystko w domu. "Nie powinnaś siedzieć w tej parze. To nie może być dobre na astmę. Lepiej wejdź: do basenu" - poradziłem.

Wyszła z jacuzzi, zanurzyła stopę w basenie i stwierdziła, że woda jest za zimna. Wyraźnie słyszałem jej świszczący oddech. Zabrała mój ręcznik i powiedziała: "Muszę chwilę odpocząć, bo inaczej zemdleję".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 63 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    89 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':