http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Disney, Henson i Maleszka

Wojciech Orliński
2009-09-17, ostatnia aktualizacja 2009-09-17 19:54

Od piątku w kinach świetny film "Magiczne drzewo" Andrzeja Maleszki.

Kadr z filmu ''Magiczne drzewo''
Fot. unknown
Kadr z filmu ''Magiczne drzewo''
O polskich filmach częściej czytam, niż piszę, i przyzwyczaiłem się już jako czytelnik, że krytycy oceniają je na wyrost, jakby oceniać edukacyjne postępy dziecka specjalnej troski - np. "jak na polską komedię, to nawet całkiem zabawna".

Czytelnikom, którzy do tych recenzji odnoszą się równie nieufnie jak ja, solennie przyrzekam: to nie dotyczy filmów Andrzeja Maleszki. One nie są "całkiem niezłe jak na polskie widowiska dla dzieci". One są wybitne na tle produkcji światowej!

"Magiczne drzewo" bez cienia żenady można pokazać na jakimś międzynarodowym festiwalu obok najnowszych produkcji z Japonii, Ameryki albo Wielkiej Brytanii. Serial telewizyjny poprzedzający film pełnometrażowy dostał zresztą nagrodę Emmy w kategorii widowiska dziecięcego i młodzieżowego - tę samą statuetkę dostali np. "Fraglesi" i "Baranek Shaun".

Pomysł na "Magiczne drzewo" jest genialnie prosty. Burza powaliła pradawny dąb, z którego w tartaku zrobiono bale i deski. Przedmioty z nich wykonane zachowują magiczną moc. W serialu były to m.in. magiczne buty, sanie i szafa. W filmie pełnometrażowym - krzesło.

Film jest w pewnym sensie kolejnym, tyle że dłuższym i bardziej spektakularnym odcinkiem serialu. Oto w pewnej polskiej rodzinie pojawia się magiczne krzesło spełniające każde życzenie osoby, która na nim siedzi.



Rodzina z trudem wiąże koniec z końcem, rodzice (Andrzej Chyra i Agnieszka Grochowska) są ambitnymi muzykami, średnio radzącymi sobie z gospodarką wolnorynkową. Doskonale w niej za to funkcjonuje ciotka (Hanna Śleszyńska), która siostrze i szwagrowi załatwia pozornie bardzo atrakcyjną fuchę - granie w orkiestrze na luksusowym statku wycieczkowym.

Ciotka jest przekonana, że wyrządza swym krewnym przysługę. Fucha ma dużo zalet (pieniądze, podróże) i jedną wadę: konieczność rozstania z trójką dzieci na rok. I właśnie gdy wszyscy zastanawiają się, jak taktownie odrzucić propozycję ciotki, ona akurat przysiada na chwilę na owym krześle.

Tematem filmu, jak się nietrudno domyślić, jest więc pościg prowadzony przez dzieci za rodzicami omamionymi siłą życzenia wypowiedzianego na magicznym krześle. Przy okazji pojawia się też znakomita i bardzo na czasie metafora najważniejszego wyzwania, przed którym stoi w naszych czasach prawie każda polska rodzina: jak utrzymać dzieci tak, żeby od czasu do czasu jednak je jeszcze w ogóle widywać?

Cechą charakterystyczną filmów Andrzeja Maleszki jest znakomita gra młodych aktorów. Dla dowolnego aktora grać tak, żeby charyzmą dorównać Chyrze czy Śleszyńskiej, to byłby niezły sukces zawodowy. Tutaj odnosi go czwórka dzieci w wieku szkolnopodstawowym.

Dlaczego czwórka, a nie trójka? A, to już kwestia pewnego zwrotu akcji, którego nie ujawnimy. Prowadzi on w każdym razie z kolei do pewnej kluczowej chwili w finale filmu - w której ciotka podejmuje decyzję oczywistą dla dorosłego, a niezbyt zrozumiałą dla dziecka (przynajmniej dla moich, bo potem z nimi o tym długo rozmawiałem).

Wspominam o tym dlatego, że to nie jest typowa sytuacja w filmach Andrzeja Maleszki. Typowe dla niego jest coś dokładnie odwrotnego - umożliwienie dzieciom zobaczenie świata tak, jak go widzą dzieci, i umożliwienie dzieciom zobaczenie tego, co widzą dorośli.

Pisałem już o tym wcześniej w "Gazecie Telewizyjnej", przepraszam więc, że się powtarzam: Maleszka idzie w zupełnie innym kierunku niż dominujące dzisiaj kino "shrekopodobne". Zamiast robić osobne elementy fabularne dla dorosłych i osobne dla dzieci, obmyśla taką fabułę, która jednocześnie bawi dorosłych i dzieci. Wszyscy w tym samym momencie wybuchamy śmiechem albo podskakujemy na krzesłach z zaskoczeniem.

To jest trudne, bo przecież trudno jest dorosłego zaskoczyć tak, żeby z kolei dziecko jeszcze wiedziało, o co chodzi. Ale udawało się najlepszym, jak Walt Disney, Jim Henson i Nick Park. Maleszka gra właśnie w tej lidze. Ale to już napisałem na początku...

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów