Rozmowa z prof. Piotrem Sztompką* socjologiem Małgorzata I. Niemczyńska: Po co nam kongres? Prof. Piotr Sztompka: Odpowiem niezabawnie, ale górnolotnie. Żyjemy w kraju demokratycznym, a istotą demokracji jest rozmowa. Zapomnieliśmy już o tym, obserwując życie polityczne, ale jest szansa, aby przypomnieć o tym środowiskom twórczym. O ważnych sprawach należy rozmawiać niezależnie od różnic nie tylko estetyczno-artystycznych, ale też politycznych. Kultura jest dziedziną dobra wspólnego. Rozmowa prawie 30 lat po słynnym kongresie przerwanym przez stan wojenny jest potrzebna w podzielonym przecież środowisku, bo potrzebne jest wypracowanie wspólnego myślenia o przyszłości kultury, która w obecnym momencie rozwoju po roku 1989 jest już tematem równie ważnym jak gospodarka czy polityka, choć to one długo były traktowane priorytetowo. Podstawowe sprawy w ich zakresie mamy już załatwione, choć daleko jeszcze do pełnego sukcesu. Nadszedł czas na kulturę.
Kilka miesięcy temu przetoczyła się w „Gazecie” dyskusja o tzw. planie Hausnera. W tym kontekście kongres może się wydawać musztardą po obiedzie. - To była rakieta próbna. Chodziło o to, by z wyprzedzeniem zmobilizować środowisko kulturalne i opinię publiczną przed kongresem. Jerzy Hausner jako znakomity znawca tematyki zarządzania został poproszony przez ministra Bogdana Zdrojewskiego o zastanowienie się nad możliwymi drogami reformy tej zaniedbanej dziedziny, jaką jest kultura. Jak powiedział
Andrzej Wajda, wszyscy czekamy na nowego Balcerowicza.
Hausner opracował bardzo ciekawy projekt, ale jest on radykalny i jednostronny. Zakłada rozwiązania skrajnie liberalne, wolnorynkowe. Kultura miałaby według nich zostać powierzona sferze prywatnej i samorządom. Dyskusja, którą ów plan wywołał, pokazała, że istnieje też inny punkt widzenia. Na skrajne pomysły jest u nas za wcześnie. Pełna liberalizacja rynkowa i postawienie na prywatny sponsoring są możliwe w Ameryce po przeszło stu latach rozwoju kapitalizmu. To naturalny cykl zmian w świadomości kapitalistycznej: najpierw ma się rezydencje,
luksusowe auta, potem zaczyna się kupować obrazy, a dopiero w następnej kolejności - jeśli system prawny jest dobrze skonstruowany - nie opłaca się ich zostawiać w spadku rodzinie, więc daje się je galeriom publicznym. Z drugiej strony samorządy w czasach transformacji i jeszcze w czasach kryzysu mają tyle spraw na głowie i rozmaitych wydatków, że nie wydaje się prawdopodobne, aby zdołały jeszcze wygospodarować środki na wyrafinowaną kulturę. Dzięki planowi Hausnera zostało jednak z wyprzedzeniem zarysowane pewne pole i w jego ramach temat może być kontynuowany podczas kongresu. Druga sesja plenarna już pierwszego dnia obrad będzie właśnie sesją Hausnera.
Jaki obraz ostatnich 20 lat kultury wyłania się z przygotowanych na kongres raportów? - Kultura ma wiele poziomów. Poziom twórczy w pewnych dziedzinach kontynuował osiągnięcia z czasów realnego socjalizmu. Trzeba pamiętać, że mimo wszelkich wad tego systemu ów poziom był całkiem wysoki. Kultura była naszym oknem wystawowym na świat, by jako przykład wymienić tylko muzykę, poezję czy film. Po przełomie znikła ich dodatkowa, bo nieco egzotyczna atrakcyjność. Staliśmy się normalnym krajem średniej wielkości z normalną kulturą. Stąd nasza widoczność na świecie nieco zmalała. Polscy artyści mimo wszystko w dużej mierze sprostali zadaniu tworzenia wspaniałych rzeczy. W poezji czy muzyce na przykład mieliśmy kolosalne sukcesy już w okresie po przełomie ustrojowym. Nieco gorzej jest z prozą. Ale wielka literatura epicka, która dotyczy spraw dla ludzi najbardziej ważnych, wymaga perspektywy czasu. Moim zdaniem dlatego nie mamy jeszcze wielkiej literatury o wielkiej sprawie, jaką był przełom.
Natomiast daleko więcej potrzeba zmian w dziedzinie organizacji kultury. Warto też zwrócić uwagę na inne zjawisko. Po przełomie ludzie zaczęli znacznie większą wagę przywiązywać do pieniędzy. Nazywam to fiskalizacją świadomości. O ile za socjalizmu wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że zarabiamy marnie, więc działania twórcze podejmowaliśmy społecznie, dla siebie, dla samej frajdy, o tyle dziś mentalność się zmieniła. Myślimy: ile na tym można zarobić? Każdy by chciał równać do standardów rozwijającego się społeczeństwa konsumpcyjnego. Aby młodych ludzi przyciągać do kultury, trzeba im stworzyć warunki startu.
Na pewno warto, ale czy się opłaca? - Zarówno wysoka twórczość artystyczna, jak i kultura codziennego życia mają bezpośredni związek - co mało kto rozumie - z gospodarką. To jest także kapitał, a jak każdy kapitał jest na coś przekładalny. W tym przypadku przekłada się on na to, jak nas widzą ludzie w świecie, za czym idą chociażby inwestycje czy
turystyka. U Włochów nawet w najmniejszej trattorii kultura jedzenia jest na najwyższym poziomie; w Niemczech - estetyka, czystość i organizacja codziennego życia;
Francja produkuje najwspanialszą w świecie modę - to wszystko są kapitały tych krajów. I to samo dotyczy najwyższej kultury.
*Prof. Piotr Sztompka - ur. 1944, socjolog i prawnik, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Europejskiej im. Józefa Tischnera, przewodniczący rady programowej Kongresu Kultury Polskiej