Agnieszka Wolny-Hamkało: W "Gestach" przedstawiasz interesującą wizję piekła: poranek bez kawy, papierosa i papierowej gazety. Ignacy Karpowicz: Odpowiem żartem: każdy ma takie piekło, na jakie zasłużył. Ale jestem rozwojowy, mam przynajmniej taką nadzieję, to znaczy moje prywatne piekielne kręgi będą się powiększały.
A propos piekła - kiedyś wyznałeś, że nienawidzisz pisać. Pisarze zgodnie twierdzą, że to ciężka praca. Nabawiłeś się jakiejś choroby zawodowej? - Nie wiem, czy pisanie to praca ciężka. Z łatwością mogę wyobrazić sobie prace cięższe, na przykład w kopalni albo w jakiejś fabryczce made in China. Przypuszczam, że zszywanie uśmiechniętych pluszaków przez 12 godzin dziennie z jednym dniem wolnym w miesiącu jest zajęciem, przy którym pisanie wydawać się może czynnością komfortową. Ale też z drugiej strony myślę, że gdyby na przykład Jola Rutowicz miała napisać mądrą powieść, to fedrowanie w słowie byłoby pracą ponad jej siły. Pewnie mniej by się namęczyła, zszywając pluszaki. A schorzenia zawodowe? Może gorycz.
Grypa mnie nie atakuje, ale gorycz - owszem. Co roku zapominam się zaszczepić.
Zawsze byłeś typem "pisarza rzetelnego": wstawałeś o 15, kilka godzin zbierałeś się, łaziłeś wokół tematu. Koło 18 udawało ci się przysiąść i przez całą noc pracować. Niehigieniczny tryb życia. - Dużo się zmieniło. Teraz wstaję o piątej rano, żeby nakarmić psa i wydoić krowę.
Ale według twojego bohatera - wszystko, co zdrowe, jest niedobre: pomidorowa, zielona herbata, kawa Inka. - Każdy ma prawo zaprogramować sobie własną śmierć. Nie widzę powodu, dla którego miałbym z tego prawa zrezygnować, dla którego miałbym umrzeć jako zdrowa osoba, niepaląca, niepijąca, unikająca tłuszczów i seksu przedmałżeńskiego. Nie jestem odpowiedzialny za to, że zdrowe tofu smakuje gorzej niż niezdrowa skwarka.
Ta twoja słynna zupa pomidorowa jest w "Gestach" symbolem trudnej relacji matka - dziecko. Mówi o obowiązku tej miłości, o długu, którego nie da się spłacić. - Rzeczywiście, zupa pomidorowa w "Gestach", gotowana kilka razy w tygodniu przez matkę i znienawidzona przez syna, może być potraktowana jako symbol trudnej relacji dziecko - rodzic. Tylko że spójrz, to jest cudownie absurdalne, ponieważ żyjemy w czasach popkultury: zupa pomidorowa jako symbol trudnej relacji! Nie śmieszy to ciebie? Bo mnie owszem. A tak trochę poważniej - jestem typem ponuraka, dlatego też jestem wesoły. Jestem też przywiązany do wolnej woli, warunku sine qua non dobra i zła. W wypadku relacji rodzic - dziecko wolna wola zawodzi. Bo matka mnie urodziła, bo mnie wychowała, bo się dla mnie poświęcała. Jak mogę jej nie kochać?
W twojej powieści rodzina to wydmuszka. - Stopniowy rozpad rodziny w klasycznej formie w ogóle mnie nie martwi. Bo za czym miałbym tęsknić? Za uczynieniem z kobiety istoty podrzędnej wobec mężczyzny? Za traktowaniem dzieci jako istot niepełnowolnościowych aż do 18. roku życia? Jestem przekonany, że istnieje wiele form współżycia, które są równie nieudane, przynoszące ból i cierpienie, ale również radość i spełnienie, jak "klasyczna" rodzina. Nie zamierzam teraz demonizować rodziny. Rodzina jaka jest, każdy widzi. Sama w sobie, jako pewna propozycja ułożenia społecznych więzów, nie jest oczywiście zła. Ale alternatywa istnieje, nawet jeśli jest to alternatywa supermarketu Tesco dla supermarketu Auchan, a więc zmiana nie wykracza poza poziom logo.
Wiele cię łączy z twoim bohaterem. Uważasz, że poszukiwanie tropów autobiograficznych w powieściach jest niestosowne? - Tropy autobiograficzne bywają bardzo smakowite, pod warunkiem że nie dotyczą siebie samego. Z bohaterem "Gestów" rzeczywiście wiele mnie łączy, ale też wiele dzieli. Tak zwana - z braku lepszego określenia - popkultura oraz
Jarosław Kaczyński bardzo przesunęli granicę tego, co jest stosowne, a co stosowne nie jest. Poszukiwanie tropów autobiograficznych to pikuś w porównaniu z koalicją
PiS-u z Samoobroną i
LPR-em albo - żeby dać przykład z drugiej strony - mrocznym romansem PO z byłym neonazistą szefującym
TVP.
Mam wrażenie, że to książka boleśnie szczera, że po raz pierwszy nie kryłeś się za absurdem i surrealizmem - tak jak w "Niehalo" i "Cudzie". Że trzeba było sporej odwagi, żeby się dać tak dokładnie obejrzeć. Nie bałeś się? - W mojej ocenie "Gesty" to najodważniejszy z moich tekstów. Po pierwsze, zawiodłem czytelników, którzy cenili "Niehalo" i "Cud", a więc radosne stężenie groteski i humoru, maskujące rozpacz. Po drugie, przyjęta dla "Gestów" konwencja, a więc, mówiąc niepochlebnie, ramotka egzystencjalno-psychologiczna, miała swoje konsekwencje. Ja-autor nie miałem już za czym się schować. Nie bronił mnie dystans, nie pomagała ironia, nie ratowały językowe scrabble. Okazało się, że staję absolutnie odsłonięty. Że łatwo we mnie uderzyć. Że łatwo ze mną wygrać. Łatwo mnie wyśmiać. Nie mogłem nawet schować się za tak zwany warsztat pisarski, który został odsłonięty. Oczywiście, gdybym myślał o sobie, nigdy bym "Gestów" nie napisał. Nie jestem masochistą.
"Ćwiczenia ze szczerości nie należą do moich ulubionych zajęć" - mówi narrator na początku powieści. Chciałbyś odczarować powszechne mniemanie o wyzwalającej sile prawdy? - "Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli" (J 8; 32). To brzmi jak wróżba z chińskiego ciasteczka. Nie jestem wyrocznią, jestem jednak pewny, że przekonanie o oczyszczającym działaniu prawdy jest równie przesadzone jak wieści o śmierci Marka Twaina. Prawda, tak zwana, może tyle popsuć, ile naprawić. Tutaj pojawia się problem definicji prawdy. Czy prawda musi być chrześcijańska? Czy prawda jest niezmienna i raz dana, czy też występuje w dynamicznym układzie z kłamstwem? Czy logika dwuwartościowa (prawda - fałsz) przystaje do współczesnego świata? Mnie się wydaje, że raczej odstaje, niż przystaje.
Opowiedz o nietypowej konstrukcji "Gestów" - mam na myśli te wszystkie liczebniki i rozdziały zaczynające się od litery G. Czemu służą te gesty? - Bohater "Gestów" poszukuje tak zwanego sensu. A więc jest bohaterem z gruntu romantycznym, czyli skazanym na klęskę. Nasi romantycy byli świetni nie tylko w wyłuskiwaniu rymów, ale również w wyłuskiwaniu sensu w świecie pozbawionym sensu oraz niepodległości. Mój bohater wpada na następujący pomysł: jeśli nada swemu życiu formę, to i treść się znajdzie. Bo przecież nie ma formy bez treści. To błąd. Jest forma bez treści i treść bez formy. Mam nadzieję, że można powiedzieć, iż katastrofa, która spotyka mego bohatera, zasługuje na miano "pięknej katastrofy". No wiesz, takie ferrari pośród trabantów i wartburgów.
"Nie potrafię wyłożyć mojej koncepcji samotności" - mówi bohater. Pisząc literaturę, pełniej komunikujesz się ze światem czy też stajesz się jeszcze bardziej samotny? - Samotność jest nie do przezwyciężenia. Mój kolega kiedyś powiedział, że nie jest fanem przypadkowego seksu, ale - co przyznawał - w ten sposób poznawał nowych ludzi. Mimo to jego samotność miała się świetnie. Zatem piszesz czy nie piszesz, i tak jesteś sam. Jesteś sam, a później umierasz. I jak tu bać się śmierci, powiedz sama?